Spór o zgodność z prawem Unii regulacji krajowych, pozwalających kontrolować niezakotwiczone w danym kraju banki i inne instytucje kredytowe powstał w Hiszpanii. Spółka zależna od duńskiego banku Jyske z siedzibą w Gibraltarze, prowadziła bowiem przed kilkoma laty liczne transakcje i dokonywała wielu przelewów związanych z finansowaniem kupna nieruchomości na Costa del Sol. Gibraltarska Jyske korzystała przy tym ze wsparcia spółki matki i dwóch hiszpańskich kancelarii adwokackich, których wspólnicy zostali objęci śledztwem w związku z podejrzeniem o pranie pieniędzy.

Dlatego hiszpańska jednostka analityki finansowej (FIU) – rodzaj policji, której zadaniem jest zbieranie i przekazywanie innym organom rządowym informacji o podejrzanych przepływach finansowych, szczególnie z i do rajów podatkowych, zainteresowała się gibraltarskim Jyske. Liczne poszlaki wskazywały bowiem, że jest to kanał prania pieniędzy i lokowania ich właśnie w Hiszpanii.

Proceder polegał na tworzeniu w Gibraltarze struktur korporacyjnych, które zacierały tożsamość rzeczywistego właściciela nabywanych działek i hoteli, przy czym bank rozmywał informacje na temat pochodzenia używanych przy tej okazji środków finansowych.

Hiszpańska FIU poinformowała więc gibraltarską spółkę, że jest zmuszona skontrolować jej strukturę organizacyjną i procedury działania w Hiszpanii. Zażądała też dokumentów i informacji dotyczących klientów banku. Jyske odpowiedział, że na mocy dyrektywy 2005/60/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie przeciwdziałania korzystaniu z systemu finansowego w celu prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu musi przekazywać informacje jedynie gibraltarskiej FIU. Hiszpanom wysłała więc tylko część żądanych danych. Oświadczyła jednocześnie, że nie zamierza łamać tajemnicy bankowej ani przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. W reakcji rząd hiszpański wydał dwa pouczenia publiczne i ukarał bank 1,7 mln euro grzywny.

Wówczas Jyske wystąpił ze skargą do hiszpańskiego sądu najwyższego. Ten zwrócił się do trybunału z pytaniem, czy rzeczywiście hiszpańskie regulacje pozwalające kontrolować nierezydentów w związku z praniem pieniędzy są zgodne z prawem Unii.

Trybunał odpowiedział, że dyrektywa nie zakazuje państwom członkowskim tworzenia regulacji takich jak hiszpańskie. Jest to skutek braku wypracowania w całej Wspólnocie jednolitych mechanizmów współpracy między krajowymi FIU, które gwarantowałyby skuteczne zwalczanie przestępstw związanych z praniem pieniędzy. Dlatego uregulowania służące kontroli w każdym miejscu, gdzie pojawiają się podejrzenia o przestępstwo, są proporcjonalnym środkiem w stosunku do celu, jakiemu służą.

I nie ma w takich przypadkach znaczenia, że przy okazji mechanizm kontroli jest ograniczeniem swobody świadczenia usług. Może bowiem nakładać się na sprawdzanie banku w kraju jego siedziby. Hiszpańskie prawo byłoby niewspółmiernie restrykcyjne tylko wtedy, kiedy FIU wszystkich państw Wspólnoty współpracowałyby ze sobą sprawnie. Wówczas członkowie UE mogliby natychmiast uzyskiwać potrzebne informacje z kraju pochodzenia podejrzewanej o pranie pieniędzy spółki. Dziś jednak nie ma takiej możliwości, która pozwalałaby skutecznie reagować na nadużycia finansowe. Dlatego państwa Wspólnoty mogą – w razie istnienia wiarygodnych przypuszczeń popełnienia przestępstw finansowych – żądać od banków z siedzibą w innym państwie informacji koniecznych do ukrócenia procederu.

Przy podejrzeniu prania pieniędzy mechanizmy kontrolne są środkiem proporcjonalnym

ORZECZNICTWO

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości w sprawie C-212/11.