Autopromocja

"Adwokat" na billboardzie wygląda dobrze. Ale…

10 listopada 2014

Czy na plakacie wyborczym wypada chwalić się tytułem zawodowym adwokata? Niektórzy prawnicy startujący w wyborach samorządowych uważają, że tak. Ale ich koledzy z palestry mają wątpliwości, czy należy posługiwać się wizerunkiem adwokatury przy realizacji własnych celów politycznych.

Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe. Już za niespełna tydzień Polacy w głosowaniu wyłonią prezydentów miast, burmistrzów, wójtów oraz radnych gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Wśród kandydatów do tych funkcji nie brakuje również przedstawicieli środowisk prawniczych.

Z aktualnych danych Naczelnej Rady Adwokackiej wynika, że w wyborach samorządowych startuje blisko 60 członków palestry. Najwięcej, bo 32 kandyduje do rady miasta i dzielnicy. Do rad powiatu i sejmików wojewódzkich po 12, z kolei do rad gminy 3.

Aż 27 osób startować będzie z list niezależnych komitetów wyborczych, osiemnaście z PO, 6 z PiS, 4 z SLD Lewica Razem, 3 z PSL i jedna z KW Nowa Prawica - Janusza Korwin-Mikke.

Samorząd radcowski co prawda nie prowadzi takich statystyk, ale przedstawiciele tej korporacji również są obecni na listach wyborczych.

Czas przed głosowaniem to przede wszystkim okres, który kandydaci przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych narzędzi marketingu politycznego poświęcają na zaprezentowanie wyborcom swoich sylwetek. Działając w myśl zasady: kandydat nierozpoznawalny nie ma szans na osiągnięcie sukcesu wyborczego, aspirujący do pełnienia funkcji w organach samorządu, pojawiają się na ulotkach, plakatach, transparentach, billboardach, w programach telewizyjnych i audycjach radiowych. Wszystko po to, aby na koniec móc cieszyć się z mandatu.

Z dostępnych form promocji korzystają również kandydujący adwokaci, którzy decydują się niekiedy na umieszczenie obok imienia i nazwiska, tytułu zawodowego. Mecenas Andrzej Michałowski wspomina, że na początku lat 90. ubiegłego wieku była to powszechna praktyka. Na plakatach widniały wówczas hasła „obrońca w sprawach politycznych” czy „obrońca ludzi”. Okazuje się, że i teraz niektórzy przedstawiciele palestry chętnie akcentują swoją przynależność zawodową. W ocenie mec. Michałowskiego nie ma w tym nic złego. - – ocenia. I dodaje, że jest to sygnał dla wyborców, że taka osoba legitymuje się przede wszystkim odpowiednimi kwalifikacjami, m.in. do przygotowywania przepisów prawa lokalnego, co tylko świadczy o tym, że można jej powierzyć funkcje publiczne.

Podkreśla również, iż zważywszy na historyczne zaangażowanie członków palestry w sprawy publiczne jak i ich teraźniejszą aktywność w tym zakresie, posługiwanie się tytułem „adwokat” w wyborach nie może być przez środowisko oceniane negatywnie.

Nie wszyscy są jednak w tej kwestii tak liberalni. Wprost przeciwnie, są i tacy, którzy uważają, że tytułem „adwokat” można posługiwać się wyłącznie przy wykonywaniu czynności zawodowych.

Mecenas Jerzy Naumann, były prezes Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury i zarazem autor komentarza do kodeksu etyki adwokackiej potwierdza, że kwestia obecności adwokatów na billboardach nie jest jednoznaczna, stanowi bowiem pochodną ogólnego rozchwiania wartości oraz dość powszechnej dezorientacji między tym, co można, a tym, co nie przystoi. - - podkreśla mec. Naumann. Po czym dodaje: -

W jego ocenie możemy w tej sytuacji mówić o paradoksie. - - podkreśla mec. Naumann.

Dlatego jak sam zaznacza, przy ocenie obecności adwokatów na billboardach można się wahać.

Kolegom prawnikom przypomina z kolei, że aktualnie w Sejmie zasiada kilkunastu lekarzy, którzy swoich szans wyborczych nie budowali raczej na tytule zawodowym. - – kończy mec. Naumann.

PS

Źródło: Prawnik.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png