Czy Warszawa w 1939 roku została zniszczona? Do odpowiedzi na to pytanie jeden ze składów orzekających powołał biegłego.
ikona lupy />
Wybory dla biegłych / DGP
Zgodnie z literą prawa biegły sądowy powinien zostać powołany w sprawach wymagających wiadomości specjalnych. Jego opinia jako dowód podlegać powinna natomiast swobodnej ocenie sędziego. Tyle teoria. W praktyce biegli powoływani są w sprawach błahych i to oni często ferują wyroki – oceniają prawnicy.
– Dawniej mówiono, że sędzia jest najwyższym biegłym. Dzisiaj, że biegły zastępuje sędziego. To część, chorującej na ucieczkę od odpowiedzialności, choroby polskiej Temidy. Pełnomocnicy i sędziowie przyzwyczaili się do praktyki, że opinia biegłego zastępuje samo rozstrzygnięcie. To wygodnictwo i oportunizm. Ułatwia uzasadnienie, utrudnia apelację, zwalnia z odpowiedzialności i zapewnia moralne alibi – mówi adwokat Andrzej Michałowski z kancelarii Michałowski Stefański.
Prawnicy podkreślają, że opinia biegłego poddaje się ogólnym zasadom postępowania – jest źródłem dowodowym na równi z innymi środkami dowodowymi, takimi jak np. zeznania świadków. Tym samym sąd ma prawo i obowiązek oceniać przedstawiane ekspertyzy.
– Sąd powinien ocenić, czy sporządzona przez specjalistę opinia jest logiczna, tj. czy zawiera logiczne wnioski wynikające z przedstawionych biegłemu faktów. Pamiętajmy, że sąd nie jest związany samą opinią i może jej nie uwzględnić, jeśli uzna, że nie jest ona prawidłowa.
Niemniej jednak w praktyce sądów możemy zauważyć tendencję do opierania się w wyrokowaniu na opiniach biegłych sądowych bez krytycznej oceny prezentowanych w opiniach wniosków, nawet w najprostszych sprawach, w których udział biegłego wydaje się zbędny – podkreśla Marcin Płoszka, radca prawny z kancelarii Robaszewska & Płoszka.

Biegły dobry na wszystko

W rezultacie dochodzi do podejmowania zaskakujących decyzji procesowych.
– Dwa najbardziej żenujące przykłady tej praktyki to sytuacja powołania przez sąd biegłego na okoliczność tego, czy Warszawa w 1939 r. została zniszczona, czy powołania biegłego przez sąd położony niedaleko niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz na okoliczność tego, czy hajlowanie to znak nazistowski, czy gest starożytnych Rzymian – wskazuje dr Marcin Warchoł, wicedyrektor Instytutu Prawa Karnego na Uniwersytecie Warszawskim.
Jego zdaniem sędziowie powinni z większą niż obecnie dokładnością podchodzić do zadawanych biegłym pytań. Ich czytelność i jednoznaczność nie powinna budzić żadnych wątpliwości.
– Nie mogą to być pytania ogólne typu: „co było przyczyną wypadku” lub „w jakim stopniu uczestnicy wypadku przyczynili się do jego zaistnienia”, a także „jakie zasady bezpieczeństwa i przez którego uczestnika wypadku zostały naruszone”. Pytania te z punktu widzenia merytorycznego są pozbawione sensu i równocześnie świadczą o tym, że prowadzący czynności nie wie nawet, czego nie wie, a więc o co pytać, i równocześnie chciałby, żeby biegły rozwiązał za niego problem i wytypował sprawcę – podkreśla doktor Warchoł.
Tak zadane pytania powodują – zdaniem prawnika – że biegły w swoim sprawozdaniu streszcza dowody, a następnie dokonuje ich analizy – wkraczając tym samym w materię prawną ustawowo zarezerwowaną dla sędziego.
– Klasycznym tego przykładem jest pytanie: „Czy obrażenia ciała wyczerpują znamiona przestępstwa z art. 177 par. 1 k.k.?”. Mądry biegły odpowiedziałby: „Nie wiem czy wyczerpują znamiona art. 177 par. 1 k.k., ale naruszają funkcjonowanie organizmu na czas powyżej 7 dni”. Na tak postawione pytanie może odpowiedzieć tylko organ procesowy – podkreśla ekspert.
– Bez wątpienia taka rola biegłego jest niezgodna z samą ideą tej instytucji. Biegły bowiem w opinii stron staje się narzędziem do wykazywania faktów, a w opinii sądu – narzędziem wyrokowania – wtóruje Marcin Płoszka.



Trudna rzeczywistość

Czasem jednak to sami biegli wykraczają w swoich opiniach poza zakres oznaczony w postanowieniu sądu, a nawet poza swoje ustawowe zadania.
– Spotkałem się z opinią biegłego, który miał za zadanie wycenić wartość autorskich praw majątkowych do utworów muzycznych. Zamiast odpowiedzieć na pytanie sądu na podstawie swoich wiadomości specjalnych z zakresu ekonomii i znajomości rynku fonograficznego, wchodził w jego kompetencje, dokonując oceny prawnej sprawy.
W opinii biegły polemizował nawet z pewnymi założeniami prawnymi poczynionymi przez sąd – wskazuje adwokat Zbigniew Krüger z Kancelarii Krüger & Partnerzy Adwokaci i Radcy Prawni.
Sędziowie uważają, że rzeczywistość wymaga jednak, aby posługiwali się opiniami ekspertów.
– Żyjemy w takim świecie, gdzie bardzo często przedmioty postępowania i ich technologia są na tyle skomplikowane, że sędzia nie jest w stanie na podstawie doświadczenia życiowego ocenić ich w sposób prawidłowy. Dlatego właśnie powołuje biegłego. Nie widzę jednak tendencji, by ta pomoc była nadużywana – mówi sędzia Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa.
– Biegli rzeczywiście są powoływani pod pozorem tak skomplikowanej rzeczywistości, że nie sposób jej rozwikłać bez pomocy specjalisty. A biegli nadużywają tej sytuacji, wydając standardowe opinie, z którymi nie da się dyskutować, bo formalna poprawność i słowo honoru biegłego chronią je jak tarcza – kontruje mecenas Michałowski.
Kontrowersje budzi również zbytnie zaufanie sądów do opinii kryminalistycznych.
– W jednej ze spraw opinia eksperta z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, bazująca na specjalnym programie do symulacji komputerowej, wystarczyła do skazania oskarżonych, mimo że inne ślady na miejscu zdarzenia, a także zeznania świadków wskazywały na inny przebieg wypadku. Dopiero po apelacji i ponownym rozpoznaniu sprawy udało się doprowadzić do uniewinnienia – podkreśla mec. Krüger.
Z jeszcze większą ostrożnością, jego zdaniem, należy podchodzić do opinii biegłych w sprawach karnych, często o charakterze poszlakowym.
– Może brzmi to zabawnie, ale proszę mi wierzyć, że takie nie jest, gdy o winie lub niewinności człowieka decyduje ekspert będący owczarkiem niemieckim lub labradorem. Chodzi o nadużywanie w postępowaniu karnym dowodów ze śladów osmologicznych – wskazuje prawnik.

Inicjatywa dowodowa

Powodem tego, że w sądowy krajobraz tak mocno wrosły postacie biegłych, nie jest jednak tylko wygodnictwo sędziów, lecz także przepisy.
– Dowody z opinii biegłych w postępowaniu cywilnym powoływane są na wniosek stron. Formalizm postępowania cywilnego, zasada prekluzji dowodowej doprowadziły do tego, że strony wnoszą o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego nawet wtedy, gdy nie jest to konieczne – wskazuje mecenas Krüger.
Jego zdaniem sąd, oddalając wniosek o opinię biegłego – niezależnie od tego, czy orzeknie zgodnie z żądaniem pozwu, czy też oddali powództwo – zawsze narazi się na zarzut pominięcia dowodu z opinii biegłego. Wobec tego woli go dopuścić.
Dobrym przykładem są sprawy z zakresu ochrony praw autorskich i czynów nieuczciwej konkurencji polegające na naśladownictwie produktów lub opakowań, które mogą wprowadzać w błąd konsumentów.
– Często powoływany jest biegły plastyk, czy specjalista z zakresu wzornictwa, który ocenia, czy produkt lub opakowanie są do siebie podobne. Całkowicie niepotrzebnie. Opinia biegłego zgodnie z k.p.c. winna dotyczyć wiadomości specjalnych.
To, czy produkt lub opakowanie jest naśladownictwem, może ocenić sam sąd na podstawie własnej wiedzy, doświadczenia życiowego i wskazań logiki. W takich sprawach to sędzia orzekający winien spojrzeć oczami przeciętnego konsumenta i ocenić, czy mógł być wprowadzony w błąd – przekonuje Krüger.
Zdaniem prawników inflacji opinii może przeciwdziałać rozsądek sędziów. I dokładne sprawdzanie i rozliczanie kosztów powołania biegłego.
– Opinie biegłych powinny być drogie. Wtedy będą dobre. Wyznaczanie wysokiej zaliczki na wykonanie opinii biegłego może wpływać na rozsądne rezygnacje z tego dowodu i wykazanie swoich racji w inny, tańszy i adekwatny sposób – poddaje pomysł mecenas Michałowski.
Część tych problemów rozwiązać ma ustawa o biegłych.Zgodnie z jej projektem założeń wynagrodzenie biegłych ma wzrosnąć średnio o 30 proc., a weryfikacja ich wiadomości ma być staranniejsza. Na nic się to jednak zda, jeśli sędziowie nie będą chcieli brać na własne barki ciężaru wyrokowania.