Leges bonae ex malis moribus procreantur (dobre prawa rodzą się ze złych obyczajów) – mawiali Rzymianie, a któż lepiej od nich rozumiał funkcję prawa i głębiej czuł jego ducha. Wyjąwszy przepisy o charakterze czysto technicznym, regulacja prawna przychodzi w sukurs zwykle dopiero wtedy, kiedy zawodzi praktyka dobrego obyczaju – to znaczy, gdy przyjęty obyczaj jest rozumiany opacznie albo w ogóle szkodliwie zanika.
Chyba właśnie dlatego, że dopóki zasadniczo nie jest podważana praktyka funkcjonowania państwa brytyjskiego wzniesiona na odwiecznych zwyczajach i obyczajach życia parlamentarnego i publicznego, dopóty nie jest konieczne napisanie brytyjskiej konstytucji, która przecież jest, materialnie obowiązuje i funkcjonuje w sposób ciągle godny pozazdroszczenia, będąc ważnym punktem odniesienia także dla państw, które konstytucje pisane mają.
W ostatnim czasie byliśmy o krok od ryzykownego przekroczenia pewnej granicy wyznaczającej przestrzeń swobody zachowania osoby publicznej. Na szczęście bohaterka tej burzy w szklance wody w porę cofnęła się przed linią demarkacyjną między tym, co przyzwoite, a tym, co nieprzyzwoite. Przez czas jakiś ustawodawca może więc spać spokojnie, pozwalając realnym piastunom władzy zająć się tym, co naprawdę najbardziej lubią – czyli kampanią wyborczą.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.