W ostatnią środę Trybunał Konstytucyjny uratował i podstawowy ład architektoniczny kraju, i nasze prawo do reagowania na psucie widoku z naszego okna.
Dzięki orzeczeniu TK pozwolenia na budowę nie zostaną zastąpione zawiadomieniami o zamiarze jej rozpoczęcia. Bo czyż nie stałby się powszechną praktyką brak reakcji organów administracji na zgłoszenia, czyli udzielanie milczących zgód na rozpoczynanie wszelkich inwestycji? I nie miałoby wówczas znaczenia, czy Iksiński, budując wedle własnych upodobań, szanowałby prawa Igrekowskiego, właściciela sąsiedniej nieruchomości. O tym bowiem, że coś powstaje tuż za płotem, mógłby się nieborak dowiedzieć dopiero po postawieniu murów, bez możliwości zaprotestowania, mimo że inwestycja sąsiada zmniejszyłaby i wartość użytkową, i rynkową jego działki, domu czy mieszkania. Tymczasem zgodnie z obowiązującymi przepisami (teraz prezydent nie będzie mógł podpisać nowelizacji prawa budowlanego) badane jest nie tylko spełnienie formalnych przesłanek przez inwestora, lecz także właściciele sąsiednich nieruchomości mogą skarżyć wydane decyzje instancja po instancji, do sądu administracyjnego włącznie.
Nie będzie też możliwa zgodna z prawem kpina z prawa, którego jedni przestrzegali, a inni broń Boże, bo pewnie było ich zdaniem przed 1995 rokiem niesłuszne. Nie dostaną więc niesubordynowani nagrody w postaci legalizacji samowoli budowlanej sprzed piętnastu i więcej lat.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.