Małgorzata Surdek

adwokat, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna

Na pewno przedsiębiorcy o dominującej pozycji muszą zachować szczególną ostrożność. Są to generalnie duże firmy mające około 40-proc.udział w tzw. rynku właściwym. Mniejsi przedsiębiorcy natomiast mogą sobie pozwolić na większą dowolność w kształtowaniu warunków współpracy z kontrahentami, ponieważ nie mają aż tak dużego wpływu na konkurencję na rynku. Z tego wniosek, że z punktu widzenia ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów firmom dominującym na rynku wolno mniej niż podmiotom mniejszym.

Nie oznacza to jednak, że dominujący przedsiębiorcy muszą udzielać wszystkim swoim kontrahentom takich samych rabatów. Mogą je zgodnie z prawem różnicować wtedy, gdy istnieje tzw. rzeczowe albo obiektywne uzasadnienie takiego postępowania. W praktyce przyjmuje się, że jest to uzasadnienie o charakterze ekonomicznym. Jeżeli np. dominujący przedsiębiorca w ciągu miesiąca kontrahentowi A sprzedaje 500 sztuk swoich wyrobów, a kontrahentowi B tylko 20 sztuk, to będzie miał podstawę do udzielenia wyższego rabatu temu pierwszemu partnerowi biznesowemu. Uzasadni bowiem tę preferencję m.in. tym, że osiąga dzięki tej współpracy znacznie wyższe zyski, wysyłka większych partii jest bardziej racjonalna pod względem kosztów transportu itp.

Najbardziej narażeni na zarzut stosowania niedozwolonych praktyk są przedsiębiorcy mający co najmniej 40-proc. udział w tzw. rynku właściwym. Z dosłownego brzemienia przepisu ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów domniemuje się, że pozycja przedsiębiorcy jest dominująca, jeżeli ma 40-proc.udział w rynku właściwym. Jest to jednak tylko domniemanie, które w praktyce można obalić. Faktycznie pozycja dominująca polega na tym, że przedsiębiorca może działać na rynku zupełnie niezależnie od konkurentów, kontrahentów czy konsumentów. Ma zatem możliwość dyktowania swoich warunków.