Chodzi o budzącą emocje wśród przedsiębiorców przyjętą niedawno przez Sejm nowelizację ustawy – Prawo zamówień publicznych. Zgodnie z nią jeśli z firmą wykonującą większą inwestycję zostanie zerwana umowa, to przez trzy lata będzie wykluczana ze wszystkich polskich przetargów.

Środowisko wykonawców alarmowało, że doprowadzi to do dyktatu urzędników. W razie jakiegokolwiek sporu będą oni mogli odstąpić od kontraktu i doprowadzić do eliminacji firmy z rynku na trzy lata, co mogłoby nawet oznaczać jej plajtę. A wszystko to bez wyroku sądowego, który potwierdzałby nierzetelność wykonawcy.

Tymczasem sprawy te nie są jednoznaczne. Pokazuje to chociażby nagłośniony wczoraj konflikt między GDDKiA a byłym wykonawcą autostrady A1 irlandzką firmą SRB. Twierdzi ona, że to z winy inwestora doszło do zerwania kontraktu, i zapowiada pozew na prawie miliard złotych odszkodowania.

Oceni zamawiający

Podczas prac sejmowych pojawiły się poważne wątpliwości co do zgodności uchwalanego przepisu zarówno z polską konstytucją, jak i z prawem unijnym. Podzieliło je Biuro Legislacyjne Kancelarii Senatu.

– Być może przepis rzeczywiście idzie zbyt daleko – przyznał podczas wtorkowych prac w senackiej Komisji Gospodarki Narodowej Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

DGP przypomina
W ciągu najbliższych tygodni Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oceni, czy obecne polskie przepisy dotyczące wykluczania firm są zgodne z prawem unijnym.
Sprawa dotyczy pytania prejudycjalnego zadanego przez Krajową Izbę Odwoławczą.
Osobne postępowanie w sprawie polskich przesłanek do wykluczania przedsiębiorców prowadzi Komisja Europejska.
Jeśli nie usatysfakcjonują jej przesłane przez nasz kraj wyjaśnienia, to sprawa też może skończyć się w trybunale.

– Niemniej jednak jego wykreślenie bez wprowadzenia w to miejsce innej regulacji też jest nie do zaakceptowania – zastrzegł, przypominając, że przepis wprowadzono przede wszystkim po to, by chronić sektor energetyczny przed firmami, które nie poradziły sobie z realizacją wcześniejszych inwestycji.

W odpowiedzi na to senator Andrzej Owczarek (PO) zaproponował rozbudowanie art. 22 p.z.p. dotyczącego określania warunków udziału w przetargach i wprowadzenie do niego wprost art. 48 ust. 5 tzw. dyrektywy klasycznej. Kluczowy jest w nim fragment pozwalający na badanie rzetelności wykonawców.

– Chodzi o to, by już w specyfikacji przetargowej zamawiający opisywał warunki pozwalające na ocenę rzetelności – tłumaczył wnioskodawca, proponując jednocześnie skreślenie przepisu mówiącego o automatycznym wykluczaniu firm.

Zarówno prezes UZP, jak i wiceminister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej przychylili się do tego wniosku, komisja również była za. Można więc się spodziewać, że poprawka ta zostanie przyjęta także przez Senat i nie zostanie odrzucona w Sejmie.

Możliwość odwołania

Co to oznacza w praktyce? Dzisiaj organizatorzy przetargu weryfikują doświadczenie pozytywnie. Wymagają np., by wykonawca wcześniej zrealizował podobną inwestycję. Teraz zaś będą mogli postawić dodatkowy warunek dotyczący rzetelności. Na przykład taki, że jeśli z jakąś firmą została wcześniej z jej powodu rozwiązana umowa na podobną inwestycję, to nie może startować w przetargu.

– W praktyce więc poprawka niewiele zmienia. Wykonawcy będą mogli być wykluczani z tych samych powodów. Różnica jest taka, że nie będzie działo się to w sposób automatyczny na podstawie przepisów ustawy, tylko będzie wynikać z warunków określanych przez zamawiającego indywidualnie w każdym przetargu – ocenia Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna.

– Jest jednak jeden plus. Zarówno same warunki, jak i ocenę ich spełnienia będzie można podważyć przed Krajową Izbą Odwoławczą – dodaje.

Grzegorza Langa, eksperta Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan”, cieszy przede wszystkim, że skreślono sporny przepis.

– A regulację dotyczącą weryfikacji rzetelności musimy na spokojnie przeanalizować, by móc ją ocenić – mówi.

Etap legislacyjny
Ustawa czeka na głosowanie w Senacie