Zgodnie z literą prawa biegły sądowy powinien zostać powołany w sprawach wymagających wiadomości specjalnych. Jego opinia jako dowód podlegać powinna natomiast swobodnej ocenie sędziego. Tyle teoria. W praktyce biegli powoływani są w sprawach błahych i to oni często ferują wyroki – oceniają prawnicy.

– Dawniej mówiono, że sędzia jest najwyższym biegłym. Dzisiaj, że biegły zastępuje sędziego. To część, chorującej na ucieczkę od odpowiedzialności, choroby polskiej Temidy. Pełnomocnicy i sędziowie przyzwyczaili się do praktyki, że opinia biegłego zastępuje samo rozstrzygnięcie. To wygodnictwo i oportunizm. Ułatwia uzasadnienie, utrudnia apelację, zwalnia z odpowiedzialności i zapewnia moralne alibi – mówi adwokat Andrzej Michałowski z kancelarii Michałowski Stefański.

Prawnicy podkreślają, że opinia biegłego poddaje się ogólnym zasadom postępowania – jest źródłem dowodowym na równi z innymi środkami dowodowymi, takimi jak np. zeznania świadków. Tym samym sąd ma prawo i obowiązek oceniać przedstawiane ekspertyzy.

Wybory dla biegłych

Wybory dla biegłych

źródło: DGP

– Sąd powinien ocenić, czy sporządzona przez specjalistę opinia jest logiczna, tj. czy zawiera logiczne wnioski wynikające z przedstawionych biegłemu faktów. Pamiętajmy, że sąd nie jest związany samą opinią i może jej nie uwzględnić, jeśli uzna, że nie jest ona prawidłowa.

Niemniej jednak w praktyce sądów możemy zauważyć tendencję do opierania się w wyrokowaniu na opiniach biegłych sądowych bez krytycznej oceny prezentowanych w opiniach wniosków, nawet w najprostszych sprawach, w których udział biegłego wydaje się zbędny – podkreśla Marcin Płoszka, radca prawny z kancelarii Robaszewska & Płoszka.

Biegły dobry na wszystko

W rezultacie dochodzi do podejmowania zaskakujących decyzji procesowych.

– Dwa najbardziej żenujące przykłady tej praktyki to sytuacja powołania przez sąd biegłego na okoliczność tego, czy Warszawa w 1939 r. została zniszczona, czy powołania biegłego przez sąd położony niedaleko niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz na okoliczność tego, czy hajlowanie to znak nazistowski, czy gest starożytnych Rzymian – wskazuje dr Marcin Warchoł, wicedyrektor Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim.

Jego zdaniem sędziowie powinni z większą niż obecnie dokładnością podchodzić do zadawanych biegłym pytań. Ich czytelność i jednoznaczność nie powinna budzić żadnych wątpliwości.

– Nie mogą to być pytania ogólne typu: „co było przyczyną wypadku” lub „w jakim stopniu uczestnicy wypadku przyczynili się do jego zaistnienia”, a także „jakie zasady bezpieczeństwa i przez którego uczestnika wypadku zostały naruszone”. Pytania te z punktu widzenia merytorycznego są pozbawione sensu i równocześnie świadczą o tym, że prowadzący czynności nie wie nawet, czego nie wie, a więc o co pytać, i równocześnie chciałby, żeby biegły rozwiązał za niego problem i wytypował sprawcę – podkreśla doktor Warchoł.

Tak zadane pytania powodują – zdaniem prawnika – że biegły w swoim sprawozdaniu streszcza dowody, a następnie dokonuje ich analizy – wkraczając tym samym w materię prawną ustawowo zarezerwowaną dla sędziego.

– Klasycznym tego przykładem jest pytanie: „Czy obrażenia ciała wyczerpują znamiona przestępstwa z art. 177 par. 1 k.k.?”. Mądry biegły odpowiedziałby: „Nie wiem czy wyczerpują znamiona art. 177 par. 1 k.k., ale naruszają funkcjonowanie organizmu na czas powyżej 7 dni”. Na tak postawione pytanie może odpowiedzieć tylko organ procesowy – podkreśla ekspert.

– Bez wątpienia taka rola biegłego jest niezgodna z samą ideą tej instytucji. Biegły bowiem w opinii stron staje się narzędziem do wykazywania faktów, a w opinii sądu – narzędziem wyrokowania – wtóruje Marcin Płoszka.