Składając pozew dotyczący domeny internetowej, przedsiębiorca nie może mieć pewności, czy zostanie on w ogóle rozpoznany przez sąd polubowny. Wszystko przez niezbyt szczęśliwy zapis w jego regulaminie.
Sąd Polubowny ds. Domen Internetowych w tym roku obchodzi dziesięciolecie działalności. To do niego trafia zdecydowana większość sporów dotyczących domen z końcówką .pl. Chociaż równie dobrze można je kierować do sądów powszechnych, to przedsiębiorcy wolą ten wyspecjalizowany organ. Chodzi przede wszystkim o wiedzę i doświadczenie arbitrów, ale także o wygodną procedurę (wszystkie dokumenty składane są przez internet), jak i krótki czas rozpoznawania spraw.
Okazuje się jednak, że składając pozew, nie zawsze można liczyć na zbadanie sprawy. Regulamin sądu mówi bowiem jedynie o sporach dotyczących naruszenia praw „w wyniku zawarcia umowy”. Wąska interpretacja tego postanowienia oznaczałaby, że sąd nie może badać niczego, co wykracza poza sam fakt zawarcia kontraktu. Nie ma więc dla niego znaczenia to, jaką stronę internetową – i czy w ogóle – umieszczono pod sporną domeną, jaka jest jej zawartość i czy jej prowadzenie wiąże się z popełnieniem czynu nieuczciwej konkurencji. W orzecznictwie sądu można spotkać wyroki, w których arbitrzy opowiedzieli się właśnie za taką wykładnią regulaminu.