W trosce o niepewne losy swoich absolwentów uczelnia ogłosiła na stronie internetowej, że współpracująca z nią kancelaria adwokacka obejmie „patronat/opiekę merytoryczną” nad dziesięcioma aspirującymi prawnikami. Nie wiadomo, czy szkoła pobiera opłatę za pośrednictwo, ale adwokaci, którzy obiecują młodym adeptom prawa praktyczną naukę wykonywania zawodu, za swoją usługę życzą sobie 1 tys. zł miesięcznie oraz podpisania umowy na kolejne trzy lata. Ogłoszenie wisiało na stronie internetowej uczelni tylko przez kilka dni i jej pracownicy nie chcą teraz zdradzić, dlaczego zostało zdjęte, ani jakim cieszyło się zainteresowaniem. Tajemnicą owiane są również dane kancelarii adwokackiej, która tak wspaniałomyślnie wyciągnęła rękę do dziesiątek aplikantów bez perspektyw na samodzielne znalezienie patrona.

Od kilku lat coraz więcej młodych prawników musi zwracać się do swoich samorządów zawodowych, aby formalnie przydzieliły im opiekuna, bo nikt nie chce ich przyjąć nawet za darmową pracę w kancelarii. – Byłam zszokowana, kiedy usłyszałam o ogłoszeniu tej uczelni. Z etycznego punktu widzenia domaganie się od aplikantów pieniędzy za patronat jest bardzo naganną praktyką. To czysty wyzysk młodych prawników, którzy przecież i tak zwykle słabo zarabiają – oburza się Marta Galińska, aplikanta radcowska.