Wiem, że teoretycznie sądy są niezależne, ale dotyczy to tylko podejmowanych wyroków, a nie samej struktury i organizacji, która należy do strefy państwa. Gdyby tak nie było, zadania ministra sprawiedliwości zostałyby mocno ograniczone. Dlaczego zatem sądy w Polsce działają w tak beznadziejny sposób? Nie oceniam jakości decyzji, lecz czas ich podejmowania oraz liczbę spraw, które są kierowane do ponownego rozpatrzenia.
Sędziowie naturalnie powiedzą natychmiast, że mają za mało pieniędzy. Nie wiem, może sądy nie są dostatecznie wyposażone, ale pobory sędziów są znakomite. Sędzia wyższego stopnia zarabia ponad 10 tysięcy, czyli dwa razy tyle, ile otrzymuje profesor zwyczajny i tytularny. Więcej niż prokuratorzy, mniej więcej tyle, ile niedopłacani posłowie i senatorzy. Ten argument zatem odpada mimo licznych utyskiwań, ale kto by nie chciał więcej zarabiać?
Miałem ostatnio do czynienia ze sprawami dwóch małych fundacji. Otóż odpowiednie sądy rejestrujące i potem uzupełniające rejestry działają tak, jakby zsyłano tam najgorszych sędziów (pewnie rzeczywiście tak jest), bo albo bez końca czepiają się nie wiadomo czego, albo – drugi przypadek – po podjęciu decyzji pozytywnej już dwa miesiące czekamy na odpowiednie pismo z sądu. To jest nie do pojęcia. Nie do pojęcia jest też tempo prowadzenia spraw karnych lub cywilnych, czasem zupełnie banalnych, kiedy to np. wszyscy zgadzają się na sądowe ustanowienie własności i decyzja powinna zapaść po dziesięciu minutach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.