Ani ustawy antysmogowej, ani Krajowego Programu Ochrony Powietrza nie uznała Komisja Europejska za wystarczające działania polskiego rządu w walce ze smogiem.
Polsce, przeciwko której wpłynęła sprawa do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, KE zarzuca nie tylko przekroczenie poziomów dopuszczalnych pyłu PM10, lecz także błędną transpozycję dyrektywy 2008/50/WE w sprawie jakości powietrza. – W szczególności chodzi o art. 23 dyrektywy, który stanowi, że w przypadku przekroczenia wartości dopuszczalnych programy ochrony powietrza mają określać takie działania, aby okres przekroczeń był jak najkrótszy. Nie znajduje to odzwierciedlenia w polskich przepisach i w praktyce okres na poprawę jego jakości w wojewódzkich programach ochrony powietrza jest planowany nawet na kilkanaście lat – wyjaśnia Małgorzata Smolak z Fundacji ClientEarth. – To zbyt długo – dodaje.
Reklama
KE oficjalnie upomniała Polskę o przestrzeganie norm jakości powietrza w lutym 2015 r. W odpowiedzi na to Ministerstwo Środowiska odesłało jej Krajowy Program Ochrony Powietrza (KPOP) oraz nowelizację prawa ochrony środowiska (poprawkę antysmogową). – Jednak KE oczekuje od Polski zdecydowanych i skutecznych działań, tymczasem KPOP to jedynie dokument planistyczny, a ustawa antysmogowa wprawdzie zapewnia niezbędne instrumenty do walki z problemem, ale ich wykorzystanie pozostawia do decyzji samorządom. Żaden z dokumentów nie gwarantuje więc realnej poprawy jakości powietrza, co zostało uznane za niesatysfakcjonujące – komentuje Małgorzata Smolak.

Reklama
Resort uspokaja. „Polsce obecnie nie grozi żadna kara w związku z decyzją Komisji o postawieniu Polski przed TSUE” – czytamy w komunikacie resortu.
Opinię taką potwierdza ekspertka Fundacja ClientEarth.
– Jeżeli państwo członkowskie nie zastosuje się do postanowień pierwszego wyroku, komisja może wszcząć kolejne postępowanie w sprawie uchybień. Dopiero jeśli KE ponownie skieruje sprawę przeciwko danemu państwu do Trybunału, może zaproponować nałożenie na nie grzywny, opierając się na czasie trwania naruszenia i jego wadze oraz wielkości kraju – wyjaśnia Małgorzata Smolak.
Dodaje, że wówczas sankcje finansowe mogą być dwojakiego rodzaju. Może to być zryczałtowana kwota naliczona na podstawie czasu od momentu wydania pierwszego wyroku (zgodnie z szacunkami NIK ok. 4 mld zł) lub kara pieniężna w wymiarze dziennym naliczana od dnia wydania drugiego wyroku do momentu, gdy uchybienie zostanie usunięte (w innej sprawie stawka proponowana przez komisję wynosiła prawie 71,5 tys. euro dziennie).
MŚ wskazuje, że w podobnej sytuacji jak Polska jest również Bułgaria. Z kolei wobec 14 innych państw UE prowadzone są postępowania, które też mogą zakończyć się skierowaniem sprawy do TSUE.