Ryszard Tłuczkiewicz

Ryszard Tłuczkiewicz

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

„Statystyka to matematyczny kamuflaż błędu” – piszecie państwo na Twitterze po publikacji w DGP o szacunkach Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących obciążenia pracą prokuratorów. To nieprawda, że 40 proc. prokuratorów nie prowadzi postępowań przygotowawczych i nie występuje przed sądami w sprawach karnych?

Trudno nam się odnieść do danych, których nikt nam nie przedstawił. Za to cytuje je redakcja i związki zawodowe. Czy nie jest to symptomatyczne?

Może i symptomatyczne, ale pytanie, czy to prawda.

Te dane nie wydają się prawdziwe. Chciałbym, aby Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło nam te analizy oraz metodykę ich przeprowadzenia. Już na pierwszy rzut oka widać, że dotyczą one tylko pewnej części działalności prokuratury, choć najistotniejszej. Nie obejmują przykładowo nadzoru nad czynnościami operacyjnymi, obrotu prawnego z zagranicą, udziału prokuratorów w postępowaniach cywilnych lub administracyjnych, formułowania odpowiedzi na kasacje czy rozstrzygania sporów kompetencyjnych. A przecież ktoś te czynności musi wykonywać, bo takie obowiązki nakłada na nas prawo. Nikt nie formułuje takich zarzutów wobec straży pożarnej, choć nie wszyscy strażacy zajmują się gaszeniem pożarów, bo do ich obowiązków należy wiele innych istotnych zadań. Tak samo jest z nami.

Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że Polska przy liczbie prokuratorów zbliżonej do tej w Niemczech załatwia ponad czterokrotnie niższy wpływ spraw. Zabolało to państwa?

To kompletnie nietrafne porównanie. Krzywdzące dla prokuratorów.

Dlaczego?

Nie można porównywać rzeczy nieporównywalnych. W Niemczech jest zupełnie inny system, inna procedura, a nawet kultura prawna społeczeństwa jest odmienna. W Niemczech postępowaniem przygotowawczym objęte są też sprawy stanowiące u nas wykroczenia. W większym zakresie śledztwami zajmuje się policja, a prokuratorzy ograniczają się do kontroli i akceptacji decyzji. Jak można to porównywać?

Porównywać można wszystko, pod warunkiem że wskazuje się różnice, które mogą mieć wpływ na ostateczny wynik. Zapewne dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości zleciło naukowcom szczegółowe badania rzeczywistego obciążenia pracą prokuratorów. To dobry pomysł?

Badania, ze względu na przyjętą metodę ich przeprowadzenia, są nieprzydatne dla osiągnięcia założonego celu. Nie ma co liczyć, że pokażą „rzeczywiste obciążenie pracą prokuratorów”. Będą całkowicie niemiarodajne, bo obejmują tylko część naszych obowiązków. Nie spełnią więc swojego celu i nie pozwolą na opracowanie optymalnej alokacji zasobów prokuratury. Nie nazwałbym tych badań naukowymi. Sprowadzają się do zestawienia paru danych liczbowych dotyczących niektórych czynności. O wiele bardziej dogłębne analizy są przeprowadzane w samej Prokuraturze Generalnej, bez ponoszenia zbędnych wydatków ze środków publicznych.

Co z nich wynika?

Przykładem są analizy dotyczące jak najlepszego wykorzystania wakujących etatów. Prokurator generalny nie może przenieść prokuratora bez jego zgody. Kiedy jednak zwolni się etat, staramy się przydzielić go do jednostki, która go najbardziej potrzebuje, czasem na drugim końcu Polski. Zbierane informacje są nieraz zaskakujące. Choćby ta, że wiele jest prokuratur, w których aż 20 proc. spraw dotyczy prowadzenia roweru w stanie nietrzeźwości. Porównanie obciążenia pracą prokuratora, który ma podobnie proste sprawy, z jego kolegą z jednostki wielkomiejskiej, zajmującej się sprawami gospodarczymi czy przestępstwami przeciwko życiu, nie ma sensu, nawet jeśli obaj rocznie prowadzą tyle samo spraw.

Tak. Statystyka nie kłamie, kłamią tylko statystycy.

I słoń, i mrówka to zwierzęta. Ale trudno uznać, że jedna mrówka waży tyle samo co słoń. Statystyki trzeba umieć czytać. Nie jest ich w stanie przeanalizować ktoś, kto nie zna prokuratury.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie zna realiów prokuratury? Nie umie czytać statystyk?

Nie ma wyobrażenia, czym różnią się postępowania prowadzone w prokuraturach okręgowych i apelacyjnych od tych prowadzonych w prokuraturach rejonowych. Akta sprawy w rejonie często składają się z kilku kartek; na szczeblu okręgu czy apelacji nierzadko z kilkuset tomów, i wymagają osobistego przeprowadzenia wielu pracochłonnych czynności. Gdyby ktoś chciał zbadać realne obciążenie pracą prokuratorów różnych szczebli, to musiałaby zbadać, ile czasu zajmuje wykonanie powierzonych im czynności.

Ale przecież na poziomie rejonów były prowadzone takie sprawy jak Amber Gold. Trudno je zaliczyć do najłatwiejszych.

Zawiadomienie o przestępstwie początkowo nie wskazywało na wagę i zawiłość tego postępowania. Potem okazało się, że ta sprawa przerosła prokuratorów z rejonu. Nie dlatego, że są gorsi, ale dlatego, że mają więcej spraw. Tego rodzaju postępowania powinny być prowadzone na wyższym szczeblu, gdzie prokurator ma mniej spraw, ale ich ciężar gatunkowy jest znacznie większy.

Prokurator generalny ostro skrytykował prokuratorów za Amber Gold. Były odwołania, dyscyplinarki. A teraz okazuje się, że pierwsza dyscyplinarka przeciwko prokuratorowi związanemu z tą aferą zakończyła się uniewinnieniem.

Tak, sąd dyscyplinarny uniewinnił wiceszefową Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Oliwa, która zaakceptowała wniosek o dobrowolne poddanie się karze przez Marcina P. To postępowanie dotyczyło spraw wcześniejszych niż Amber Gold. Sądy wydawały wyroki w zawieszeniu, w trybie dobrowolnego poddania się karze. Zarzut dotyczył zaakceptowania warunków dobrowolnego poddania się karze.

Czyli znów zawiódł system, a nie prokuratorzy?

Nie ma doskonałych systemów, a najczęściej zawodzą ludzie. Przypomnę, że Krajowa Rada Prokuratury niemal jednogłośnie wyraziła zgodę na odwołanie prokuratora rejonowego, uznając, że niewłaściwie wypełniał obowiązki nadzoru nad postępowaniem w sprawie Amber Gold. Dlatego prokurator generalny go odwołał.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl