Obrona konieczna a sztuki walki

autor: Paweł Ziółkowski10.12.2014, 18:30; Aktualizacja: 10.12.2014, 18:47
sztuki walki

Obrona konieczna wyłącza bezprawność działania. Dlatego też ustawodawca dość rygorystycznie określa warunki, które muszą być spełnione, aby można było uznać dane działanie za taką obronę.źródło: ShutterStock

Sztuki walki pozwalają obronić się przed napastnikiem – może nie zawsze i nie wszędzie, ale na pewno ułatwiają przetrwanie w starciu. Okazuje się jednak, że równocześnie mogą one utrudniać obronę przed zarzutami stawianymi przez prokuratora w zakresie przekroczenia obrony koniecznej.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:gazetaprawna.pl
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (29)

  • batman(2014-12-10 19:12) Zgłoś naruszenie 00

    pracuję od wielu lat w sądzie i o czymś takim jak obrona konieczna to słyszałem ostatnio na studiach; w praktyce to nie funkcjonuje; prokuratura co do zasady tego kto się skutecznie obroni, traktuje jak przestepcę i wnosi przeciwko niemu akt oskarżenia; niestety polska to nie USA

    Odpowiedz
  • S.O.(2014-12-10 19:33) Zgłoś naruszenie 00

    Zagrożenie zawsze jest maksymalne, bo jak ktoś napada, to może uży ćw każdej chwili noża lub broni i to w miejscu publicznym, na oczach przechodniów ! Obrona musi być zawsze ukierunkowana na takie zagrożenie, bez taryfy ulgowej ! Zawsze należy spodziewać wszystkiego najgorszego, a w stresie nie kontroluje się stopniowania siły ! To nie zabawa na sali treningowej, a walka o życie !

    Odpowiedz
  • bre(2014-12-11 08:14) Zgłoś naruszenie 00

    @Batman
    Ja bym z chęcią zastosował tę instytucję, gdyby "pokrzywdzony" dał mi szansę. Jak dotąd, w sumie dość krótkiej praktyce, miałem do czynienia z dwoma scenariuszami. W pierwszym atakujacy maja taka przewagę, że w sumie o obronie nie ma mowy, w drugim- po odparciu zamachu "pokrzywdzony" postanawia wskazać atakujacemu niepoprawnosc jego zachowania na zasadzie "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Jeszcze jakby siedział cicho, wspomnial coś o strachu i zasłaniał się niepamięcią z uwagi na stan przerażenia, ale nie..."mój dom, moja twierdza"

    Odpowiedz
  • Alis(2014-12-11 09:09) Zgłoś naruszenie 00

    Abstrachują już od meritum spraw, dobrze napisany artykuł! :)

    Odpowiedz
  • Alis(2014-12-11 09:34) Zgłoś naruszenie 00

    *abstrahując

    Odpowiedz
  • Paweł Ziółkowski(2014-12-11 20:12) Zgłoś naruszenie 40

    Temat narodził się w szatni po treningu, a myślą przewodnią było racjonalne i rozsądne podejście do tematu. Jako postscriptum dodam, że prawo bynajmniej nie chroni przestępców - prawo daje możliwość obrony. To "stróże" prawa (cudzysłów zamierzony) sprawiają, że napastnik jest w lepszej sytuacji niż ofiara (potencjalna ofiara, a nie ofiara, czyli nieudacznik). Na zajęciach z kryminologii (ile to lat temu było???) wykładowca upatrywał tego problemu w sfeminizowaniu sądów. Jego zdaniem dziewczyny "nie lutują się łopatkami w piaskownicy", "nie tryskają testosteronem", a tym samym nie potrafią poprawnie ocenić granic obrony koniecznej. Po latach stwierdzam, że nie miał racji. Problemem tak naprawdę nie są sądy, tylko "męska" policja i prokuratura (przepraszam wszystkie policjantki i prokuratorki, ale w odczuciu społecznym te zawody są bardziej męskie). poza tym znam wiele Pań, które ćwiczą i potrafią walczyć. Pozostaje "lutowanie się łopatką"... I tu muszę mu przyznać rację... Jakim cudem ktoś, kto nigdy nie brał udziału w bójce... ba - nie miał na rękach rękawic- ma prawidłowo określić granice obrony koniecznej. Powołanie biegłego kosztuje, a tu jest "prosta sprawa", czyli "winny ten, co pobił". A że pobił, bo się bronił, bo został zaatakowany - przecież to "nieistotne". Dla jasności to zasłyszane cytaty. Ja cały czas bronię tezy, że to napastnik ryzykuje, a nie ten, co się broni.

    Odpowiedz
  • kulad(2014-12-12 07:24) Zgłoś naruszenie 00

    Lepiej stać na sali sądowej niż leżeć dwa metry pod ziemią. Jak walczysz o życie trzeba wygrać

    Odpowiedz
  • logika w prawie nie funkcjonuje(2014-12-12 09:14) Zgłoś naruszenie 40

    Człowiek uczciwy ma w tym kraju przeciwko sobie:
    1) przestępcę
    2) aparat wymiaru """sprawiedliwości"""
    Napastnik-psychopata niewiele sobie robi z prawa ale pod ochronne skrzydełka tego prawa zaraz się schowa, jak tylko przebieg napaści przybierze inny scenariusz niż sobie zakładał. A przyjmują go pod te skrzydła teoretycy-problemiści, którzy niewiele przejmują się prawidłowością funkcjonowania społeczeństwa, za to lubujący się w teoretyczno-prawnych banialukach. Tacy co to uważają, że każdy nawet najjaśniejszy przepis powinien być interpretowany, a wykładnia celowościowa (oczywiście oni ten cel ustalają) może sobie dowolnie uchylać literalne brzmienie normy. Prowadzi to do efektu polegającego na tym, że społeczeństwo przestaje funkcjonować prawidłowo. Ofiara, boi się bronić. Świadkowie napaści boją się przychodzić z pomocą. Całe państwo staje się dysfunkcyjnym aparatem terroru nad ludźmi porządnymi.
    Mechanizmy społeczne muszą być proste. Napastnik, przez sam fakt napaści powinien pozbawiać się ochrony społeczeństwa i zostać SAM. Kto wchodzi do cudzego domu nocą albo z narzędziami do włamania - zostaje wyjęty spod prawa i cokolwiek się stanie powinien być pozbawiony ochrony prawnej. Kto atakuje drugiego niebezpiecznym narzędziem - zostaje przez ten fakt wyjęty spod prawa na czas trwania napaści. To są proste sprawdzone od tysiącleci mechanizmy. Działały nawet wtedy gdy nie było policji, prokuratury i sądów.
    Prawo powszechnie musi być proste, bo musi je zrozumieć zarówno tępy przestępca jaki i niezbyt rozgarnięty obywatel.

    Odpowiedz
  • smok(2014-12-12 09:45) Zgłoś naruszenie 10

    Zamiast sztuk walki lepiej trenujcie bieganie:)

    Odpowiedz
  • ...(2014-12-12 15:32) Zgłoś naruszenie 00

    @logika w prawie nie funkcjonuje
    Napastnik decydując sie na zamach powoduje wyjecie ochrony jego dobr prawnych poza zakres ochrony prawnej. W polskim prawie karnym nie ma zadnych watpliwosci. Problemem jest to ze instytucja obrony koniecznej jak sama nazwa wskazuje ma na celu obrone. Przykladowo wskaze sprawe sprzed kilku lat, (najpierw wersja dziennikarska) zlodziej wlamuje sie do domu, w ktorym zastaje domownikow, miedzy nimi dochodzi do szarpaniny, w wyniku ktorej zlodziej zostaje ugodzony nozem w posladek. Wlasciciel zostake skazany za spowodowanie obrazen. Kpina, co nie? Zebym sie nie mogl przed bandyta we wlasnym domu obronic... problem tylko jest taki ze media nie podaly kilku faktow, a istotnych. Wlamywacz jak tylko zobaczyl wlascicieli chcial uciekac, szarpanina byla, ale dlatego ze zablokowali mu drzwi wejsciowe. Potem wlasciciel gonil go z nozem calkiem spory dystans i dopadl go na plocie jak probowal przez niego przejsc. Z uwagi na to ze nie chcialo mu sie pewnie wspinac. zaczal go dzgac nozem -trafiajac w posladek. Na sali sadowej jako oskarzony oczywiscie zamiast powiedziec cos madrego albo nawet po prostu sie zamknac, wykrzywkiwal hasla w stylu pan na zagrodzie rowny wojewodzie. Jest chyba roznica co? gdzie tu obrona konieczna jak sprawca po prostu zaczal uciekac, gdzie zagrozenie dobrom prawnym. Co to niby mialo byc ujecie obywatelskie? poprzez szpikowanie mu tyłka? Obrona konieczna mialaby jak najbardziej zastosowanie gdyby byla obrona. Jednak w wiekszosci przypadkow ofiara po uzyskaniu przewagi sama staje sie napastnikiem i decyduje sie natychmiast wymierzyc niedoszlemu oprawcy sprawiedliwosc. W zastosowaniu obrony koniecznej nie ma zadnej zasady rycerskiej rownosci broni, jezeli ktos na mnie idzie nawet z kijem ja moge uzyc wszytskiego od piescie, poprzez kamien z pitoletem wlacznie. Trzeba tylko wykazac ze zrobilismy wszytsko zeby zminimalizowac zagrozenie (i nie poprzez ucieczke jak to napisal Zoll w swoim komnetarzu). np. krzyk aby odstapil, zadeklarowanie odparcia ataku...czy nawet strzal w powietrze mozemy zrobic wszytsko zeby odeprzec atak. I jezeli na odparciu poprzestaniemy to jest obrona konieczna. Tak wyglada konstrukcja obrony koniecznej w telegraficznym skrocie w polskim prawie, To nie sama konstrukcja jest problemem tylko kwestie dowodowe - tego czy ktos nam uwierzy, ze zrobilimsy wszytsko pieknie pod artykul.

    Odpowiedz
  • 11. (ad. 10)(2014-12-12 23:07) Zgłoś naruszenie 00

    To oczywiste. Problem leży jednak w tym, że ty piszesz o tym jak jest (uregulowane w prawie), natomiast inni (intuicyjnie) jak być powinno. Jeżeli złodziej włamał się do tegoż domu, to niezależnie od tego, czy następnie atakował, czy uciekał, powinien być świadomy, że właściciel ma prawo go zastrzelić. To oczywiście lekka ironia, ale aktualnie może liczyć na to, że w razie czego sobie wyjdę i g... mi zrobią.

    Odpowiedz
  • asd(2014-12-13 15:08) Zgłoś naruszenie 00

    Dborze wszytko fajnie, ladnie wytłumaczone przez "..." i " logika w prawie nie funkcjonuje" a takze innych. Pytanie co do okolicznosci, czy zldzoei i bandyta ktory nas zaatakowal albo probowal okrasc nie zrobi tego ponownie jak sytuacja stanie sie dla niego korzystna? Przykladowo z ranieniem nozem rabusia czy jak nie ucieknie z posesji to nie wroci jutro albo pojutrze w koncu go nikt nie zlapal wiec czy mentalnosc zlodzieja nie jest taka ze bwedzie ponawial swoje zachowanie az go zlapia? Czy ktos kto nas napada przestanie jesli go doepchniemy? albo zagrozimy czy moze przestanie dopiero jak skrecimy mu noge, reke albo dostanie tak w pysk ze mozg mu powie ze lepiej jednak nie pchac sie z lapami. Moze znacznie lepsza wykladnia jest amerykanskie prawo ktore pozwala na zwyczajne powalenie napastnika i obezwladnienie do stopnia nieszkodliwosci. Tam policja pakuje w napastnika caly magazynek a u nas uzycie jednego naboje oznacza wielkie protesty lewackich dziennikarzy. Tam wejsce na czyjąś posesje jest rownoznaczne z porzuceniem swoich praw. Dlaczeog u nas w kazdym lacznie ze wszsytkim prawnikami i sedziami pokutuje milosierdzie dla napastnika a nie dla ofirary. Wszyscy przejmuja sie tym ktory wyrzadzil szkode bo mozna mu zlamac jego poparane zycie a nie tym komu odebral zycie lub zdrowie? Dlaczego zawsze jest tak ze pijani, nacpani, bogaci, bandyci i zlodzieje sa tak chetnie bronienie przez sady i prawnikow a ich czynu miłosiernie wybaczane. Swiadczy o tym wiele absurdalnych wyrokow i ciagle nie zmienione prawo stojace po stronie napastnika

    Odpowiedz
  • ghtegeat(2014-12-13 21:08) Zgłoś naruszenie 60

    Innymi słowy: w Polsce zawsze jest być lepiej złodziejem i bandytą. Na uczciwych ludziach prokuratorzy i urzędnicy zdobywają premie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • ww(2014-12-14 16:05) Zgłoś naruszenie 00

    Byłem kiedyś na imieninach. Była też młoda dziewczyna dwa lata po studiach prawniczych. Jej mąż był sędzią od kilku lat. Opowiadała ciotce, że muszą już iść, bo kupują dom z dużym terenem (las itd). Dopiero kupiliście dom i dwa samochody, za co? Ciociu, przestępca da każdą kasę, żeby go nie wsadzić. Poszkodowany nic, bo nic nie ma, ani nie grozi mu wyrok. Więc trzeba tak działać, żeby było na kolejne wczasy na Karaibach czy nowy samochód. Daj Bóg, aby takie myślenie nie było normą u naszych adwokatów, rokuratorów i sędziów! Bo często wszyscy widząc przestępstwo odwracamy się i zwiewamy, zamiast pomóc.

    Odpowiedz
  • .....(2014-12-15 08:41) Zgłoś naruszenie 00

    @11. (ad. 10)

    "...Jeżeli złodziej włamał się do tegoż domu, to niezależnie od tego, czy następnie atakował, czy uciekał, powinien być świadomy, że właściciel ma prawo go zastrzelić..."

    Niekoniecznie się z Tobą zgodzę. Czemu miałby prawo go zastrzelić? Dlatego, że sprawca usilowal popełnić przestępstwo, od którego odstąpił? Wypaczając ten tok rozumowania, miałbym prawo kogoś pozbawić życia w sytuacji kiedy groziło by mi popełnienie ze strony "agresora" popełnienie na moją szkodę czynu zabronionego, ot np naruszenie nietykalności cielesnej, bo mnie chciał opluć?? Czy też może mniej absurdalny, akademicki przypadek farmera, któremu ********* podprowadzają po kilka jabłek. To co, on też może do nich szyć z dubeltówki, bo jest stary i nie chce mu się z nimi ganiać?

    Po raz wtóry obrona ma na celu odparcie zamachu. Broniąc się możemy posługiwać się wszytskim, co pozwoli nam na odsunięcia niebezpieczeństwa. Nie możemy zastosować jednak środków niewspółmiernych. Jeżeli w danej sytaucji wystarczające było uderzenie pięścią nie możemy sięgać po broń (znaczy użyć jej, bo próba zastraszenia napastnika oczywiście wchodzi w grę). Przykładowo jakiś czas temu funkcjonariusz po służbie wracał do domu, a na przystanku jakiś jemioł demolował przystanek. Nie reagował na wezwania, a w pewnym momencie wystartował na policjanta trzymając metalowy śmietnik nad głową i próbując nim rzucić. Sprawę tę znam jedynie z prasy, która zrelacjowanowała zdarzenie na poziomie rzetelności właściwy dla tej grupy zawodowej, tym samym nie znam wszytskich istotnych okoliczności. Jezeli dobrze pamiętam policjant opróżnił magazynek, a wszytskie kule trafiły w pierś napastnika. O tym czy będzie miała zastosowanie obrona konieczna będzie decydowało to czy z uwagi na dystans funkcjonariusz miał możliwość zachowania się w inny sposób- demonstracja broni, strzał w powietrze, czy klasyczne " Stój policja, gleba, gleba, gleba". Na niekorzyść przemawia precyzyjne umiejscowienie strzałów świadczące o braku zdenerwowania, choć oczywiście nie mozna wykluczyć wyuczonego automatyzmu.Jeżeli zdarzenie nie miało tak dynamicznego charakteru i miał możliwość zachowania się inaczej - nawet poprzez strzał w mniej witalne punktu np nogi,, a zamiast tego ze stoickim spokojem, niczym bohater filmów z Usa czekał na niego, patrząc jak tamten bełkocząc, biegnie do niego z koszem przez kilkanaście metrów, a następnie nafaszerował go ołowiem, to przykro mi, to jest zabójstwo.
    Oczywiście można podnosić lament, że jak stróże prawa mają się bronić, jednak wydaje mi się, że ta strona medalu jest lepsza od tego co jest za oceanem. Ostatnio przecież policjanci dostali zgłoszenie, ze jakiś afroamrykanin (a jakże) stoi na przystanku z bronią. Czynnosci procesowe przybyłego patrolu ograniczyły się do oddania po kilka strzałów w jego stronę. Bo, po prostu tak, miał broń więc moglismy g zastrzelić w obawie o nasze życie, a tego, że broń była zabawką to już nie ustalaliśmy.

    Obrona konieczna kończy się w momencie, kiedy nie ma już ryzyka zamachu. Nie znaczy to, że nie możemy sprawcy ująć. W trakcie próby wcale nie musimy być delikatni. Kolokwialnie możesz mu obić ręce, wykrecić stawy etc. Jednak jak koleś już leży i nie ucieka, to nie otaczamy go kołem i nie butujemy (ot częsty błąd).
    Ważne jest to, że poprzez stosowaną przemoc prowadziliśmy do ujęcia, a nie do wymierzenia sprawiedliwości. I tu powiedz mi jak dżganie w dups#@$ko kolesia na szczycie płotu miało do tego doprowadzić?

    Odpowiedz
  • ad 15(2014-12-15 09:00) Zgłoś naruszenie 00

    ad. 15 - cały czas piszesz o tym jak jest, a ponieważ tak jest, to nie może być inaczej. Oczywiście, że uprościłem i ironizowałem. Ale zasady powinny być jasne. Natomiast w tej chwili (przy takiej sprawie), praca prawnika z każdej strony - czy obrońcy, czy prokuratora, czy sędziego to niejednokrotnie publicystyka i uznaniowość w czystej postaci i nic więcej. Jak to łatwo ocenić przy biurku, przecież wloty pocisków są za blisko (sic!) - chciał go zabić. No to jest właśnie ten osobliwy sposób myślenia.

    Odpowiedz
  • vox.stricte.rationis@gmail.com(2014-12-15 10:09) Zgłoś naruszenie 00

    ... - interpretując prawo tak jak Ty i sądy niestety dochodzimy do sytuacji w której można komuś wchodzić do domu w celu kradzieży "do skutku". Drzwi lub okno otwarte - wchodzę i jak nikt nie pilnuje - kradnę. Jak pilnuje - mówię Przepraszam i wracam jutro.

    Odpowiedz
  • vox.stricte.rationis@gmail.com(2014-12-15 10:18) Zgłoś naruszenie 00

    Podczas ataku nie ma czasu na rozrysowanie diagramu ataku i skuteczną ocenę, czy ktoś chce zabić czy tylko zgwałcić, oraz, czy jeśli uderzę raz broniąc się, to napastnikt odpuści czy odsunie się, wyjmie nóż i mnie potnie Dlatego zaatakowany uderzę trzy razy, żeby mieć pewność, że jak się odwrócę do ucieczki, to nie dostanę nożem w plecy.. I ocena sądowa powinna to uwzględniać

    Odpowiedz
  • logika w prawie nie funkcjonuje(2014-12-15 11:05) Zgłoś naruszenie 20

    @ 10: ...

    Tak naprawdę prawa nie ma, jest tylko ekonomia. Każda istota żywa kalkuluje (z wyjątkiem tych zdefektowanych neurologicznie) czy coś mu się opłaca czy mu się może nie opłaca. Jeśli mu się będzie opłacało, to zrobi to.
    Zadaniem społeczeństwa jest postawienie takiego zagrożenia, żeby się komuś nie opłacało tego robić. Nie opłaca się, jeśli kara jest tak dotkliwa, że nawet prosta kalkulacja w sposób jednoznaczny zniechęca do czynu. Jeśli za kradzież konieczne byłoby ODPRACOWANIE w warunkach pracy przymusowej, dziesięciokrotności wartości skradzionego przedmiotu - to kradzież byłaby nieopłacalna. Jakby była konieczność odpracowania stukrotności wartości - to jeszcze mniej ludzi by kradło, bo sama świadomość, że taniej jest na rzecz zapracować powstrzymywałaby chętnych do łatwego zysku. Warunek że nie byłaby to odsiadka w ciepełku z kolegami tylko ciężkie roboty. W skadynawii za kradzież obcinano ręce. Bodajże obowiązywało to prawo co XVII wieku. I jaki był efekt? Zniechęcono do takiego trybu zdobywania majątku, bo lepiej mieć ręce i pracować niż żebrać.
    _
    Tak samo z karą śmierci, która bez żadnej wątpliwości, co jest potwierdzone źródłami historycznymi, potrafi niezwykle skutecznie powstrzymywać nadmiernie wybujałe emocje. Tu powołam się na zdanie badacza historii XVII wieku, który zauważył, jak niski był procent gwałtów, kiedy groźbą za gwałt byłą kara śmierci ścigana i karana z urzędu. Przypomnę tylko, że to okres obfitujące w "swawolne kupy zbrojne" więc element zdemoralizowany i niebezpieczny. A jednak nawet w ich przypadku to działało. Taka kara czyni ekonomicznie nieopłacalnym popełnianie ciężkich przestępstw, a każda istota żywa - kalkuluje w kategoriach zysku i straty.
    ­_
    Podobnie w przypadku samoobrony. Przestępca mając świadomość, że efekty jego nocnej wycieczki do cudzego domu albo napaści na ulicy moga być dla niego opłakane lub nawet ostateczne, dwa razy zastanowi się nad popełnieniem czynu.
    Niestety w Polsce w prawie karnym pojawiła się urojona teoria, która opowiadała następującą bajkę:
    "nie surowość, tylko nieuchronność się liczy". I tyle z tego wynikło, że ani nie zwiększyła nieuchronności a obniżyła surowość.

    Odpowiedz
  • Desperat .(2014-12-16 20:32) Zgłoś naruszenie 80

    lepiej wąchać kwiatki za kratki niż od spodu

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane