Brak odpowiedzialności

Osobom inwestującym w sztukę szczególnie zależy na posiadaniu oryginalnego dzieła. W sytuacji jednak, gdy nabyty obiekt okaże się falsyfikatem, pomimo posiadania pozytywnej opinii, osobie pokrzywdzonej ciężko odzyskać utracone pieniądze od nierzetelnego eksperta. Przed sądem w pierwszej kolejności trzeba mu udowodnić złą wolę oraz świadomą działalność na szkodę klienta. A to jest niezwykle trudne. Poza tym samo postępowanie może się okazać kosztowne i długotrwałe. Będzie bowiem trzeba m.in. ponieść koszty rzeczoznawcy. Sytuacji nie ułatwia fakt, że ubezpieczenie OC dla tej grupy zawodowej jest nieobowiązkowe.

Pracownicy muzeów

Dlatego też osoby zainteresowane kupnem rzeźby czy obrazu nie powinny pochopnie podejmować decyzji. Tacy inwestorzy muszą ostrożnie podchodzić do dokonywania zakupów przez internet, od osób prywatnych czy na bazarach. Zdaniem ekspertów stosunkowo mało fałszywych obiektów znajduje się natomiast w obiegu galeryjnym. Tam jako eksperci pracują głównie byli pracownicy muzeów. I to właśnie oni cieszą się w branży największym zaufaniem.

– Osobom pracującym w muzeach zakazuje się jednak wydawania ekspertyz czy pisania jakichkolwiek opinii dla podmiotów rynkowych. Jest to palący problem występujący na rynku sztuki – mówi Konrad Szukalski ze Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich.

Podkreśla, że wolny rynek w Polsce działa dopiero 20 lat i nie zdążyła się jeszcze wykształcić generacja ekspertów, która nie byłaby związana z muzeami. Osoby kończące historię sztuki nie miały jeszcze gdzie zdobyć doświadczenia, nie posiadają także przygotowania do wydawania profesjonalnych opinii.

Muzea natomiast zabraniają swoim pracownikom wydawania opinii, powołując się na art. 34 ustawy o muzeach oraz kodeks etyczny muzealnika (ICOM), który podnosi kwestię konfliktu interesów. Podkreśla się również, że błędnie wydana opinia przez muzealnika mogłaby nadszarpnąć autorytet muzeum.

Skala problemu

W rzeczywistości nie można ustalić skali problemu i wskazać, jak dużo dzieł będących falsyfikatami, a posiadających ekspertyzy autentyczności znajduje się w obrocie. Wynika to z tego, że nabywcy podrobionych dzieł nie informują o tym policji. Nie chcąc być stratnymi, ponownie wprowadzają obiekt do obrotu, narażając się tym samym na odpowiedzialność karną. Ich działanie może zostać zakwalifikowane jako oszustwo – art. 286 kodeksu karnego, za które grozi kara nawet do ośmiu lat więzienia.

Jeżeli policji nawet uda się zarekwirować falsyfikaty, to nie wiadomo, co należy z nimi zrobić. Brak jest bowiem odpowiednich przepisów. Prawo stanowi wyraźnie, co zrobić z podrobionymi ubraniami czy sprzętem elektronicznym. Policja często udostępnia filmy, na których widać stosy płonących podróbek rodem z Chin. Czy jednak podobnie należałoby postąpić z falsem dość nagminnie podrabianego dziś Sasnala? W doktrynie trwa na ten temat dyskusja.