– Propozycja wicepremiera i ministra gospodarki Waldemara Pawlaka, zakładająca przejęcie przez państwo upadłych spółek budowlanych, wzbudza sporo kontrowersji. Założeniem jest, aby Agencja Rozwoju Przemysłu, będąca państwowym funduszem inwestycyjnym (którego właścicielem jest Skarb Państwa), przejęła kontrolę nad spółką, dokonała jej restrukturyzacji, dokończyła rozpoczęte kontrakty budowlane i ostatecznie sprzedała ją inwestorom na giełdzie – tłumaczy pomysły resortu Łukasz Białek, senior partner w kancelarii SD & Partners.

Unia nie pozwoli

Jego zdaniem istnieje prawdopodobieństwo, że pomysł ten zostanie uznany przez Komisję Europejską za niedozwoloną formę pomocy publicznej. Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską przewiduje bowiem możliwość „pomocy przeznaczanej na wspieranie realizacji ważnych projektów, stanowiących przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania, lub mającą na celu zaradzeniu poważnym problemom w gospodarce państwa członkowskiego”. Dlatego np. w przypadku hiszpańskich banków pomoc uznana została za dopuszczalną, gdyż ich upadek miałby katastrofalne skutki dla gospodarki tego kraju.

– Upadek firm z branży budowlanej byłby dla polskiej gospodarki bolesny, ale nie groziłby załamaniem rynku finansowego. Przepisy wykonawcze i opinie Komisji Europejskiej nie pozostawiają wątpliwości, że wsparcie branży budowlanej przez państwo w ramach pomocy publicznej ma znikome szanse powodzenia – argumentuje mecenas Białek.

Czas na zmiany

– Do tej pory w naszej gospodarce nie ma wprowadzonych jasnych reguł dotyczących postępowania naprawczego, które jest częścią ustawy upadłościowej. Udoskonalony rozdział postępowania naprawczego pomógłby nam wypracować metody, które od wielu lat są popularne i bardzo pomocne w krajach zachodnioeuropejskich oraz w Stanach Zjednoczonych – wskazuje Thomas Kolaja, dyrektor zarządzający biura Alvarez & Marsal w Warszawie, wiceprezes Stowarzyszenia Praktyków Restrukturyzacji. Jego zdaniem najlepszym przykładem skutecznego postępowania naprawczego jest amerykański „Chapter 11”.

– Można go w skrócie opisać jako narzędzie, które w momencie problemów finansowych daje spółce możliwość wystąpienia do sądu o ochronę przed wierzycielami. „Chapter 11” oparty jest na trzech elementach. Po pierwsze spółka uzyskuje czas na opracowanie planu restrukturyzacyjnego.

Po drugie dostaje możliwość uzyskania nowego finansowania, które pozwoli jej na utrzymywanie działalności komercyjnej: produkcji, sprzedaży itp. Trzecim elementem jest zastosowanie mechanizmu polegającego na braku możliwości liberum veto przez wierzycieli mniejszościowych – wskazuje Thomas Kolaja.

Zdaniem ekspertów zmianie ulec powinno również podejście do przetargów.

– W polskich warunkach trudno wyobrazić sobie urzędnika, który podejmuje rozsądną decyzję, z którą wiąże się jednakkonieczność większego wydatku po stronie zamawiającego. NIK i prokurator – to jedyne kryteria oceny. Odwagi dokonania ocen z uwzględnieniem zdrowego rozsądku nie ma nikt – podkreśla adwokat Stefan Jacyno, wspólnik zarządzający w kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

I dodaje, że nasza gospodarka nie nauczyła się jeszcze mądrze stosować systemu zamówień publicznych.

– Jeżeli teraz, na skutek ingerencji państwowej, dojdzie do zniekształcenia skutków nieodpowiedzialnych decyzji, to moment nauczenia się oddali się w czasie – podsumowuje prawnik.