Skargę konstytucyjną złożył Robert B. Aresztowano go w 1999 r. Okres pobytu w areszcie był wielokrotnie przedłużany. Sąd apelacyjny skazał go na karę dożywotniego pozbawienia wolności za współudział w dwóch zabójstwach z użyciem broni.

W wyniku wniesienia skargi kasacyjnej Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Jednocześnie zastosował tymczasowe aresztowanie, które znowu było przedłużane przez sąd okręgowy. W efekcie Robert B. przebywał w areszcie ok. 12 lat.

Wiele lat za kratami

Robert B. zaskarżył do TK przepis, który był podstawą przetrzymywania go w areszcie. Artykuł 263 par. 7 kodeksu postępowania karnego mówi bowiem, że w przypadku potrzeby stosowania tymczasowego aresztowania po wydaniu pierwszego wyroku przez sąd I instancji każdorazowe jego przedłużenie może następować na okres nie dłuższy niż sześć miesięcy.

Zdaniem skarżącego problem w tym, że postanowienia przedłużające areszt mogą być wydawane na okrągło. Uważa więc, że przepis powinien określać łączny czas maksymalnego stosowania aresztu, by skazany wiedział, jak długo może być pozbawiony wolności.

Skargę mężczyzny poparł rzecznik praw obywatelskich. Wskazał, że okres aresztu może być przedłużany ze względu na okoliczności od zainteresowanego niezależne, wynikające choćby z uchybień w funkcjonowaniu sądów. Innego zdania byli zaś przedstawiciele Sejmu i prokuratora generalnego.

„Ustawodawca nie ma obowiązku wprowadzenia unormowania, które określałoby maksymalny termin stosowania tymczasowego aresztowania” – czytamy w uzasadnieniu stanowiska Sejmu.

„Przydatność zaskarżonej regulacji wynika z konieczności wysunięcia na plan pierwszy ochrony dobra ogólnego i wspólnego przed zagrożeniami ze strony sprawców niebezpiecznych, oskarżonych o najcięższe zbrodnie” – stwierdził z kolei prokurator generalny.

Wnieśli więc o uznanie konstytucyjności przepisu.

– Skarżący ma rację. Powinna być określona granica, której przekroczyć już nie można – przyznaje prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Ale są i inne głosy.

– Przed wydaniem wyroku w I instancji mamy do czynienia z oskarżonym, a po wyroku jest on już skazanym. To istotna różnica, bo w stosunku do oskarżonego jest domniemanie niewinności, a wobec skazanego nie obowiązuje już ta zasada – wskazuje prof. Zbigniew Ćwiąkalski, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wyjaśnia, że w sytuacji gdy ktoś już został skazany, to jest duże prawdopodobieństwo, że przestępstwo jednak popełnił. Gdyby przepisy ograniczały okres pobytu w areszcie, to przestępcę należałoby zwolnić, a to może się kłócić z poczuciem sprawiedliwości.

– Nie można też mówić o braku kontroli. Co sześć miesięcy sąd jej przecież dokonuje – dodaje ekspert.

Granice przepisu

TK orzekł, że art. 263 par. 7 k.p.k. w zakresie, w jakim nie określa maksymalnego okresu trwania tymczasowego aresztowania w postępowaniu karnym, jest niezgodny z ustawą zasadniczą.

Jednocześnie sędziowie wskazali, że z konstytucji nie można wyprowadzić tak daleko idącego nakazu, żeby w każdym wypadku konieczne było wprowadzenie maksymalnego, wyrażonego sztywno w miesiącach lub latach okresu łącznego pozbawienia wolności.

Rozwiązaniem jest zatem określenie w ustawie na tyle precyzyjnych przesłanek, aby jasno rozstrzygały, kiedy ustanie potrzeba izolacji.

– To dobre rozwiązanie – komentuje prof. Ćwiąkalski.

Zdaniem trybunału obecne przepisy dają podstawę do wytwarzania pewnego automatyzmu w stosowaniu tymczasowego aresztowania. W sytuacji gdy osoba została skazana przez sąd I instancji na karę pozbawienia wolności nie niższą niż 3 lata, włącza się przesłanka zatrzymania jej w areszcie ze względu na samą grożącą jej surową karę.

– Taki automatyzm nie przechodzi testu proporcjonalności – wskazał sędzia Piotr Tuleja.

Wyrok TK stwierdził pominięcie prawodawcze i w tym zakresie art. 263 par. 7 k.p.k. uznał za niekonstytucyjny.

ORZECZNICTWO
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 20 listopada 2012 r., sygn. akt SK 3/12.