Ważna jest przejrzystość

– Najważniejsze jest to, że Sąd Najwyższy potraktował bank jako podmiot, który nawet przed czterema laty kontraktując, powinien był stosować możliwie najwyższą miarę staranności, przekazując klientowi informacje o ryzyku związanym z oferowanymi produktami – mówi Wojciech Haduch, radca prawny z Kancelarii Radców Joanna Maruszewska & Wojciech Haduch.

Sądy do tej pory przyjmowały nie raz i nie dwa, że łamanie przez banki postanowień Rekomendacji A z 2002 r. mówiącej o brakach w dokumentacji, traktowaniu klienta jako nieprofesjonalisty, a także o zabezpieczeniu rozliczeń przed zawieraniem transakcji, nie narusza dobrych obyczajów kupieckich.

Sądy przyjmują też, że naruszanie zasad dobrej praktyki bankowej ZBP oraz kanonu dobrych praktyk rynku finansowego Komisji Nadzoru Finansowego nie jest naganne czy tym bardziej sprzeczne z prawem.

– Rzadko sądy dopuszczają stosowanie tych skodyfikowanych zasad etycznych do oceny staranności banku – uważa mec. Beata Komarnicka z kancelarii Komarnicka, Korpalski.

Dlatego tak ważne jest, że SN, mimo iż przyznał, że nie miały zastosowania wprost postanowienia dyrektywy 2004/39/WE (MiFiD), to jednak zasadnicze cele także nieimplementowanych jeszcze dyrektyw powinny stanowić wzorzec interpretacyjny przy stosowaniu prawa polskiego.

Chodzi bowiem o to, że tego aktu prawa europejskiego nie wprowadzono jeszcze w czasie zawierania umów z bankiem przez powoda w sprawie IVCSK 225/11 do polskiego porządku prawnego.

– Nie chodzi zatem o sam brak związania pozwanego banku postanowieniami dyrektywy MiFiD – napisali sędziowie Sądu Najwyższego – lecz o to, że jej postanowienia stanowiące wyraźnie regułę transparentności dla kontrahentów banków w sprawie podejmowanego przez nich ryzyka inwestycyjnego powinny stanowić punkt odniesienia i wzorzec dla banków dokonujących terminowych operacji finansowych.

Zdaniem SN uzasadnia to podobny charakter transakcji. Trudno by bowiem było racjonalnie wyjaśnić sytuację, w której podobne transakcje terminowe, o podobnej konstrukcji prawnej, prowadzone przez profesjonalistów występujących na rynku usług finansowych, miałyby być odmiennie traktowane z punktu widzenia standardów informacyjnych obowiązujących przed zawarciem umowy.

Innymi słowy – jak napisali sędziowie – do banków dokonujących terminowych operacji finansowych w rozumieniu prawa bankowego należało zawsze przyjmować zbliżony lub podobny standard informacyjny jak ten, który wprowadzają postanowienia dyrektywy MiFiDm, a w ślad za nią polska ustawa dotycząca polskich rynków finansowych.

Banki dopuszczały się oszustw wobec klientów

Dlaczego przedsiębiorcy skarżą się, że sądy pomijają kwestię starannego działania banków przy zawieraniu umów opcyjnych?

Mariusz Korpalski z poznańskiej kancelarii Komarnicka, Korpalski

Sądy skupiały się na utrzymaniu ważności umów niezależnie od skali wykazywanych przez przedsiębiorców nadużyć ze strony banków. Chodziło o bezpieczeństwo obrotu, które mogłoby doznać uszczerbku w razie wyeliminowania tych kontraktów.

Uchodzi uwadze sądów, że bezpieczeństwo obrotu doznaje uszczerbku już w chwili zawierania transakcji z nadużyciem zaufania klienta. Tymczasem gdyby wymagać od przewoźnika lub producenta mebli, by ten sprawdzał wszystkie informacje od instytucji finansowej, spowodowałoby to gwałtowny wzrost cen towarów i usług w całej gospodarce.

Jak to możliwe, że zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym legalnie spowodowały ruinę tylu przedsiębiorców?

Sądy starały się nie dostrzegać sprzeczności między zabezpieczeniem a kreowaniem ryzyka.

Przyjmowały, że transakcja zabezpieczająca stała się ryzykowna po zmianie trendów walutowych. Tymczasem umowa zakładająca rozliczenie w przyszłości wywołuje od początku ryzyko.

I o ile w przypadku sędziów takie widzenie sprawy można złożyć na karb braku przygotowania ekonomicznego, o tyle w przypadku biegłych sądowych tego rodzaju podejście świadczy o złej woli.

Banki dawały klientom do podpisania dokumenty stwierdzające, że nie będą traktowani jak doradcy. Jaką korzyść im to dawało?

Banki utrzymywały przed sądami, że ich usługi opierały się na klauzulach umownych. Wynikało z nich, że bank nie działał jako doradca. Takie klauzule są sprzeczne z dokumentami przedstawionymi w procesie. Pokazuje on często, że propozycje zawarcia umów opcyjnych przedstawiali właśnie doradcy bankowi.

Nikt nie chce się do tego przyznać, bo w ostateczności można w niektórych sprawach dowodzić nawet oszustwa.