Zgodnie z projektem tzw. ustawy o ochronie przed ingerencją w prywatność, amatorzy własnego wizerunku będą musieli każdorazowo upewniać się, że na udostępnianych w mediach społecznościowych selfies nie znalazł się nikt, kto nie wyraził na to zgody. Zdjęcie nie spełniające tych wymogów będzie uznawane za wykonane z zamiarem uzyskania korzyści majątkowej lub osobistej. Fakt, że selfie nie zostało opublikowane w social media dla zysku nie miałby przy tym żadnego znaczenia dla postępowania sądowego. Osoba, która przypadkiem rozpoznała siebie na fotografii rozpowszechnionej w portalu społecznościowym, będzie bowiem miała prawo wytoczyć powództwo cywilne przeciwko jej autorowi oraz ubiegać się o odszkodowanie. Pozew o bezprawne wtargnięcie na teren prywatny będzie mógł złożyć również właściciel nieruchomości przypadkowo uwiecznionej na zdjęciu.

W uzasadnieniu kontrowersyjnego projektu ustawy filipińscy legislatorzy podkreślają, że ograniczając aktywność miłośników autoportretów chcą „zapobiec naruszeniom prawa do prywatności i własności prywatnej oraz przyczynić się do poszanowania godności, osobowości oraz spokoju umysłu każdej osoby”.

Krytycy tych przepisów zwracają uwagę, że proponowane obostrzenia negatywnie wpłyną na wolność prasy, gdyż łatwo sobie wyobrazić, że pierwszymi ofiarami zmian mogliby stać się także fotoreporterzy. Inni z kolei uważają, że podstaw do wysuwania roszczeń z tytułu naruszenia prawa do prywatności nie mają osoby publiczne ani każdy, kto znajduje się miejscu publicznym. Ich wątpliwości budzi kwestia, czy za takie miejsca zostałyby też uznane na przykład centra handlowe czy hotele.

Reklama