Przeprowadzona przed czterema laty gruntowna reforma instytucji ławników doprowadziła do ograniczenia ich udziału w orzekaniu. Nieomal zniknęli oni z sądów rejonowych, a na wokandzie wywieszonej na drzwiach sal rozpraw ich nazwiska pojawiają się tylko w sprawach z zakresu prawa pracy i w niektórych rodzinnych.

W efekcie pojawiają się już głosy, nawet zwolenników ograniczania roli ławników, że zmiany być może poszły o jeden most za daleko.

Co więcej, niektórzy spośród sędziów, którzy na co dzień mają kontakt ze zreformowaną wersją wymiaru sądownictwa, tzn. orzekają w jednoosobowych składach, stwierdzają, że przydałby się im ktoś, z kim mogli omówić dany przypadek.

– Jednak czy jest nad czym płakać – zastanawia się z kolei radca prawny Piotr Czachorowski z Kancelarii Radców Prawnych Czachorowscy. – Z mojego doświadczenia wynika, że prawie na każdym etapie postępowania większość ławników uchyla się od aktywnego udziału w sprawie, nie zadaje pytań przesłuchiwanym uczestnikom postępowania – dodaje. Zdaniem Czachorowskiego sporadyczne angażowanie się ławników w proces sądowy jest efektem braku wiedzy prawniczej, która uniemożliwia im ustalenie stanu faktycznego rozpoznawanej sprawy.

Z kolei adwokat Ewa Zaremba z Kancelarii Zaremba i Wspólnicy zwraca uwagę na niekorzystne zmiany, jakie zaszły w ostatnich latach w składzie zawodowym ławników. Przeważają wśród nich renciści, emeryci i bezrobotni, których bardziej interesuje powiększenie skromnych dochodów niż aktywny udział w rozpoznawanej sprawie, w której orzekają.

Niestety po części winne są temu przepisy. Ustawa – Prawo o ustroju sądów powszechnych nie określa bowiem, jakie kompetencje powinien posiadać kandydat na ławnika. Wiadomo tylko, że musi mieć co najmniej średnie wykształcenie, wiek w granicach od 30 do 70 lat, a gdy orzeka w sprawach z zakresu prawa pracy, to powinien również znać sprawy pracownicze.

Temat ławników w sądach wraca co cztery lata – gdy rozpoczyna się ich nowa kadencja. Zaczyna się analizowanie: czy ławnik jest potrzebny? Czy to właściwa sytuacja, gdy ma on głos tak samo ważny, jak sędzia, a co więcej może sędziego przegłosować? Czy ławnicy we właściwy sposób wpływają na orzecznictwo? Za każdym razem wymiana poglądów daje jednak zbliżone efekty. Zasadniczych zmian zaś nie ma.

Ławnik jest instytucją znaną w wielu krajach. W niektórych nosi on tytuł przysięgłego i orzeka tylko o winie, w Polsce jest pełnoprawnym członkiem składu sądu. Na ogół ławnicy czy przysięgli orzekają jedynie w sprawach poważniejszych, często tylko w sprawach karnych i o najcięższe przestępstwa. Tak jest np. w systemie anglosaskim. Polski ustawodawca też ograniczył zakres orzekania ławników. Tam, gdzie o rozstrzygnięciu sądu decydują tylko kwestie prawne, wydaje się to decyzją słuszną. Nie ma ławników w sprawach cywilnych czy gospodarczych. Pozostali ławnicy w sprawach z zakresu prawa pracy, tyle że nie ma tu zbyt wielu chętnych i regularnie są braki w obsadzie. Widocznie sprawy te dla zwykłych obywateli, którzy są skłonni zasiadać w sędziowskich ławach, są nieciekawe w potocznym rozumieniu. Więcej chętnych jest do orzekania w sprawach rodzinnych i tu ze skompletowaniem ławników nie ma problemów.

W sprawach karnych wykazywane jest niezdecydowanie prawodawców. W roku 2007 ograniczono znacznie zakres spraw, w których orzekają ławnicy; pozostali oni tylko w sprawach o zbrodnie (czyny zagrożone karą nie niższą niż 3 lata pozbawienia wolności) rozpoznawanych przez sądy okręgowe. Jednocześnie zalecono wybrać na rozpoczynającą się wówczas kadencję (która teraz się kończy) taką samą liczbę ławników, jak poprzednio, wskutek czego ich liczba stała się nadmierna. Obecnie pojawiły się projekty, aby do niektórych spraw ławników przywrócić, mowa o wszystkich sprawach karnych rozpoznawanych przez sądy okręgowe. Byłoby to wycofanie się z decyzji sprzed czterech lat. Należy więc przede wszystkim oczekiwać, że sytuacja w tym względzie zostanie ustabilizowana i nie będzie ciągłych zmian prawa.

Ławnikom należałoby stawiać możliwie najwyższe wymagania i eliminować spośród nich osoby przypadkowe, które chcą dorobić sobie biorąc udział w orzekaniu. Takie przypadki zdarzały się np. w roku 2003, kiedy to rozpropagowano rolę ławnika jako sposób na uzyskanie dodatkowego zarobku. Zgłosiło się wówczas wielu kandydatów, którzy nie nadawali się do tej roli. Wybór był więc trudny, a często nietrafny, bo w ówczesnej kadencji rezygnacji z funkcji ławnika było bardzo dużo. Obecnie nie ma już przekonania, że bycie ławnikiem to łatwy zarobek.

To jest tylko część artykułu, zobacz pełną treść w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej: Tylko niedouczony ławnik jest zmorą sędziego.