Firma, która w celach stricte komercyjnych korzysta z cudzej twórczości, jedynie udaje, że jej działalność mieści się w ramach dozwolonego użytku - uważa Karol Kościński, dyrektor departamentu własności intelektualnej i mediów w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Dawno nie widziałem tylu opinii przesyłanych podczas konsultacji społecznych, jak przy projekcie nowelizacji ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który przygotowało MKiDN.
Projekt dotyczy m.in. dozwolonego użytku publicznego. Ta tematyka zawsze będzie się cieszyła olbrzymim zainteresowaniem, bo jeżeli możemy coś zrobić na podstawie i w granicach dozwolonego użytku, nie musimy pytać uprawnionego o zgodę i płacić za licencję. De facto więc ochrona autorskich praw majątkowych przestaje wówczas obowiązywać. Nie dziwi aktywność organizacji pozarządowych, zwłaszcza tych, które zabiegają, by z jak największej ilości treści można było korzystać za darmo. Zwiększa to także ruch w internecie, który generuje pośrednikom internetowym zyski z reklam. Z drugiej strony mamy organizacje zbiorowego zarządzania i inne stowarzyszenia uprawnionych zainteresowanych wąskim zakresem dozwolonego użytku. On z kolei pozwala zarabiać na udzielaniu licencji.