Tomasz Janik prezes Krajowej Rady Notarialnej / Dziennik Gazeta Prawna
8 marca minęło 25 lat od momentu uchwalenia ustawy samorządowej, a tym samym od zmian, które legły u podstaw organizacji współczesnego państwa polskiego, nie tylko w sensie administracyjnym, lecz także ideowym. To właśnie obchody 25-lecia samorządności terytorialnej w Polsce stały się dla mnie impulsem do refleksji nad miejscem, zadaniami i przyszłością samorządów zawodów zaufania publicznego we współczesnej Polsce.
Ćwierć wieku temu sytuacja była stosunkowo prosta – odradzało się demokratyczne państwo, w którym wydawało się, że samorządność – także ta zawodowa, rozumiana jako najwyższa, najbardziej demokratyczna forma funkcjonowania grup opartych na wspólnocie realizowanych zadań i kwalifikacji zawodowych – zajmie należne jej miejsce. Przed 25 laty państwo polskie zdecydowało się przekazać istotny fragment zarządzania sprawami publicznymi samorządom zawodów zaufania publicznego.
Samorządność ta ma w naszym kraju bardzo silne umocowanie konstytucyjne. Artykuł 17 ust. 1 Konstytucji RP stanowi: „W drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony”. Samorządność pozostaje też w nierozerwalnym związku z inną konstytucyjną zasadą – zasadą subsydiarności (pomocniczości). Jej ideę chyba najkrócej wyjaśnia stwierdzenie: „tyle społeczeństwa, ile można, tyle państwa, ile jest konieczne”.
Jednak zauważam, że z biegiem czasu ta filozofia myślenia o państwie i społeczeństwie stopniowo się zmieniła i dziś kierunek, w jakim zmierzają ustawodawca i kolejne ekipy rządzące, wydaje się zaprzeczeniem zasady subsydiarności i jednocześnie idei samorządności. Przynajmniej jeżeli mówimy o zawodach zaufania publicznego. Od wielu lat samorządy te, szczególnie prawnicze, borykają się z problemami nadregulacji zasad ich działania, określanej niekiedy deregulacją.
Czy samorządy zawodów zaufania publicznego, protestując przeciwko uchwalaniu odnoszącego się do nich złego prawa działają dla dobra tych grup zawodowych? Czy dbają o ich interesy? Może więc samorządy zawodów zaufania publicznego tak często i chętnie nazywane są korporacjami z racji tego, że działają wyłącznie na rzecz swoich członków?
Jeżeli posłużymy się definicją z Wikipedii [„korporacja to rodzaj organizacji (społecznej), zazwyczaj posiadającej osobowość prawną, której istotnym substratem są członkowie (...). Przy tym członkostwo musi mieć charakter względnie trwały i uregulowany wewnętrznym prawem danej korporacji (...). Korporacja zazwyczaj zarządza sprawami swoich członków, w takim zakresie, w jakim działają oni jako jej członkowie. Konkretne uprawnienia członków poszczególnych korporacji, a także ich struktury organizacyjne i zakres działania zależą już od określonych rozwiązań przyjętych przez ustawodawcę”], to wszystko by się w zasadzie zgadzało. Tyle że w potocznym rozumieniu określenie „korporacja” ma wydźwięk zdecydowanie negatywny. To organizacja nastawiona na osiąganie zysku i ochronę praw swoich członków, nawet kosztem naruszania prawa czy dobra społecznego. I tu docieramy do kwestii zasadniczej – otóż ujmując rzecz formalnie, u podstaw art. 17 ust. 1 Konstytucji RP leży zasada pomocniczości, zakładająca potrzebę angażowania społeczeństwa do działania na rzecz wspólnego dobra oraz założenie, że w interesie Rzeczypospolitej jako demokratycznego państwa jest wspieranie i umacnianie samorządów (także zawodowych) jako istotnego elementu społeczeństwa obywatelskiego. To właśnie jest istotą i sensem istnienia samorządów zawodów zaufania publicznego. Obszar ich działania nie kończy się tam, gdzie zaczyna się troska o interes społeczny. On się tam właśnie zaczyna. Samorządy należy traktować jako najbardziej demokratyczną formę organizacji wykonywania zawodu oraz władztwa publicznego przez obywateli i dla obywateli. Samorządy realizują wiele zadań, których celem jest sprawowanie pieczy nad wykonywaniem danej profesji, a idąc dalej – dbałość o wysoką jakość świadczeń na rzecz obywateli.
Samorząd zawodowy jest państwu polskiemu potrzebny, szczególnie teraz, gdy państwo to boryka się z głębokim kryzysem zaufania do jego instytucji oraz koniecznością nowelizacji rozwiązań prawnych, które zestarzały się i już nie są w stanie sprostać wymogom współczesności. Czy nie jest oczywiste, że najlepiej o to, w jaki sposób usprawnić działanie systemu opieki zdrowotnej, zapytać profesjonalistę – pielęgniarkę czy lekarza? To samo dotyczy obszaru prawa, finansów, budownictwa, architektury...
Można by zadać pytanie, czy państwo polskie stać na to, aby nie korzystać z kapitału intelektualnego i społecznego, wiedzy i doświadczenia członków samorządów zaufania społecznego? Trudno zrozumieć, gdzie należy szukać źródeł dużej nieufności wobec przedstawicieli samorządów, które przecież z natury swej są apolityczne. A ich opinie, w zakresie kompetencji poszczególnych profesji, jako ekspertów i praktyków są nie do przecenienia.
Wierzę, że idea samorządności zawodowej rozumiana jako najwyższa forma organizacji wykonywania zawodu i jako forma sprawowania pieczy nad jego należytym wykonywaniem, dla dobra interesu publicznego – w tym interesu danej grupy zawodowej – jest potrzebna państwu i społeczeństwu. Ale jest też dla mnie równie oczywiste, że regulacje określające zakres i sposoby działania samorządów muszą być dostosowane do otaczającej nas rzeczywistości – prawnej, społecznej i ekonomicznej oraz do tradycji, z wykorzystaniem dorobku naszych poprzedników, których stawiamy jako wzór określonych działań i historycznych dokonań. To wysiłek, który należy podjąć, a który wymaga zaangażowania, współdziałania i wzajemnego zaufania wszystkich zaangażowanych w ten proces.
Czy nie jest oczywiste, że najlepiej o to, w jaki sposób usprawnić działanie systemu opieki zdrowotnej, zapytać profesjonalistę – pielęgniarkę czy lekarza?