Jeśli sąd występuje jako strona, powinien skorzystać z usług operatora wyznaczonego, a nie spółki PGP, która realizuje kontrakt na przesyłki sądowe
Cztery na pięć przesyłek do rąk własnych / Dziennik Gazeta Prawna
Przekonał się o tym niedawno Sąd Okręgowy w Elblągu. Występował on jako strona w procesie przed sądem pracy. Jego pełnomocnik złożył apelację od niekorzystnego wyroku i wysyłał ją – tak jak wszystkie inne sądowe przesyłki – za pośrednictwem spółki PGP. Dotarła ona do właściwego sądu po ustawowym terminie. I z tego powodu została odrzucona.
Reklama
Sąd jako strona

Reklama
Elbląski sąd (występujący w roli pracodawcy) złożył wniosek o przywrócenie terminu. Powołał się na zarządzenie ministra sprawiedliwości z 25 lutego 2013 r. w sprawie wskazania zamawiającego do przygotowywania i przeprowadzania postępowań o udzielenie zamówienia publicznego, udzielania zamówień oraz zawierania umów ramowych na rzecz sądów powszechnych. Pełnomocnik sądu argumentował, że nakazuje ono wszystkim sądom korzystać wyłącznie z operatora wybranego w wyniku przetargu dla wszystkich sądów, czyli właśnie PGP.
Sąd Okręgowy w Słupsku i Sąd Apelacyjny w Gdańsku, które rozpoznawały tę sprawę, uznały, że stronę (nieważne, kim ona jest) obowiązuje ustawowy terminy z kodeksu postępowania cywilnego. Będzie on dochowany wyłącznie wtedy, gdy pismo wpłynie w tym terminie do sądu lub też zostanie nadane w polskiej placówce operatora wyznaczonego, czyli Poczty Polskiej. Jedyny wyjątek dotyczy przesyłek nadawanych poza Polską – wówczas wystarczy nadać je w placówce operatora świadczącego usługi powszechne.
„Sąd nie podziela argumentacji pełnomocnika skarżącego, że Sąd Okręgowy w Elblągu nie mógł skorzystać z usług innego operatora aniżeli PGP, wobec treści wskazanego zarządzenia MS, albowiem wiązałoby się to dla niego z odpowiedzialnością dyscyplinarną. Pełnomocnik skarżącego zdaje się nie zauważać, że Sąd Okręgowy w Elblągu, jako płatnik składek, jest w niniejszej sprawie stroną postępowania sądowego, a nie jednostką sektora finansów publicznych, i jako stronę obowiązują go ogólne przepisy dotyczące terminów oraz doręczeń wynikające z Kodeksu postępowania cywilnego” – napisano w uzasadnieniu postanowienia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku (sygn. akt III AUz 42/15).
„Pełnomocnik mógł sporządzić apelację odpowiednio wcześniej i korzystając z wiążącej sąd (jako jednostkę sektora finansów publicznych) umowy na świadczenie usług pocztowych, nadać ją z wyprzedzeniem. Mógł również nadać przygotowaną apelację za pośrednictwem Poczty Polskiej, co pozwoliłoby mu na zachowanie terminu” – dodał sąd.
Niekonsekwentne prawo
Prawnicy nie mają wątpliwości, że apelacja została odrzucona słusznie.
– Sąd w pełni zasadnie uznał, że inny sąd, jeżeli występuje jako strona, wiążą przede wszystkim przepisy kodeksu postępowania cywilnego. Zarządzenie ministra sprawiedliwości w żaden sposób nie wpływa na interpretację aktu rangi ustawy. To jej przepisy przesądzają o tym, kiedy termin jest dochowany – ocenia Robert Krynicki, radca prawny z kancelarii Krynicki, Dajczer, Kamiński.
Przyznają to zresztą przedstawiciele InPost, który kilka miesięcy temu przejął wszystkie udziały w spółce PGP.
– To prezes sądu zobowiązany jest decydować o tym, czy ze względu na obowiązujące przepisy nie należy skorzystać z usług operatora wyznaczonego. Wiem zresztą, że prokuratury, we własnych sprawach cywilnych, nadają pisma Pocztą Polską, właśnie ze względu na ograniczenia procedury cywilnej – zauważa Krystian Szostak, członek zarządu InPost i radca prawny.
– Reprezentując jako radca prawny InPost, wiele razy słyszałem drwiny z tego powodu, że wysyłam pisma sądowe Pocztą Polską. Tymczasem nie miałem innego wyboru, co zresztą uważam za naruszenie mojej wolności, bo wolałbym skorzystać z usług InPost – dodaje.
Co ciekawe, w procedurze karnej, aby dochować terminu, wystarczy nadać pismo w dowolnej placówce podmiotu zajmującego się doręczaniem korespondencji na terenie Unii Europejskiej. Tu zatem data stempla pocztowego liczy się także przy korzystaniu z usług PGP czy InPost.
– Bez wątpienia można się zastanawiać nad konsekwencją ustawodawcy. Dlaczego w procedurze karnej dopuszcza nadanie pisma u dowolnego operatora, a w procedurze cywilnej i administracyjnej już tylko u operatora wyznaczonego? Dlaczego jedne pisma sąd ma przesyłać za pośrednictwem firmy wyłonionej w przetargu, a inne już Pocztą Polską? – zastanawia się Robert Krynicki.
Prywatni operatorzy przekonują, że wszystkie procedury powinny zostać zmienione na wzór tej obowiązującej w kodeksie postępowania karnego.
– Warto zauważyć, że zgodnie z art. 165 par. 2, k.p.c., aby dochować terminu mogę pismo albo nadać w polskiej placówce operatora wyznaczonego, albo u dowolnego operatora świadczącego usługi powszechne w innym państwie UE – mówi Krystian Szostak.
– Mówiąc obrazowo – gdy jestem w Słubicach i mam apelację do nadania, to aby zachować termin, mogę iść do placówki Poczty Polskiej, albo przejść przez Odrę i iść do placówki Deutsche Post w Niemczech. Nie mogę natomiast skorzystać z usług InPost, bo tylko nadanie pisma w Poczcie Polskiej lub Deutsche Post jest równoznaczne ze złożeniem go w sądzie. Uważam to za złamanie konstytucyjnej zasady zakazującej dyskryminacji w życiu gospodarczym – wyjaśnia.