Rozbieżności między wersjami językowymi tego samego aktu prawnego mogą wynikać z niewłaściwie dobranych słów mających odmienne znaczenie w różnych systemach prawnych. Zdarza się też, że w aktach pojawiają się poważniejsze błędy, polegające na pominięciu słowa lub nawet fragmentu tekstu, co zazwyczaj zmienia całkowicie sens przepisu.

Prawo musi być spisane po polsku

Z taką sytuacją spotkali się polscy przedsiębiorcy transportowi niedługo po akcesji Polski do UE. Zgodnie z ówczesnym prawem unijnym obowiązek posiadania urządzenia kontrolno-rejestrującego (tzw. tachografu) nie dotyczył m.in. wykorzystywanych do przewozu osób pojazdów, których droga przebiegu nie przekraczała 50 km.

W wersji angielskiej omawiane postanowienie kończyło się zwrotem „does not exceed 50 kilometres”. W polskiej wersji językowej pominięto jednak tłumaczenie partykuły „not”, a więc polskiego „nie”, co spowodowało, iż przepis ten brzmiał „przekracza 50 km”. W konsekwencji autokary wykorzystywane do przewozu osób, których droga przebiegu przekraczała 50 km, nie były obowiązane do posiadania tachografów, a busy wykorzystywane do przewozów lokalnych już tak.

Pomyłka ta nie przeszkodziła polskim organom w nakładaniu kar na przedsiębiorców, którzy zgodnie z polską wersją językową rozporządzenia poruszali się pojazdami niepodlegającymi obowiązkowi montowania tachografów. W kilku takich przypadkach decyzje głównego inspektora transportu drogowego stały się przedmiotem kontroli sądów administracyjnych, a te często opowiadały się po stronie przedsiębiorców.

Firma nie odpowiada za błędne tłumaczenie

W uzasadnieniu podejmowanych wyroków sądy przypominały, iż w świetle utartej linii orzeczniczej Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS – obecnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej – przyp. red.) nie jest możliwe powoływanie się wobec jednostki na przepisy prawa unijnego przez organy państwa członkowskiego, jeżeli przepisy te nie zostały opublikowane w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej w języku tego państwa (por. m.in. wyrok ETS z 11.12.2007 ws. Skona-Lux, sygn. C-161/06; z 12.5.2011 ws. Polska Telefonia Cyfrowa sp. z o.o., sygn. C-410/09). Zdaniem polskich sądów możliwość powoływania się na przepisy unijne wykluczona jest nie tylko w przypadku braku publikacji w ogóle, ale również w przypadku publikacji wadliwej.

Sąd w jednej ze spraw stwierdził, iż nie można zarzucić skarżącemu, że nie zastosował się do prawidłowej wersji rozporządzenia. Działał on bowiem w zaufaniu do treści przepisu w polskiej wersji językowej. Nie powinien ponosić odpowiedzialności za błędne tłumaczenie tego aktu prawnego, bo to na wspólnotowej administracji ciążył obowiązek udostępnienia całego dorobku wspólnotowego we wszystkich językach urzędowych Unii (por. wyrok WSA w Warszawie, sygn. VI SA/Wa 2469/08, podobnie VI SA/Wa 1030/08).

Orzeczenia te pozwalają polskiemu przedsiębiorcy na uchylenie się od odpowiedzialności za naruszenie przepisów, z którymi we właściwym dla siebie języku nie mógł się zapoznać lub które mają w rzeczywistości inną treść niż ogłoszona po polsku. Tym bardziej że jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w jednym z ostatnich wyroków, polska administracja ma wynikający z Konstytucji RP obowiązek stosowania prawa UE w języku polskim (por. wyrok NSA z 4.10.2011, sygn. I GSK 561/10)

Kłopoty z terminologią w prawie krajowym

Sytuacje, w których w danej wersji aktu prawnego pomija się fragment tekstu, są rzadkie. Jednak często zdarzają się przypadki, że przepis prawa UE zawiera zwroty, których znaczenia nie można ustalić wprost przez odwołanie się do terminologii prawa krajowego lub krajowego dorobku doktryny i orzecznictwa.

Trybunał Sprawiedliwości stoi na stanowisku, że co do zasady takie ustalanie znaczenia przepisów UE nie powinno mieć miejsca. W wielu orzeczeniach ETS podnosił, że w przypadku braku wyraźnego odesłania do prawa państwa członkowskiego w celu ustalenia znaczenia danego przepisu unijnego jego treści należy nadać wykładnię niezależną od prawa krajowego i jednolitą w całej Unii. ETS uznał, że tylko to będzie służyć realizacji zasady równości podmiotów wobec prawa (por. wyrok ETS z 27.1.2008 ws. Junk, sygn. C-188/03 i inne tam przywołane).

Nie zawsze da się stosować akt UE bez porównania z innymi wersjami językowymi