Najdłuższy ze znanych polskiej konstytucji okres kadencji jest uzasadniany koniecznością rozerwania więzów sędziów konstytucyjnych ze składem urzędującego parlamentu. Nowa procedura podważyła ten ustrojowy fundament.
Wybór podczas ostatniego posiedzenia kończącego swą kadencję Sejmu (8 października 2015 r.) pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego budzi kontrowersje natury politycznej i zasadnicze zastrzeżenia prawne. Przypomnijmy, iż ustępujący sędziowie TK zakończą piastowanie swych funkcji dopiero po wyborach parlamentarnych (trzech 6 listopada 2015 r., pozostałych dwóch sędziów z początkiem grudnia 2015 r.). W kategoriach politycznych decyzję posłów trudno więc interpretować inaczej niż jako swoistą uzurpację uprawnień przynależnych Sejmowi przyszłej kadencji. Nie sposób bowiem oprzeć się wrażeniu, iż celem działania sejmowej większości było zapewnienie sobie wpływu na obsadę foteli sędziowskich kosztem parlamentu, jaki zostanie ukształtowany w najbliższych wyborach.
Reklama
Który Sejm

Reklama
Uprawnienie obecnego Sejmu do obsady owych pięciu stanowisk sędziowskich stworzyła uchwalona przez tenże Sejm nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 2015 r. poz. 1064). Rozwiązania w niej zawarte miały opierać wybór sędziów na przesłankach możliwie transparentnych i zobiektywizowanych, eliminować pośpiech oraz możliwie najpełniej odpartyjnić cały proces. Niestety, nie spełniły one tych oczekiwań. Przeciwnie, ich stosowanie pogłębiło tylko negatywne zjawiska występujące w tym obszarze. Poważne zastrzeżenia rodzi również kwestia konstytucyjności analizowanych rozwiązań.
Zgodnie z postanowieniami konstytucji Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na dziewięć lat (art. 194 ust. 1). Przy czym sformułowanie „wybierani przez Sejm” należy rozumieć jako Sejm, na kadencję którego przypada koniec kadencji sędziego ustępującego, a nie jako „jakikolwiek Sejm”. W przeciwnym razie można byłoby pytać retorycznie, dlaczego obecny skład parlamentu nie mógłby wybrać także np. kolejnego sędziego (na miejsce tego, którego kadencja kończy się w kwietniu 2016 r.).
Pewien ślad zasadności właśnie takiej interpretacji przepisów konstytucji odnajdujemy także w niezmienionym dotychczas art. 30 regulaminu Sejmu, zgodnie z którym wniosek w sprawie wyboru sędziego TK składa się marszałkowi 30 dni przed upływem kadencji (sędziego ustępującego). Swoją drogą niedostosowanie regulaminu do rozwiązań przyjętych w nowej ustawie o TK również wskazuje na znaczny pośpiech w całym przedsięwzięciu.
Natomiast sama ustawa o TK w analizowanym zakresie pozostaje w sprzeczności z konstytucyjną zasadą indywidualizacji kadencji i prawnym znaczeniem ustanowienia długiej kadencji sędziów konstytucyjnych. Rolą tych instytucji prawnych jest zapobieganie prostemu włączeniu decyzji o obsadzie stanowisk w TK do partyjnego systemu łupów. Najdłuższy ze wszystkich znanych polskiej konstytucji – dziewięcioletni – okres kadencji jest w doktrynie prawa uzasadniany koniecznością rozerwania więzów między sądem konstytucyjnym a składem (konfiguracją polityczną) urzędującego parlamentu. Oznacza to, iż zamiarem ustawodawcy było, aby w składzie TK znajdowali się sędziowie wybierani przez kolejne parlamenty, a przez to osiągnięcie stanu swoistego pluralizmu trybunału i ułatwienie zachowywania bezstronności i niezawisłości wobec zmieniających się większości parlamentarnych.
Nowa procedura wyboru sędziów konstytucyjnych podważa więc ustrojowe fundamenty, na których opierało się dotychczasowe funkcjonowanie TK. Wprawdzie zdarzało się w praktyce, iż na jedną kadencję przypadała wymiana znacznej części składu TK (np. na Sejm kadencji 2007–2011 przypadł wybór aż 8 sędziów), jednak wynikało to z naturalnego i historycznie ukształtowanego procesu kończenia kadencji sędziów konstytucyjnych (w okresie poprzedzającym uchwalenie konstytucji kadencja 12 sędziów TK wynosiła 8 lat, przy czym połowa składu ulegała zmianie co cztery lata; konstytucja z 1997 r. wydłużyła tę kadencję o rok, a do dotychczasowego składu TK dodała jeszcze trzech sędziów). W każdym razie zasada, zgodnie z którą wyboru nowych sędziów TK dokonuje Sejm, w trakcie funkcjonowania którego następuje zakończenie kadencji sędziów ustępujących, nie była dotąd kwestionowana. Co więcej, wydawała się racjonalna i oczywista. Nowa ustawa o TK tę zasadę podważyła.
Ilu członków TK
Nie można wykluczyć również, iż analizowane rozwiązanie prowadzi do naruszenia konstytucyjnie określonej liczby sędziów TK. Jeżeli bowiem przyjmiemy, iż samo podjęcie uchwały przez Sejm o wyborze danej osoby czyni sędziego, to po decyzji Sejmu z 8 października 2015 r. skład polskiego trybunału będzie liczyć nie 15, ale 20 sędziów. Jedynym sposobem wyeliminowania takiej sytuacji jest uznanie, iż osoba wybrana przez Sejm zostaje w pełni umocowanym sędzią konstytucyjnym dopiero po złożeniu ślubowania (art. 21 ustawy o TK). Ale konsekwencją takiej konstrukcji prawnej jest konieczność przyjęcia tezy, zgodnie z którą dopiero od tego momentu (od dnia złożenia ślubowania) biegnie kadencja sędziego.
Tyle tylko iż w dotychczasowej praktyce niejednokrotnie to Sejm wskazywał datę rozpoczęcia kadencji nowo wybranego sędziego; opierał się więc na założeniu, że to Sejm czyni sędziego. W świetle tych rozważań niezwykle aktualne staje się więc pytanie o znaczenie ślubowania sędziego TK. Jeżeli ma ono jedynie charakter uzupełniający, to ustawa w zakresie procedury wybierania sędziów TK narusza art. 194 ust. 1 konstytucji przez dopuszczenie do przedwczesnego wyboru nowych sędziów. Jeżeli natomiast złożenie ślubowania decyduje o uzyskaniu statusu sędziego, to analizowane rozwiązanie pozostaje zgodne z konstytucją, a prezydent jest zobowiązany wybrać taki moment złożenia ślubowania przez nowo wybranych, aby konstytucyjnie określona liczba sędziów TK nie była naruszana.
Powyższe wątpliwości i zastrzeżenia mógłby rozstrzygnąć sąd konstytucyjny, badając procedurę wyboru nowych sędziów TK. Tyle że stwierdzenie jej niekonstytucyjności nie prowadziłoby do podważenia dokonanego przez Sejm wyboru. Zgodnie bowiem z art. 190 ust. 3 konstytucji orzeczenia TK wchodzą w życie z dniem ogłoszenia i rodzą skutki prawne ex nunc – na przyszłość.
W ten sposób powstałaby sytuacja paradoksalna: ustępujący Sejm pozbawiłby swojego następcę możliwości wyboru pięciu nowych członków TK, z kolei ów nowy Sejm – na skutek uchylenia przez TK procedury wyboru sędziów – nie mógłby dokonać swoistej rekompensaty owej straty, obsadzając miejsca zwolnione przez sędziów, których kadencje zakończą się w grudniu 2019 r.
Czy oznacza to, iż prezydent do czasu wyroku TK w sprawie konstytucyjności tej procedury powinien się wstrzymać się z przyjmowaniem ślubowania od nowo wybranych sędziów TK? W moim przekonaniu takie postępowanie byłoby racjonalne, w szczególności jeśli uznamy, iż to moment ślubowania czyni sędziego. Dotychczasowa praktyka zna przypadek wstrzymania na kilka miesięcy ślubowania osoby wybranej na sędziego TK w celu wyjaśnienia wszelkich wątpliwości (chodzi o kazus Lidii Bagińskiej, wybranej 8 grudnia 2006 r. i zaprzysiężonej 6 marca 2007 r.).