Choć nie doczekaliśmy się i pewnie nieprędko doczekamy czegoś w rodzaju oddzielnej ustawy o książkach, istnieje kilka przepisów na ich temat rozrzuconych po różnych aktach normatywnych. Niektóre odnoszą się bezpośrednio do publikacji, inne mają charakter szerszy i regulacje dotyczące działalności wydawniczej trzeba z nich dopiero wyinterpretować. Poniżej znajduje się kilka uwag na temat tego, co na poszczególnych egzemplarzach pojawić się może, a co musi.

Zacznijmy od pojawiających się na zdecydowanej większości książek literek ISBN, po których następuje cały ciąg cyfr. Co to takiego? ISBN to skrót od angielskich słów International Standard Book Number (czyli Międzynarodowy Znormalizowany Numer Książki). Jest niepowtarzalnym identyfikatorem wydawcy i poszczególnych jego książek. Numer ów należy umieścić na odwrocie strony tytułowej i na czwartej stronie okładki.

Skąd wydawca ma wiedzieć, jaki numer mu przysługuje? W Polsce nadawaniem ISBN zajmuje się Biblioteka Narodowa. Wydawcę nic to nie kosztuje. Potem należy tylko powiadamiać ją o każdym kolejnym tytule. Kiedy pula identyfikatorów kończy się, trzeba wystąpić o przyznanie kolejnych. Warto pamiętać, że odrębne ISBN muszą mieć zupełnie różne dzieła, ale i kolejne wydania tego samego tytułu. (Przykład: wydawca sprzedał cały nakład pierwszego wydania popularnej książki kucharskiej. Przygotowany został drugi, liczniejszy i wzbogacony o kilka nowych przepisów kulinarnych. To drugie wydanie należy opatrzyć kolejnym ISBN, nie wolno powielać poprzedniego).

Co ciekawe, przynależność do systemu ISBN nie jest obowiązkowa. Na rynku ze świecą jednak szukać książek, które ISBN nie mają. Dlaczego? Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Pierwsza – a jakże – podatki. Otóż jedynie opatrzenie książki tym numerem uprawnia wydawcę do skorzystania z pewnych przywilejów w sferze podatku od towarów i usług. Do niedawna sprzedaż tak oznaczonych książek podlegała bardzo korzystnej dla sprzedawców stawce 0 proc. Obecnie (pomijając wiele pozycji wydanych przed 2010 r., bo te korzystają do końca kwietnia br. z okresu przejściowego) stawka ta skoczyła do 5 proc. – ale to przecież ciągle o wiele mniej niż podstawowe 23 proc. Warunek pozostał ten sam: musi być ISBN. Jest i druga przyczyna popularności: na podstawie ISBN tworzone są kody kreskowe książek, tak popularne w handlu i logistyce. Przydatność ISBN wynika wreszcie i z jego rozpowszechnienia. Na całym świecie wykorzystuje się go bowiem do identyfikacji zamówień, monitorowania sprzedaży, zarządzania tantiemami itp.

Czy na każdym egzemplarzu musi znaleźć się imię i nazwisko osoby, która ją napisała? W zasadzie tak – chyba że ona sama tego nie chce. Zgodnie z prawem to autor decyduje o tym, czy dzieło ma ukazać się pod jego nazwiskiem, pseudonimem czy w ogóle anonimowo.

Na wielu książkach, na ogół gdzieś na początkowych stronach, pojawia się literka C umieszczona w okręgu, a przy niej z reguły jakieś imię i nazwisko oraz data. Fachowo zwane są one notą copyrightową. Na ogół kojarzymy ten symbol z prawem autorskim, ale cóż on tak naprawdę oznacza? Otóż znak ten stanowi próbę ujednolicenia ochrony twórców na poziomie międzynarodowym. W uproszczeniu chodzi o to, że państwa, w których dla ochrony takiej wymagana jest rejestracja utworu, powiadomienie, opłata itp. formalności – godzą się z faktem, iż zamiast pokonywania owych procedur, wystarczy opatrzyć dzieło notą. Umieszczanie jej nie jest obowiązkowe, ale przydatne, i wydawcy generalnie z tej możliwości korzystają.

Nie można wreszcie zapomnieć o tym, że na każdej książce powinna znaleźć się jej cena. Dotyczy to wszystkich egzemplarzy przeznaczonych do sprzedaży detalicznej.

Podstawa prawna

Załącznik 10 do ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Dz.U. z 2004 r. nr 54 poz. 535 ze zm.).

Art. III Powszechnej konwencji o prawie autorskim (Dz.U. z 1978 r. nr 8, poz. 28).

Art. 12 ust. 1 ustawy o cenach (Dz.U. z 2001 r. nr 97, poz. 1050 ze zm.).