Kupując żelazko czy robot kuchenny, zazwyczaj po prostu idziemy do sklepu i wybieramy, co nam się podoba i na co nas stać. Wybierając piec do ogrzewania domu, zasięgniemy już jednak rady specjalistów, gdyż może się okazać, że zaproponują nam oni technologię grzewczą, o której zwyczajnie nie mamy pojęcia.

Niestety zasada ta nie obowiązuje przy zakupach publicznych. Chociaż dla bardziej skomplikowanych zamówień przewidziano specjalne tryby: negocjacje z ogłoszeniem i przede wszystkim dialog konkurencyjny. Urzędnicy prawie z nich nie korzystają. A właśnie one pozwoliłyby im przed podjęciem decyzji zorientować się, jakie rozwiązania może im zaoferować rynek.

Obydwa te tryby stanowią zaledwie 0,16 proc. ogłoszeń publikowanych w Biuletynie Zamówień Publicznych. Przy zamówieniach na wyższą kwotę od tzw. progów unijnych jest nieznacznie lepiej, bo stanowią one 1,12 proc. ogłaszanych postępowań. Do średniej unijnej jest nam jednak bardzo daleko. Jak wynika z raportu Komisji Europejskiej, aż 8 proc. zamówień w UE jest udzielane w trybie umożliwiającym konsultacje między zamawiającym a firmami.

Dzięki tym konsultacjom możliwe jest kupowanie technologii innowacyjnych, z których istnienia urzędnicy mogą nawet nie zdawać sobie sprawy. Ma to kolosalne znaczenie np. w przetargach na sprzęt medyczny, usługi informatyczne, a nawet przy robotach budowlanych. Może się bowiem okazać, że oczyszczalnię ścieków powinno się wybudować w zupełnie inny, niż początkowo zakładano, sposób, stosując nową, nieznaną jeszcze kilka lat wcześniej technologię uzdatniania ścieków.

Strach przed kontrolą

Jakie są powody niechęci do korzystania z tych trybów?

– Jednym z głównych może być strach przed kontaktem z wykonawcami. Wolimy procedury, gdzie kontakt ten jest ograniczony do minimum – mówi Jacek Sadowy, prezes Urzędu Zamówień Publicznych.

– Niestety odbywa się to ze szkodą dla efektywności. Nie twierdzę, że powinniśmy na siłę dążyć do średniej unijnej. Dla wielu zamówień przetarg nieograniczony będzie najlepszym trybem. Jednak są takie sfery, w których stosowanie tego trybu ogranicza możliwości złożenia oferty najlepszej, jaka dostępna jest na rynku – dodaje.

Podobnie sytuację oceniają także inni eksperci.

– Urzędnicy boją się, że zostaną posądzeni o nieczystą grę. Już same nazwy trybów: negocjacje i dialog, kojarzą się z czymś nie do końca czystym, przejrzystym. Negocjacje są poufne, toczą się za zamkniętymi drzwiami i nie wiadomo, czy nie pojawi się po nich zarzut, że zamawiający dogadał się z wykonawcą – wyjaśnia Przemysław Szustakiewicz z Katedry Prawa Administracyjnego Uczelni Łazarskiego.

I wskazuje, że innym powodem może być strach przed tym, co nowe. Pokutuje myślenie, że lepiej kupić coś, co już istnieje i się sprawdziło, niż zamawiać coś, o czym nikt jeszcze nie słyszał.

Technologie się rozwijają

Efekty takiego podejścia negatywnie odbijają się na polskiej gospodarce. Administracji publicznej powinno zależeć na wspieraniu innowacyjności nie tylko dlatego, że dzięki temu kupi coś, co będzie działać lepiej, taniej i dłużej. Liczy się też jej wpływ na rozwój przedsiębiorczości w kraju. Wartość rynku zamówień publicznych oszacowano w minionym roku na 167 mld zł. Nawet gdyby tylko niewielka część tej kwoty trafiła do innowacyjnych firm, wydatnie wsparłaby ich rozwój.

– Kupując komputery dla sekretarek, oczywiście lepiej jest zastosować konwencjonalne procedury. Jednak planując skomplikowane i duże inwestycje teleinformatyczne, warto skorzystać z dialogu konkurencyjnego – mówi Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

– Dzięki niemu przedsiębiorcy mogą wyjaśnić zamawiającemu, że to, co pierwotnie zakładał, lepiej osiągnąć w inny sposób. W mojej branży jest to szczególnie ważne, gdyż rozwija się ona tak szybko, że to, co dzisiaj jest zamawiane, po zainstalowaniu może już być przestarzałe – dodaje.

Innym problemem jest stosowanie ceny jako jedynego kryterium oceny ofert. To również nie sprzyja innowacyjności. Urządzenia czy usługi najbardziej zaawansowane technologicznie rzadko kiedy są najtańsze. Często jednak są bardziej efektywne. Właśnie z tego powodu w trybie dialogu konkurencyjnego przepisy wprost wymagają zastosowania kryteriów innych niż cena.