Już 1 grudnia wchodzi w życie Traktat Lizboński. Obywatele polscy będą więc mieli wpływ na tworzenie prawa unijnego poprzez posłów w Parlamencie Europejskim oraz – co jest nowością – przez decyzje posłów krajowych, zasiadających w Sejmie. Traktat Lizboński wzmacnia bowiem rolę parlamentów krajowych. Nałożył on na instytucje Unii obowiązek przesyłania do nich projektów aktów prawnych.

– Wypowiadając się na temat rozporządzenia, dyrektywy czy innego aktu prawnego, parlamenty krajowe muszą odpowiedzieć na pytanie, czy jest on zgodny z zasadą subsydiarności, czyli pomocniczości – tłumaczy prof. Jerzy Kranz ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. – Zasada pomocniczości każe rozstrzygać problemy na możliwie najniższym poziomie władzy – dodaje.

Każdy akt unijny powinien być również kontrolowany pod kątem zasady proporcjonalności użytych środków prawnych do celów wydawanego aktu. A zatem nasz Sejm i Senat od 1 grudnia otrzymają możliwość wstrzymywania prawa unijnego, a nawet jego blokowania. Z tym, że wtedy musi współpracować z innymi parlamentami krajowymi, gdyż sam z dwoma głosami nie będzie w stanie nic zdziałać. Najwięcej uprawnień parlament uzyskuje przy decydowaniu o przepisach dotyczących przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości. Posłowie zyskują więc możliwość wpływania na politykę wizową wobec obywateli państw trzecich, prawo azylu czy polityczną kontrolę Europolu i Eurojustu (które zajmują się współpracą policyjną i prokuratorską w UE).

Nasz parlament uczestniczyć będzie także w procedurze zmiany traktatów. Umożliwia to skład Konwentu, który decyduje o poprawkach. Złożony jest on z przedstawicieli parlamentów narodowych, szefów państw lub rządów państw członkowskich.

– Wobec przerzucenia na krajowych posłów części zadań opiniodawczych parlamenty krajowe muszą działać sprawnie i szybko – mówi prof. Jerzy Kranz. Jego zdaniem do tego potrzebny jest im kompetentny zespół ekspertów.

1 grudnia od tej daty Sejm i Senat będą mogły wstrzymać lub blokować prawo unijne