Sporządzane w procesach opinie są nieprofesjonalne i powierzchowne, a nawet wkraczają w kompetencje zastrzeżone dla sądu – oburzają się prawnicy.
Nieterminowi, nieprecyzyjni, powierzchowni. Pozbawieni kompetencji do występowania w roli ekspertów. Skłonni do dokonywania bezpodstawnych uogólnień. Zamiast rozwiewać wątpliwości, tylko je mnożą. Takie uwagi na temat poziomu profesjonalizmu biegłych można bardzo często usłyszeć od prawników. I to nie tylko pełnomocników, dla których niekorzystna opinia w procesie zaważyła na przegraniu sprawy.
Jeden ekspert, różne stanowiska
W sytuacji, gdy opinia jest niepełna lub niejasna albo gdy zachodzi sprzeczność w samej opinii lub między różnymi opiniami w tej samej sprawie, można wezwać ponownie tych samych biegłych lub powołać innych – stwierdza art. 201 kodeksu postępowania karnego.
Opisane w nim przypadki nie są filmem fantasy, lecz rzeczywistością wielu postępowań. Zdarza się bowiem, że jeden specjalista wydaje dwie sprzeczne ze sobą opinie albo na rozprawie mówi coś zupełnie przeciwnego niż w przedstawionej przez siebie opinii. Tak było choćby w sprawie rozpoznawanej przez Sąd Apelacyjny w Białymstoku (sygn. akt II AKa 48/13), gdzie jak w wielu innych procesach kluczowe znaczenie dla oceny zasadności zarzutów stawianych oskarżonemu miała właśnie opinia biegłego. Do jego zadań należało ustalenie, czy w danym okresie spółka ponosiła wydatki na inwestycje, w jakiej wysokości, czy były one uzasadnione oraz czy sytuacja finansowa, w której znajdowała się firma, uzasadniała podejmowanie określonych działań. W wydanej w tym przedmiocie opinii z lipca 2010 r. biegły stwierdził jednoznacznie, że wydatki w łącznej kwocie 6 mln zł były nieuzasadnione i stanowiły poniesioną przez spółkę szkodę. Co więcej, swoje ustalenia w tym zakresie biegły podtrzymał w całości na rozprawie sądowej, podobnie zresztą jak drugi z członków zespołu uczestniczący w wydaniu opinii. Obaj zgodnie stwierdzili, że sytuacja finansowa przedsiębiorstwa była w badanym okresie na tyle zła, że uniemożliwiała podejmowanie dalszych inwestycji.
Diametralnie odmienne stanowisko ten sam biegły zajął jednak w opinii uzupełniającej z sierpnia 2012 r., kiedy to uznał, że w badanym okresie spółka poniosła koszty związane z budową w kwocie 3 mln zł i były one jak najbardziej uzasadnione. Ekspert dodał też, że nie były to nakłady na dalszą realizację przedmiotowej inwestycji, gdyż w tym czasie spółka ponosiła jedynie koszty związane z utrzymaniem dotychczasowego stanu budowanego zakładu.
Uzasadniając tak radykalną zmianę swojego stanowiska, biegły wyjaśniał, że odmienne wartości przyjęte w obu opiniach wynikają z wykorzystanej metody wyceny: pierwsza została sporządzona przy zastosowaniu metody dochodowej, uwzględniającej prognozowane zyski z inwestycji, natomiast druga została wykonana na potrzeby likwidacji spółki, a więc opierała się na metodzie likwidacyjnej.
Nie ulega wątpliwości, że biegły wydał w tej samej sprawie dwie różne opinie, a zawartych w nich ostatecznych wniosków nie dało się ze sobą pogodzić. Sprzeczność była więc oczywista.
– – zauważa sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.
– – sugeruje radca prawny Jacek Świeca.
Błędy i wypaczenia w sztuce
Z perspektywy prawników ekspertyzy wykonywane przez biegłych zbyt często mają tę wadę, że są wyrywkowe i niekompletne.
– – dodaje sędzia Puchalski.
– – zapewnia radca prawny Michał Paprocki.
I nie jest w swojej surowej ocenie odosobniony. – – przekonuje mec. Jacek Świeca.
Środowiska prawnicze skarżą się też, że do przygotowywania opinii wyznaczane bywają osoby, które jedynie deklarują, że mają wiadomości specjalne w danej dziedzinie. Efektem tego są często opinie oparte na z góry postawionych tezach i zawierające zupełnie przypadkowe wnioski. – – przyznaje mec. Paprocki. Jednocześnie zastrzega, że słaba, nieprzydatna opinia jest często efektem zaniechań stron, które w sposób nieprzemyślany i nieprzygotowany formułują wnioski dowodowe.
Ciężar wyrokowania
Z obserwacji prawników wynika, że zdecydowanie największym i coraz bardziej notorycznym problemem jest wchodzenie biegłego w rolę sądu i dokonywanie przez niego oceny całości materiału dowodowego. Potwierdza to adwokat Michał Szpakowski. – – tłumaczy mec. Szpakowski.
W teorii opinia biegłego, tak jak każdy inny dowód w procesie, podlega swobodnej ocenie sądu. Jeśli zatem nie przekonuje ona sędziego, jest sprzeczna z drugą opinią albo jest opinią niepełną, powinno to zostać odzwierciedlone w ocenie dowodu przedstawionej w uzasadnieniu wyroku.
–– zwraca uwagę mec. Szpakowski. Jak sam przyznaje, w wielu przypadkach konieczne okazuje się zasięgnięcie rady kolejnego specjalisty, która następnie przedstawiana jest albo jako oddzielna opinia prywatna, albo jako stanowisko procesowe. – – dodaje mec. Szpakowski.
W wolnym tempie
Kolejnym polem do narzekań jest nieterminowe sporządzanie opinii przez biegłych. Powodów do frustracji dostarczają zwłaszcza sytuacje, kiedy na ekspertyzę dotyczącą nieskomplikowanej materii trzeba czekać miesiącami. To z kolei bezpośrednio przekłada się na wydłużenie czasu trwania procesu w danej sprawie, zaś pośrednio – na rosnącą skalę przewlekłości postępowań w polskich sądach.
– – wylicza mec. Szpakowski.
Dla przykładu podaje, że w sprawie oszacowania wartości nieruchomości gruntowej czeka się z postanowieniem o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego do pierwszej rozprawy, a jeśli ta przypada na okres zimowy, kiedy na nieruchomości leży śnieg i nie można dokonać oględzin, opinia sporządzona zostanie w kwietniu.
– – sugeruje mec. Paprocki.
Lek na całe zło
W ocenie prawników problem z opiniami biegłych wymaga głębszej analizy i współpracy środowisk eksperckich, akademickich i samych praktyków.
–– podkreśla mec. Szpakowski.
– – przekonuje mec. Paprocki. I jako wzorową postawę przywołuje postać sędziego Krzysztofa Petryny. Rozpoznając sprawę oskarżenia prezesa PZU Życie, uważnie zweryfikował on wyliczenia biegłej, jej kompetencje oraz podstawy wysnutych przez nią wniosków. Efektem tego było całkowite obnażenie niekompetencji „ekspertki”.
– – proponuje mec. Paprocki.
ROZMOWA
Potrzebna jest jedna ogólnopolska lista biegłych
Ewa Maria Radlińska: Wiemy, jak wyglądają procesy dziś, patrząc pod kątem opinii biegłych. Ale może będzie lepiej, jak w końcu powstanie słynna już ustawa o biegłych sądowych?
Jacek Skała prokurator, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP: Przygotowując jej projekt, resort sprawiedliwości zrealizował postulat środowisk prawniczych, lecz głównie w sferze formalnej. Projekt pozostawia bowiem wiele do życzenia i już spotkał się z licznymi negatywnymi opiniami.
EMR: No to co mu dolega?
JS: Jego grzechem pierworodnym jest niezrozumienie pojęcia „biegły sądowy”. Przepisy obowiązujących w Polsce procedur sądowych nie pozostawiają wątpliwości, że na biegłego można powołać każdą osobę, o której wiadomo, że ma potrzebne wiadomości specjalne. Tymczasem projektodawcy zawęzili pojęcie biegłego do osoby wpisanej na listę biegłych. To poważny błąd terminologiczny. Wiadomo przecież, że biegłym zostaje osoba, którą powoła organ procesowy. Rażącym błędem rzeczowym jest rozciągnięcie pojęcia biegłego na instytucję specjalistyczną. Jest ona zespołem biegłych, a to niesie za sobą konsekwencje w zakresie wewnętrznej organizacji, rozkładu odpowiedzialności itd. Różnica ta jest analogiczna do różnicy między osobą fizyczną a prawną. Część z tych wątpliwości znikłaby po wprowadzeniu krótkiej i oczywistej regulacji stanowiącej, że przepisy dotyczące biegłych stosuje się odpowiednio do instytucji specjalistycznych.
EMR: Mówi pan o liście biegłych. Ile ich powinno być?
JS: Lista biegłych powinna być jedna, ogólnopolska, bo tylko taka będzie stanowić istotną pomoc dla sądu poszukującego biegłego. Błędem jest zatem odstąpienie od tego pomysłu na rzecz list okręgowych. Już obecnie niejednokrotnie trzeba się zwracać do prezesów ościennych sądów okręgowych o nadesłanie prowadzonych przez nich list, gdy na liście prezesa macierzystego sądu okręgowego nie ma potrzebnego biegłego. Lista ogólnopolska wykluczałaby tego rodzaju sytuacje, a jej utworzenie i prowadzenie jako komputerowej bazy danych nie jest żadnym problemem.
I w końcu kwestia najistotniejsza. Absolutnie niedopuszczalne jest narzucanie sądowi czy prokuratorowi przy wyborze biegłego pierwszeństwa osoby wpisanej na listę. Nakaz taki rażąco ingeruje w samodzielność jurysdykcyjną sądu i niezależność prokuratora, których jednym z aspektów jest swoboda prowadzenia postępowania dowodowego, w tym również doboru biegłych.
EMR: : Brzmi niebezpiecznie...
JS: Związanie sądu takim nakazem otwiera władzy wykonawczej możliwość nacisku na sąd. A przez to z kolei pośrednio może prowadzić do przyjęcia dowodu określonej treści. Nakaz taki nie ma zresztą merytorycznego uzasadnienia. Weryfikacja kwalifikacji teoretycznych przed prezesem sądu okręgowego jest czysto formalna i ma się nijak do rzeczywistej umiejętności sporządzania opinii i wykonywania czynności specjalistycznych.
EMR: W takim razie jakie są propozycje prokuratorów w zakresie uzdrowienia sytuacji?
JS: Jeśli chodzi o postulaty de lege ferenda, to jako godny rozważenia wydaje się pomysł powołania centralnego instytutu biegłych różnych specjalności. Pomysł ten sformułował prokurator generalny w odniesieniu do biegłych z zakresu ekonomii. Warto się zastanowić, czy nie powinien objąć także biegłych innych specjalności. Niewykluczone, że instytut ten stałby się lekarstwem na deficyt jakości i liczby biegłych. Wszystko to jednak okaże się niepotrzebne, jeśli państwo nie poszuka więcej środków na opiniowanie. A musi to zrobić, bo na salę sądową już od 1 lipca wkroczył dowód z opinii prywatnej.
EMR: No tak. Wszystko rozbija się o kasę...
JS: Chciałbym zatrudnić zespół fachowców, którzy porzucą inne zajęcia, aby wydać opinię w dwa tygodnie. Musi się to im opłacać. Kilka miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w popularnym programie telewizyjnym na temat niegospodarności w jednej z warszawskich spółdzielni mieszkaniowych. Wielu mieszkańców oburzało się, że prokuratura przez trzy miesiące gromadzi dowody. Powiedziałem im, że schody zaczną się dopiero wówczas, gdy powołamy biegłego, który będzie prowadził badania długimi miesiącami. To jest realny problem, którego bez woli i świadomości zarządzających wymiarem sprawiedliwości nie rozwiążemy. Szybkie i fachowe opiniowanie jest możliwe, ale tylko w całkowicie innej rzeczywistości ekonomicznej. Bez tego wąskie gardło, którym w procesie karnym jest opiniowanie biegłych, nadal będzie się odsuwać w czasie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu