Aż trzy projekty nowelizacji prawa karnego poświęcili posłowie problematyce przestępstw przeciwko wolności seksualnej. Dwa z nich stawiały na wprowadzenie publicznoskargowego trybu ścigania gwałtów, zaś trzeci na podwyższenie kary.
ikona lupy />
Przestępczość seksualna / DGP

Zawiadomi każdy

Sejm właśnie przyjął pierwszą propozycję: prokurator nie będzie więc już czekał na wniosek ofiary gwałtu, która często obawia się powiadomić organy ścigania o zdarzeniu. Teraz wystarczyć ma jedynie zawiadomienie o popełnieniu czynu, które złożyć będzie mógł każdy, kto posiada takie informacje.
Prawnicy przyznają, że to krok w dobrym kierunku, choć nie rozwiązuje wszystkich problemów związanych z wymierzaniem sprawiedliwości w sprawach przestępstw seksualnych. – Zawiadomień może być więcej. Nie zawsze przecież jest tak, że o gwałcie wiedzą tylko ofiara i sprawca. Przestępstwa te popełniane są również choćby przy okazji różnych imprez – wskazuje prof. Zbigniew Ćwiąkalski, adwokat, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Zgodnie z nowymi przepisami zawiadomić o przestępstwie będzie teraz mógł każdy uczestnik takiej imprezy.
– Również przy okazji przesłuchiwania świadków innego zdarzenia prokuratura czy policja może powziąć informację o gwałcie i podjąć postępowanie z urzędu. Ofiara może się też komuś zwierzyć i opowiedzieć o zdarzeniu. A zatem możliwość uzyskania informacji o gwałcie będzie szersza – mówi prof. Ćwiąkalski.
– To bardzo dobra zmiana. Znacznie przyczyni się do zmniejszenia negatywnych przeżyć u ofiary – uważa sędzia Rafał Puchalski z Sądu Rejonowego w Jarosławiu.
Wyjaśnia, że osoba pokrzywdzona może kogoś poprosić o złożenie zawiadomienia i już na wstępie uniknąć przesłuchiwania jako osoba informująca organy ścigania.

Standard europejski

Nowelizacja dotyczy przestępstw: zgwałcenia (art. 197 par. 1–4 k.k.), wykorzystania bezradności (art. 199 par. 1 k.k.), oraz nadużycia zależności lub krytycznego położenia (art. 198 k.k.) dla doprowadzenia do obcowania płciowego. Dziś zgodnie z art. 205 k.k. wszystkie te czyny są ścigane tylko na wniosek pokrzywdzonego. Bez tego nie dojdzie do ukarania sprawcy, który – w co trzecim przypadku – popełnia taki czyn nie pierwszy raz. Zgodnie zaś z podpisną przez Polskę w grudniu 2012 r. Konwencją Rady Europy w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z 11 maja 2011 r., państwa mają czuwać nad tym, aby ściganie przestępstw seksualnych nie było w pełni zależne od zgłoszenia lub skargi ofiary. – W większości krajów przestępstwa seksualne są ścigane z urzędu. Polskie prawo będzie więc dostosowane do tych regulacji – wskazuje prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
– Funkcją i celem konwencji jest to, aby ofiara nie mogła być szantażowana przez sprawcę. I to zapewniają obecne przepisy – uważa dr Łukasz Chojniak, adwokat, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Dlatego też nie jest przekonany co do tych zmian.
– W końcu procedura karna zastrzega dziś, że ofiara gwałtu nie może cofnąć złożonego przez siebie wniosku. Nasze prawo jest już zatem zgodne z konwencją. Ta nowela nie jest generalnie szkodliwa, choć wprowadza pewnien automatyzm, a to nigdy nie jest dobre – podkreśla dr Chojniak.

Skutki uboczne

Posłowie przekonują, że ofiary gwałcicieli nie muszą się już obawiać negatywnych przeżyć związanych z udziałem w określonych czynnościach procesu karnego. Sąd będzie je przesłuchiwał co do zasady tylko raz, w przyjaznym pokoju, a obecni przy tym będą: prokurator, obrońca i pełnomocnik osoby pokrzywdzonej, a także psycholog. Nagranie z przesłuchania będzie następnie odtwarzanie na rozprawie. Zostanie zatem ograniczona styczność ofiary z jej oprawcą.
Posłowie uważają również, że dziś już „zdecydowanie rzadziej dochodzi do potępienia czy dyskryminacji ofiary.” Co do tego można mieć jednak pewne wątpliwości. Niedawno zakończyła się wieloletnia batalia sądowa w sprawie gwałtu dokonanego przez dwóch funkcjonariuszy na mieszkance Tychów. Niezależnie od postępowania karnego, kobieta żądała zadośćuczynienia, m.in. aby móc ułożyć sobie życie poza rodzinnym miastem. Wskazywała, że nawet po 10 latach od zdarzenia słyszy od mieszkańców Tychów, że sama tego chciała i powiadamiając o tym policję złamała funkcjonariuszom – sprawcom życie.
– Szczególnie w małych środowiskach często uważa się, że to ofiara prowokowała do popełnienia czynu i sama jest sobie winna. W konsekwencji często pokrzywdzone cierpią dodatkowo przez stygmatyzację w środowisku. Tego problemu nie da się jednak prosto rozwiązać, bo jest on związany z mentalnością ludzi, która nie nadąża za pewnymi zmianami społecznymi czy przewartościowaniem poglądów, w tym na przestępstwo gwałtu – zauważa prof. Ćwiąkalski.
Dr Chojniak wskazuje natomiast, że nowa regulacja może w skrajnych przypadkach stawiać ofiary w dramatycznej wręcz sytuacji.
– Do dużej części gwałtów dochodzi bowiem w małżeństwach i to jest podstawa, by żądać rozwodu. Po zmianie może dojść zatem do sytuacji, że na sprawie rozwodowej kobieta będzie musiała podjąć trudną decyzję, czy powiedzieć sądowi o przestępstwie. Jeżeli przyzna, że padła ofiarą gwałtu, sąd z urzędu będzie musiał zawiadomić prokuraturę – przekonuje dr Chojniak.
Żona będzie więc miała wybór: nie wyjawiać przestępstwa albo posłać ojca swoich dzieci do więzienia.
– A jeżeli wycofa się z tego, co powiedziała, będzie odpowiadać za składanie fałszywych zeznań – dodaje ekspert.

Zbrodnia i kara

Posłowie chcieli też podwyższyć kary. Przekonywali, że negatywne skutki zgwałcenia czynią z niego przestępstwo, które swoim ciężarem ustępuje wyłącznie zabójstwu. Postulowali więc, by było ono zagrożone karą powyżej trzech lat więzienia, a nie jak obecnie od dwóch lat. W wyniku takiej zmiany gwałt byłby już nie występkiem, a zbrodnią. „Podniesienie sankcji karnej wyklucza stosowanie warunkowego zawieszenia wykonania kary. Stosuje się je bowiem zasadniczo do kar pozbawienia wolności nieprzekraczających 2 lat” – wskazywali posłowie na motywy takiej zmiany. Podkreślali, że warunkowe zawieszanie przy orzekaniu kary za przestępstwo zgwałcenia stanowi niestety nagminną praktykę polskich sądów.
Pomysł ten nie znalazł uznania w Sejmie ani wśród prawników.
– To zła propozycja. Niestety zdarza się, że posłowie sprowadzają walkę z przestępczością do podwyższania zagrożeń. Uważają, że wtedy przestępcy będą bardziej uważali, żeby nie popełnić czynu. Nie jest to jednak zgodne z prawdą. Przestępca w momencie działania nie myśli bowiem o tym, jaka kara grozi mu za dany czyn, a jedynie o tym, żeby nie zostać schwytanym – uważa prof. Ćwiąkalski.
Etap legislacyjny
Ustawa czeka na głosowanie w Senacie