Sprzęt i nośniki trafiające do przedsiębiorców nie powinny być objęte opłatą reprograficzną. – Tyle że wtedy więcej będą musiały ponieść osoby prywatne – twierdzi resort kultury
Reklama
Obok głośnej od dłuższego czasu dyskusji na temat objęcia smartfonów i tabletów opłatami reprograficznymi, musi rozpocząć się w Polsce debata o potrzebie jej zwrotu przedsiębiorcom. Wynika to wprost z wydanego ostatnio przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzeczenia (wyrok z 5 marca 2015 r. w sprawie C 463/12 Copydan Bandkop przeciwko Nokia Danmark).
– Po tym wyroku nie może być już żadnych wątpliwości, że system poboru opłat reprograficznych powinien różnicować dokąd trafiają objęte nią urządzenia czy nośniki. Trybunał przyznał, że ze względu na praktyczne trudności opłaty te mogą być pobierane nawet, jeśli końcowym odbiorcą jest profesjonalny podmiot. Tyle że wówczas system musi dać realną możliwość ubiegania się o ich zwrot – wyjaśnia Tomasz Zalewski, radca prawny kierujący zespołem własności intelektualnej w kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Reklama
– Polskie przepisy nie przewidują takiej możliwości, a więc bez wątpienia są niezgodne z unijnymi. Ustawodawca musi więc dostosować nasze regulacje. W przeciwnym razie prędzej czy później będzie nam grozić postępowanie ze strony Komisji Europejskiej – dodaje.
Użytek osobisty
Skąd bierze się potrzeba różnicowania urządzeń i nośników ze względu na ich ostatecznego odbiorcę? Z samej istoty opłaty reprograficznej. Jest to bowiem rekompensata dla twórców za to, że prawo dopuszcza użytek osobisty. Zgodnie z art. 23 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2006 r., nr 90, poz. 631 ze zm.) „bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego”. To właśnie ten przepis pozwala na kserowanie książek, przegrywanie płyt od znajomego czy nagrywanie filmów z telewizji.
Korzystanie z tego uprawnienia przez odbiorców z oczywistych względów naraża twórców na pewne straty. Jeśli przegram płytę od znajomego, to prawdopodobnie już jej nie kupię. Dlatego też wprowadzono opłatę reprograficzną. W cenie wielu urządzeń (np. odtwarzacze MP3 czy nagrywarki DVD), a także nośników i materiałów (np. czyste płyty, karty pamięci czy papier do ksero) kryje się kwota, która poprzez organizacje zbiorowego zarządzania ma trafiać do twórców i rekompensować ich straty.
Rekompensata może jednak dotyczyć jedynie użytku w celach osobistych. Przedsiębiorcy czy instytucje publiczne nie mają prawa do takiego korzystania z utworów. A skoro tak, to nie mają też czego rekompensować. Nie ma więc powodów, aby do ceny urządzeń trafiających do przedsiębiorców czy administracji publicznej doliczać opłatę reprograficzną.
Do podobnych wniosków doszedł TSUE na podstawie unijnych przepisów, a konkretnie dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Zgodził się on, że opłata reprograficzna może być pobierana także wówczas, gdy urządzenia czy nośniki trafiają do profesjonalnego odbiorcy, którego nie dotyczy uprawnienie do zwielokrotniania kopii na użytek prywatny – bo istnieje praktyczna trudność w odliczaniu tych kwot już na etapie sprzedaży, w zależności od tego, kto kupuje. Tyle że wówczas przepisy krajowe muszą przewidywać prawo do ubiegania się o zwrot tych opłat. „Wspomniany system musi przewidywać prawo do zwrotu opłaty reprograficznej, które jest skuteczne i nie czyni nadmiernie utrudnionym zwrotu uiszczonej opłaty, przy czym zwrot ten może być dokonywany jedynie na rzecz końcowego nabywcy karty pamięci, który w tym celu wystąpił z właściwym wnioskiem do wspomnianej organizacji” – napisał Trybunał w uzasadnieniu wyroku.
Inny sposób wskazany przez sędziów to zwolnienie z opłat urządzeń trafiających do profesjonalistów.
– Jedno nie ulega wątpliwości – wszystko nie może trafiać do jednego worka. A tak właśnie jest w Polsce. W świetle tego wyroku, a także wcześniejszych, taki stan nie może być utrzymywany – mówi Michał Kanownik, dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT.
Możliwe podwyżki
Zapytaliśmy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, czy planuje zmiany, które umożliwiłyby zwrot opłat.
– Wprowadzenie możliwości zwrotu opłaty wymaga zmiany ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Nie można zrobić tego na poziomie rozporządzenia. Obecnie program prac legislacyjnych MKiDN nie przewiduje takiej nowelizacji – odpowiedział nam Maciej Babczyński, rzecznik resortu.
Jednocześnie ministerstwo zdaje sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiało zmierzyć się z tym problemem. Zastrzega jednak, że może to oznaczać zwiększenie opłat ponoszonych przez osoby fizyczne.
– Obecny system opiera się na modelu opłaty powszechnej, tj. płaconej przez wszystkich nabywców określonych urządzeń i nośników RTV/IT, ale za to relatywnie niskiej. Zwolnienie z opłat przedsiębiorców oznaczać będzie konieczność zrekompensowania strat twórców podniesieniem opłat uiszczanych przez konsumentów. Zwrot opłaty musiałby także wiązać się z zakazem dalszego wprowadzania do obrotu raz nabytych urządzeń i nośników, gdyż we wtórnym obiegu mogłyby służyć do kopiowania utworów w ramach użytku osobistego. Problem jest zatem bardzo złożony i wymaga otwartej publicznej dyskusji – tłumaczy Maciej Babczyński.
Podobnie uważa Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
– Przyjęcie systemu, w którym brany byłby pod uwagę faktyczny sposób wykorzystania urządzenia, w tym osoba jego nabywcy, wymagałoby zmian obowiązujących przepisów, w szczególności dotyczących sposobu naliczania opłaty i jej wysokości – podkreśla.
– Opłatami objęte są urządzenia i nośniki, które mogą być wykorzystywane do kopiowania utworów w ramach własnego użytku osobistego. Gdyby okazało się, że opłata zostanie pobrana od urządzenia pozbawionego takiej zdolności, podlega ona zwrotowi na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu – dodaje.
Łatwo nie będzie
Michał Kanownik z ZIPSEE wątpi w możliwość stworzenia skutecznego systemu, który pozwoliłby na zwrot opłat. Jak wylicza, są one pobierane przez trzy organizacje zbiorowego zarządzania, a później dzielone między kolejne.
– Nie wyobrażam sobie, aby możliwe było odzyskanie raz podzielonych pieniędzy. Nie za bardzo też wiem, w jaki sposób producenci i importerzy mogliby skutecznie udowodnić, że urządzenia trafiające do administracji publicznej czy prywatnych przedsiębiorców nie są wykorzystywane przez pracowników do kopiowania czegoś w ramach dozwolonego użytku osobistego – mówi Kanownik.
Podobne wątpliwości zgłasza zresztą resort kultury.
– Warunkiem zwrotu opłaty musi być możliwość identyfikacji konkretnego urządzenia lub nośnika w celu ustalenia, że opłata została rzeczywiście uiszczona. Producenci i importerzy musieliby zatem prowadzić bardzo szczegółowe raportowanie co do urządzeń i nośników, od których uiszczają opłaty – zauważa Maciej Babczyński.
– Kolejną kwestią jest możliwość weryfikacji, czy urządzenia i nośniki nabywane przez przedsiębiorców nie są wykorzystywane w ramach dozwolonego użytku osobistego. Zwłaszcza w przypadku osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą bardzo trudno nieraz rozgraniczyć sferę biznesową od sfery życia prywatnego. Ministerstwo pozostaje otwarte na propozycje rozwiązania tego problemu – dodaje.
Zdaniem ZIPSEE dużo prostszym rozwiązaniem byłoby wyłączenie pewnych urządzeń z grupy podlegającej opłatom reprograficznym.
– Mam na myśli urządzenia, które ze względu na swój profesjonalny charakter i tak nie trafiają do odbiorców prywatnych. Przykładem mogą być wielkie maszyny wykorzystywane w firmach poligraficznych albo szybkie drukarki, w zdecydowanej większości trafiające do firm. Granicę mogłaby wyznaczać szybkość druku powyżej 20 kartek na minutę – proponuje Michał Kanownik.
W ubiegłym roku ZIPSEE przedstawiło już zresztą ministerstwu propozycje rozwiązania wyłączającego sprzęt profesjonalny. Na razie nie doczekało się odzewu.
System poboru opłat powinien róznicować, dokąd trafiają objęte nią urządzenia