Jako sędzia mam powody do radości, ale uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie w całości nowej procedury karnej w miejsce doszywania kolejnych łat.
Prezydent RP w zeszłym tygodniu podpisał obszerną nowelizację kodeksu postępowania karnego, kodeksu karnego i niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 870). Zakładanym przez ustawodawcę celem wprowadzonych zmian jest skrócenie czasu trwania i uproszczenie postępowań przed sądami oraz przyjęcie kontradyktoryjności. Zasada ta, jako powszechnie stosowana w krajach demokratycznych, ma na celu zwiększenie aktywności procesowej stron, zrównanie ich pozycji przed sądem oraz doprowadzenie do pożądanego modelu orzecznictwa przez sprowadzenie roli sędziego do arbitra, którego zadaniem jest ocena materiału dowodowego, a nie jego poszukiwanie.
Bezsporne dla każdego sędziego jest to, że obowiązująca dotąd zasada poszukiwania przez sędziego z urzędu dowodów w sprawie, czyli docieranie do „prawdy materialnej” stawiała na uprzywilejowanej pozycji prokuratorów. Przy minimalnym wysiłku uzyskiwali oni satysfakcjonujące ich orzeczenie, bo albo sędzia wyręczał ich w pracy, dopuszczając dowody z urzędu, albo bez problemu uzyskiwali punktujące ich pozytywnie w statystyce uchylenie wyroku przez II instancję wobec podniesienia dopiero w apelacji, że sąd mógł zrobić jeszcze coś więcej w sprawie.
Tajemnicą poliszynela pozostaje, że instytucja zwrotu nawet najbardziej zaniedbanej sprawy do postępowania przygotowawczego prokuratorowi w trybie art. 345 k.p.k. była w praktyce martwą instytucją, albowiem sądy odwoławcze podzielały pogląd prokuratora składany w zażaleniu, że poszczególne dowody może przeprowadzić sąd już w postępowaniu judykacyjnym. Tym samym uchwalona ustawa, wprowadzająca zasadę kontradyktoryjności, stanowi novum w procedurze karnej i jej założenia środowisko sędziowskie musi przyjąć z wielkim zadowoleniem.
Reklama
Nie dziwi mnie w najmniejszym stopniu wiele negatywnych opinii środowiska prokuratorskiego, albowiem w mojej ocenie w pełni należy zgodzić się z lansowaną przez nich tezą, że aktualny model organizacyjny prokuratury w praktyce uniemożliwi sprawne postępowanie przed sądem oraz doprowadzi do sytuacji, w której niekiedy sprawcy przestępstw unikną swojej odpowiedzialności. Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób prowadzący postępowania przygotowawcze prokuratorzy będą mieli możliwość osobistego występowania przed sądem i popierania własnych aktów oskarżenia w sytuacji, gdy według danych przedstawianych przez ich przedstawicieli jedynie 60 proc. prokuratorów jest tzw. liniowymi, a reszta pełni jedynie funkcję nadzorczą. W tym zakresie wprowadzona zasada kontradyktoryjności będzie przedłużała wiele postępowań i należy pochwalić ustawodawcę, który przesunął czas wejścia w życie nowelizacji o rok, co daje czas na zmiany w modelu prokuratury.
W przeciwieństwie zaś do środowiska prokuratorskiego osobiście oczekiwałem zmian. Kontradyktoryjność jest gwarancją dla stron, że ich sprawa zostanie rozstrzygnięta przez sąd w sposób rzetelny i obiektywny. Równowagę w tym zakresie zapewnia wprowadzona w nowelizacji gwarancja udziału obrońcy w każdym wypadku. Oczywiście będzie to generować koszty po stronie Skarbu Państwa, jednak jako kraj unikniemy zarzutów naruszenia europejskiej konwencji praw człowieka.

Reklama
Zwiększenie kontradyktoryjności postępowania sądowego musi być jednak połączone z większą odpowiedzialnością stron za jego przebieg. Tu narażę się środowisku prokuratorskiemu, ale uważam, że czas zakończyć dotychczasową praktykę, w której prokurator kierował do sądu akt oskarżenia i nie przejawiał praktycznie żadnej aktywności, poza formułowaniem ewentualnych zarzutów dopiero w fazie postępowania apelacyjnego.
Niestety, zawsze pojawia się „ale”. Należy zadać sobie pytanie, czy faktycznie będziemy mieli pożądany model, czy też nowa procedura karna w praktyce się nie zmieni. W tym zakresie poważne wątpliwości budzi pozostawienie art. 2 par. 2 k.p.k. w niezmienionej formie: „Podstawę wszelkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne”. Przepis ten nakłada na sąd obowiązek docierania do prawdy materialnej. Gdy poddamy go analizie w połączeniu z art. 167 par. 1 k.p.k., stanowiącym, że w „wyjątkowych wypadkach, uzasadnionych szczególnymi okolicznościami, sąd może dopuścić i przeprowadzić dowód z urzędu”, możemy dojść do wniosku, że ustawodawca stworzył formę mieszaną w naszej procedurze karnej.
Powstaje pytanie, czy obowiązek dotarcia do prawdy materialnej przez sąd nie jest właśnie opisaną szczególną okolicznością i tym samym czy ograniczenie przesłanek uchylania przez sądy odwoławcze wyroków I instancji nie stanie się jedynie fikcją. Wczytując się w normę art. 437 par. 2 k.p.k., że „jeżeli pozwalają na to zebrane dowody, sąd odwoławczy zmienia zaskarżone orzeczenie, orzekając odmiennie co do istoty (...); w innych wypadkach uchyla orzeczenie i przekazuje sprawę sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania”, nie znajduję istotnego novum w stosunku do obecnie obowiązującej regulacji. Mało jest mi znanych przypadków, w których sąd II instancji przeprowadza dowody podczas rozprawy apelacyjnej, chociaż ma do tego prawo w tej chwili.
Rozumiejąc założenia ustawodawcy, wątpię w realność nowych regulacji postępowania przed sądem odwoławczym. Wydaje się, że praktyka w tym zakresie się nie zmieni i sądy te nadal będą opierały swoje orzeczenia na normie art. 2 par. 2 k.p.k., argumentując to właśnie możliwością przeprowadzenia dowodu z urzędu przez sąd. Pozostaje mieć nadzieję, że przyszłość pozwoli na zmianę sposobu odczytywania przez sądy nowego art. 167 k.p.k. i postępowania dowodowe będą prowadzone na wniosek stron, a jedynie w sytuacji rażących zaniedbań przez obrońcę sąd z urzędu dopuści dowód, który może być na korzyść oskarżonego. W mojej ocenie to jedyny wypadek, w którym sąd powinien wykazać aktywność, bo to na prokuratorze spoczywa obowiązek udowodnienia winy.
Uchwalone przez Sejm zmiany w wielu miejscach należy jednak ocenić pozytywnie. Przykładem może być uchylenie art. 345 k.p.k., który w praktyce nie funkcjonował, a obecnie staje się zbędny wobec nałożenia na sąd prawa wyznaczenia posiedzenia, na którym zarówno prokurator, jak i obrońca czy oskarżony mają obowiązek zgłoszenia wniosków dowodowych do przeprowadzenia przez sąd pod rygorem ich późniejszego pominięcia w postępowaniu apelacyjnym (art. 349 k.p.k. w zw. z art. 427 par. 3 i 4 k.p.k.). Niewątpliwie wpłynie to na przyspieszenie postępowań i pozwoli uniknąć bardzo często stosowanej obstrukcji procesowej. Na podstawie swojego doświadczenia z przykrością muszę stwierdzić, że niejednokrotnie wniosek dowodowy padał dopiero w treści apelacji i sąd II instancji bywał niejako zmuszony do uchylenia wyroku do ponownego rozpoznania.
Z nowym ukształtowaniem reguł dopuszczania i przeprowadzania dowodów przed sądem wiąże się zmiana art. 370 k.p.k., określającego zasady przesłuchania. Ustawodawca przyjął, by w razie przeprowadzania tego dowodu przez stronę to ona w pierwszej kolejności zadawała pytania osobie, a członkowie sądu mieli takie uprawnienie tylko wyjątkowo i czynili to zawsze jako ostatni. Takie rozwiązanie w pełni odpowiada założeniu, że sędzia ma być jedynie arbitrem.
Również w duchu kontradyktoryjności słusznie przyjęto, że udział stron w rozprawie sądowej powinien być ich prawem, a nie obowiązkiem. Odmiennie rzecz ma się z prokuratorem, który nadal będzie miał obowiązek uczestniczenia w rozprawie głównej – nie reprezentuje bowiem własnych interesów, a wobec nowego ukształtowania reguł dowodzenia w postępowaniu przed sądem jego obecność jest niezbędna. Nie do zaakceptowania byłaby sytuacja, w której na skutek absencji oskarżyciela sąd musiałby wydać wyrok uniewinniający, albowiem nie byłoby komu przeprowadzić dowodów wspierających oskarżenie.
Reasumując, jako sędzia cieszę się z nowelizacji, chociaż mam obawy odnośnie do niektórych rozwiązań. Sądzę, że zdecydowanie lepszym krokiem byłoby stworzenie w całości nowej procedury karnej w miejsce kolejnych łat.

Zasada, wedle której sędzia docierał do prawdy materialnej, w uprzywilejowanej sytuacji stawiała prokuratorów. Przy minimalnym wysiłku uzyskiwali satysfakcjonujące ich orzeczenie

Rafał Puchalski