Kilka dni temu po zakupach w centrum czekała na mnie niemiła niespodzianka – blokada na kołach założona przez strażników. Czas parkowania przekroczyłam zaledwie o kwadrans. Czy za takie drobne przewinienie od razu powinna być nakładana tak bolesna kara – pyta pani Agnieszka
Kierowcy, którzy nie respektują znaków zakazu postoju, obowiązku opłaty za parkowanie i zastawiają wjazd na posesję, popełniają wykroczenie. Blokada kół to dotkliwa kara, która grozi w razie zaparkowania w niedozwolonym miejscu. Zgodnie z przepisami pojazd może być unieruchomiony, jeśli został zaparkowany w miejscu zabronionym, ale nie utrudnia ruchu i nie stwarza niebezpieczeństwa dla innych użytkowników dróg. Także przekroczenie opłaconego czasu parkowania, według wydruku z parkometru, może skutkować założeniem blokady. A blokada zazwyczaj oznacza także mandat w wysokości do 500 zł. Jeśli kierowca odmówi przyjęcia mandatu, sprawa trafia do sądu. Natomiast jeśli pojazd zastawił wjazd, tamuje ruch na drodze, zagraża bezpieczeństwu lub został pozostawiony bezprawnie na miejscu przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych, zostanie usunięty na koszt właściciela. Odholowanie, miejsce na parkingu i mandat za wykroczenie drogowe to już może być uszczerbek dla portfela niefrasobliwego kierowcy nawet w wysokości 600 zł.
Reklama
Wszelkie blokady, wezwania lub mandaty może nakładać tylko policja lub straż miejska, prywatne firmy, często wynajmowane na przykład przez wspólnoty lub spółdzielnie mieszkaniowe, nie mają prawa nakładać na kierowców takich kar. Ale zarządca terenu ma prawo odholować pojazd intruza, jeśli teren był odpowiednio oznakowany, tzn. kierowca miał świadomość, że istnieje taka możliwość, czyli na wjeździe wisiała tablica, że parkowanie w tym miejscu grozi odholowaniem na koszt właściciela pojazdu.

Reklama
Kiedy zastaniemy nasz samochód z blokadą założoną na kole, zawsze na przednim od strony kierowcy, to zapewne za wycieraczką będzie informacja m.in. z adresem lub numerem telefonu, pod który należy się zgłosić, aby samochód został odblokowany. Wtedy policja lub straż skieruje patrol do naszego samochodu. Nawet jeśli nie zgadzamy się z mandatem, możemy żądać usunięcia blokady, a swoich racji dochodzić potem przed sądem.
Jeśli jednak samochód został odholowany, to zanim go odbierzemy, trzeba będzie zapłacić za holowanie i parking strzeżony, w dodatku znajdujący się zazwyczaj na obrzeżach miast. Cena za odholowanie wynika z umów zawartych przez miasto, na przykład Zarząd Dróg Miejskich, z firmami usługowymi i może być znacznie wyższa niż prywatne zlecenie holowania zepsutego pojazdu do warsztatu. Do tego także dostaniemy mandat, ale z nim już możemy się nie zgodzić.
Jeśli w sądzie okaże się, że pojazd był zaparkowany prawidłowo i zostaliśmy ukarani niesłusznie, miasto odda wszelkie poniesione przez nas koszty. Zmiana zasad organizacji ruchu musi być zasygnalizowana co najmniej z 5-dniowym wyprzedzeniem, aby nie zaskakiwać kierowców odholowywaniem samochodów z powodu na przykład organizacji festynu na ulicach miasta.
Pojazd można także stracić na zawsze. Samochód przejmie miasto, jeśli właściciel nie zgłosi się po swoją własność przez 6 miesięcy, choć nie zwalnia to właściciela pojazdu z uregulowania długu za mandat, odholowanie i parkowanie.

Podstawa prawna

Art. 49, art. 130 ustawy z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz.U. z 2005 r. nr 108, poz. 908 ze zm.).

OPINIA EKSPERTA

Monika Niżniak, Straż Miejska m.st. Warszawy
Patrol podejmujący interwencję na podstawie zgłoszenia od mieszkańców, firm lub instytucji, a także interwencji własnych, w pierwszej kolejności ocenia, czy doszło do naruszenia obowiązujących przepisów. W zależności od oceny i przyjętej kwalifikacji prawnej podejmowane są dalsze czynności zmierzające do ukarania sprawcy wykroczenia i mogą one wiązać się z nałożeniem grzywny w drodze mandatu karnego, zastosowaniem polecenia lub też środków oddziaływania wychowawczego, a także skierowaniem wniosku o ukaranie do sądu, zaś w uzasadnionych przypadkach równocześnie może zostać wydana dyspozycja usunięcia pojazdu. Zgodnie z zapisami art. 130a ustawy – Prawo o ruchu drogowym pojazd jest usuwany z drogi na koszt właściciela w przypadku:
● pozostawienia pojazdu w miejscu, gdzie jest to zabronione i utrudnia ruch lub w inny sposób zagraża bezpieczeństwu,
● pozostawienia pojazdu w miejscu obowiązywania znaku wskazującego, że zaparkowany pojazd zostanie usunięty na koszt właściciela (T-24),
● w przypadku pozostawienia pojazdu nieoznakowanego kartą parkingową w miejscu przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych z ograniczoną sprawnością ruchową.
Przypominam, że straż miejska nie usuwa pojazdów, a wydaje dyspozycję ich usunięcia, więc koszty powstałe w związku z usunięciem pojazdu nalicza zarządca drogi na podstawie stosownej uchwały rady powiatu, a nie straż miejska. Niezależnie od opłaty naliczanej w związku z usunięciem pojazdu straż miejska prowadzi czynności związane z popełnionym wykroczeniem, w wyniku których sprawca może również zostać ukarany mandatem karnym.
Najczęściej popełnianym wykroczeniem przez kierujących pojazdami jest niestosowanie się do znaku B-36 (zakaz zatrzymywania się), co wiąże się z mandatem w wysokości 100 zł oraz 1 pkt karnym. Natomiast w przypadku kiedy pojazd zostanie pozostawiony na odcinku drogi, na której obowiązuje zakaz zatrzymywania się, wraz z tabliczką informującą o usunięciu go na koszt właściciela (B-36 z T-24), oprócz konsekwencji w postaci np. nałożenia mandatu karnego wydana zostaje również dyspozycja usunięcia pojazdu. W Warszawie kontrolą i nakładaniem opłat dodatkowych wynikających z nieuiszczenia opłaty za postój w strefie płatnego parkowania niestrzeżonego zajmuje się Zarząd Dróg Miejskich, a nie straż miejska.