Kilka dni temu wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski alarmował, że unieważnianie wyborów grozi destabilizacją wielu gmin. Na Mazowszu w kilkudziesięciu gminach i w kilkunastu powiatach przewodniczący rad głosowali na siebie.

Właśnie Kozłowski kilka dni temu unieważnił decyzję Rady Warszawy o odwołaniu przewodniczącego rady dzielnicy Rembertów Michała Kaczyńskiego z PO. Miał stracić stanowisko za to, że zagłosował na siebie i wygrał przewagą jednego głosu. Zdaniem rady to wbrew ustawie o samorządach gminnych i orzeczeniu NSA ze stycznia 2010 r., w którym sąd dopatrzył się interesu prawnego kandydata w objęciu funkcji przewodniczącego.

Problemy z ich formalnym uznaniem mają rady w całej Polsce. Zwycięstwo kandydata jednym głosem nie należy bowiem do rzadkości. Tak było np. w katowickiej radzie miejskiej czy radzie gminy Biłgoraj. Z kolei w Zakopanem podczas wyboru starosty tatrzańskiego Andrzeja Gąsienicy-Makowskiego nie wiadomo było, czy powinien on brać udział w głosowaniu. Po prawniczych przepychankach kandydat ostatecznie zagłosował, wygrywając stosunkiem głosów 10 do 9.

Samorządowcy przyznają, że niejasne reguły głosowania mogą w dalszym ciągu zachęcać radnych do prowadzenia politycznych rozgrywek w obrębie rady. Wątpliwości dotyczące przebiegu głosowania mogłaby wyjaśnić uchwała podjęta przez NSA (wyrok ze stycznia nie jest prawnie wiążący przy innych podobnych sprawach). Ale jak się dowiedzieliśmy, na razie nie ma jej nawet w planach.

PRAWO

Stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego

NSA zastrzega, że wyroku, na który powołała się Rada Warszawy, nie można traktować w sposób precedensowy. – Sprawa ze stycznia 2010 r. dotyczyła konkretnego przypadku i powoływanie się na nią nie jest formalnie wiążące w podobnych sprawach – tłumaczy „DGP” sędzia Janusz Drachal z NSA. – Gdyby inny skład sędziowski NSA w podobnej sprawie miał wątpliwości interpretacyjne, może się zwrócić o rozstrzygnięcie ich w składzie powiększonym w formie uchwały – dodaje. A ona byłaby już prawnie wiążąca w kolejnych tego typu sprawach.