Tego typu instrukcje nie będą mogły być rozpowszechnianie także za pomocą filmików w internecie. Za popełnienie tego przestępstwa grozić będzie kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Nowe regulacje mogą doprowadzić do powstania absurdalnej sytuacji. Podczas gdy dziennikarze z pism naukowych będą musieli bardzo uważać, by nie zdradzić czytelnikom, jak zrobić ładunek wybuchowy, informacje o konstruowaniu bomb nadal można będzie zdobyć bez problemu w sieci.

Karanie dziennikarzy

Redaktor naczelna „Wiedzy i Życia” Elżbieta Wieteska wyjaśnia, że teksty do publikacji już dziś są starannie dobierane. Redakcja czuwa, aby czytelnik nie znalazł w czasopiśmie takich instrukcji.

– Mamy co prawda dział dotyczący eksperymentów, które można robić samodzielnie. Wybieramy do niego jednak tylko takie doświadczenia, przy wykonywaniu których nie można zrobić krzywdy ani sobie, ani nikomu innemu – wyjaśnia redaktor naczelna.

Dodaje, że informacje publikowane w pismach popularnonaukowych dobierane są najczęściej tak, by nie wystarczyły do skonstruowania ładunku wybuchowego.

Nowe przepisy teoretycznie nie powinny zaszkodzić redakcjom pism naukowych. Według nich karze będzie podlegać bowiem tylko ta osoba, która publikując instrukcję, jak zrobić bombę, będzie chciała pomóc terrorystom dokonać ataku.

– Samo zamieszczenie instruktażu nie będzie jeszcze przestępstwem. Chodzi o to, by rzeczywiście ktoś z tego skorzystał – uspokaja Jerzy Kozdroń, który pełnił funkcje posła sprawozdawcy w czasie sejmowych prac nad nowelą.

Publikując artykuł nigdy nie można mieć jednak pewności, do czego czytelnik wykorzysta zdobytą w ten sposób wiedzę. Pewne jest jednak, że w sytuacji, gdy członkowie redakcji za pośrednictwem publikowanych tekstów rzeczywiście ułatwią dokonanie ataku terrorystycznego, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

– W takim wypadku ukarany zostanie dziennikarz, który jest autorem tekstu. Zgodnie z prawem prasowym do odpowiedzialności można także pociągnąć redaktora naczelnego, który odpowie jak za przestępstwo nieumyślne – wyjaśnia dr Michał Zaremba, specjalista od prawa prasowego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Nieskuteczne przepisy

Bez względu na to, czy prasa zrezygnuje z tekstów o materiałach wybuchowych, czy nie, podobne treści i tak będzie można bez problemu znaleźć w sieci. Autorzy, którzy wrzucili kilka lat temu do internetu podobne instrukcje, nie będą musieli ich usuwać. A wszystko dlatego, że nawet po wejściu w życie nowelizacji internautów nie będzie można pociągnąć do odpowiedzialności karnej.

– Wynika to z tego, że prawo nie działa wstecz – wyjaśnia prof. Marian Filar.

Ta zasada wywodzi się z kodeksu karnego. Zgodnie z nim nie można karać za czyn, który w momencie jego popełnienia nie był zabroniony. Co więcej każdy ma prawo podejmować działania, które nie są w danym momencie zakazane.

– Obywatel nie musi analizować, czy w bliższej bądź dalszej przyszłości jego czyn zostanie uznany za niedozwolony – dodaje Zbigniew Roman, adwokat prowadzący własną praktykę.

Przez to, że prawo nie działa wstecz, na podstawie nowych przepisów nie będzie można ukarać także osoby, której instrukcje posłużą do skonstruowania bomby przez terrorystę w przyszłości.