Jeśli chodzi o realizację ustalonych przez sąd kontaktów z dzieckiem, polskie regulacje wciąż kuleją. Nad problemem ma się pochylić Komitet Ministrów Rady Europy
Komitet rozpoznaje stanowiska rządu oraz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w sprawie realizacji przez nasz kraj wyroku Z. przeciwko Polsce (skarga nr 34694/06 z 2010 r.). W orzeczeniu tym Europejski Trybunał Praw Człowieka wskazał, że obowiązkiem państwa jest podjęcie wszelkich działań niezbędnych do realizacji prawa do życia rodzinnego, chronionego artykułem 8 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, w tym zagwarantowanie obojgu rodzicom prawa do kontaktów z dzieckiem. Za niespełniające tych kryteriów uznał natomiast przepisy polskiej procedury cywilnej obowiązujące przed 2011 r. Ich kształt nie zagwarantował skarżącemu kontaktów z córką, które stracił na 10 lat.
Reklama
Jest dobrze

Reklama
W reakcji na ten wyrok zmodyfikowana została procedura regulujące kwestię kontaktów z dzieckiem. Zgodnie z nowymi przepisami (art. 59815–59821 k.p.c.), jeżeli osoba, pod której pieczą dziecko pozostaje, nie wykonuje albo niewłaściwie wykonuje obowiązki wynikające z orzeczenia albo z ugody w przedmiocie kontaktów z dzieckiem, sąd opiekuńczy może orzec zapłatę oznaczonej sumy pieniężnej za każde naruszenie obowiązku. Sumę wpłaca się na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem.
Te zmiany – zdaniem rządu – „odpowiadają orzecznictwu trybunału, ponieważ zapewniają rzeczywisty środek prawny, nie wprowadzając jednocześnie środków karnych, które mogłyby negatywnie wpłynąć na stan psychiczny dziecka”. W raporcie z wykonywania wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przez Polskę wskazuje się również, iż za tym, że wykonaliśmy omawiane orzeczenie, przemawia to, że zostało ono przetłumaczone, upowszechnione wśród sędziów i umieszczone na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości. Polska wypłaciła też skarżącemu 5 tys. euro zadośćuczynienia.
Praktycy i HFPC mają jednak odmienne zdanie co do skuteczności wprowadzonych zmian w prawie.
– Nie ulega wątpliwości, że mimo nowelizacji regulacje mające służyć zabezpieczeniu kontaktów z dzieckiem są niewystarczające – mówi dr Robert Bogdzio, adwokat i wykładowca Uczelni Łazarskiego.
Powód? Między innymi wysokość zasądzanych kwot za utrudnianie kontaktów, które ustalane są z uwzględnieniem sytuacji majątkowej osób zobowiązanych.
– Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, że rodzic, pod którego pieczą przebywa dziecko, przez lata utrudnia drugiemu kontakt z dzieckiem, lecz nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności, ponieważ osiąga małe dochody lub przebywa na zasiłku. W obecnym stanie prawnym opiekunowie osiągający znikome dochody są z reguły nietykalni – akcentuje mec. Bogdzio.
Tymczasem – jak mówi – wysokość sumy pieniężnej powinna zależeć także od okoliczności sprawy oraz ciężaru i rodzaju naruszenia obowiązku.
Podobne zdanie w swym memorandum sformułowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka. W dokumencie zarzuca rządowi także to, że nie zbiera informacji statystycznych umożliwiających zweryfikowanie efektywności regulacji wprowadzonych nowelizacją kodeksu postępowania cywilnego.
Ograniczenie wolności
W ocenie mecenasa Bogdzio warto byłoby się jednak zastanowić nad rozwiązaniem problemu na gruncie prawa karnego.
– Mając na uwadze funkcję ochronną i represyjną regulacji, należy zadać sobie pytanie, czy w przypadku ustanowienia odpowiedniej kary za utrudnianie drugiemu rodzicowi kontaktu z dzieckiem dalej dochodziłoby do nagminnego łamania prawa – zastanawia się Bogdzio.
Bo choć skali zjawiska nikt nie zmierzył, prawnicy nie mają wątpliwości: utrudnianie spotkań z dzieckiem byłemu partnerowi zdarza się często.
– Nie jest powiedziane, iż musiałaby być to od razu kara pozbawienia wolności, ale dlaczego nie wprowadzić środka karnego w postaci kary ograniczenia wolności, np. prac społecznych – pyta adwokat.
– Suma pieniężna, do której zapłaty zobowiązany jest rodzic utrudniający kontakt z dzieckiem, często musi być egzekwowana przez komorników. Postępowanie sądowe zajmuje trochę czasu, a egzekucja często okazuje się nieskuteczna. Czas leci, dzieci dorastają pozbawione kontaktu z drugim rodzicem, a tymczasem nawet kilkumiesięczna przerwa w kontakcie z dzieckiem to olbrzymia wyrwa w relacji z nim – zauważa mec. Bogdzio.
Zwolennikiem karnego rozwiązania jest również prof. Uniwersytetu Warszawskiego dr hab. Jacek Wierciński.
– Rodzic, który ukrywa czy wręcz porywa dziecko, jest dziś bezkarny. Dlatego zastanowiłbym się nad nowelizacją art. 211 kodeksu karnego – wskazuje.
Zgodnie z obecnym brzmieniem tego przepisu, kto wbrew woli osoby powołanej do opieki lub nadzoru, uprowadza lub zatrzymuje małoletniego poniżej lat 15, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
– Wykładnia art. 211 k.k. dokonana przez Sąd Najwyższy poszła jednak w tym kierunku, że jeśli rodzic porwie dziecko, ukryje je i odmówi podania miejsca, gdzie się ono znajduje, nie ponosi odpowiedzialności. Taka wykładnia uniemożliwia karanie nawet najbardziej uporczywych form utrudniania kontaktu z dzieckiem – wyjaśnia prof. Wierciński.
– Zmiana przepisu miałaby spowodować, że rodzic musiałby się obawiać, że w przypadku uporczywego utrudniania kontaktu z dzieckiem poniesie karę. To mogłoby skłonić go do refleksji – akcentuje.
W ocenie eksperta Komitet Ministrów RE w sprawie wyroku Z. przeciw Polsce przychyli się jednak do stanowiska rządu. Pojawiło się bowiem kolejne orzeczenie ETPC (sprawa 17254/11).
– W sprawie Krasicki przeciwko Polsce ojciec przez niemal 8 lat nie mógł skutecznie wyegzekwować należnych mu kontaktów, a mimo tego trybunał uznał, że polskie prawo w obecnym kształcie, a także działania polskich organów publicznych w tej sprawie nie uzasadniały stwierdzenia naruszenia konwencji – podkreśla prof. Wierciński.
To jednak, że zostały wprowadzone sensowne zmiany legislacyjne, jego zdaniem nie oznacza jeszcze, że nie powinny pójść one dalej.
– Trudno zrozumieć, jak mimo właściwego prawa może być tak, żeby przez 8 lat nie można się było spotkać z własnym dzieckiem – puentuje prof. Wierciński.