Istnieje ryzyko, że kilkadziesiąt tysięcy ślubów cywilnych, pośrednio także kościelnych oraz aktów stanu cywilnego może zostać unieważnionych przed sądami powszechnymi. Wszystko przez niewłaściwe powołanie kierowników urzędów stanu cywilnego i ich zastępców.

Konieczna abolicja

Resort spraw wewnętrznych i administracji chce temu zapobiec. Przygotował projekt nowelizacji ustawy z 1986 r. Prawo o aktach stanu cywilnego (Dz.U. z 2004 r. nr 161, poz. 1688 oraz z 2007 r. nr 21, poz. 125 i nr 181, poz. 1287), który legalizuje z mocą wsteczną czynności dokonywane przez wadliwe powołanych kierowników USC. Z proponowanego art. 4 wynika, że czynności dokonane przez kierowników USC i ich zastępców powołanych bez wymaganych konkursów będą uznane za dokonane przez uprawniony organ. Chodzi o działania urzędników od 7 sierpnia 2005 r. do dnia wejścia w życie nowelizacji.

Głównym powodem wprowadzenia abolicji jest liczba wadliwie powołanych kierowników (zastępców) USC. Okazało się, że jest ich 357. Unieważnienie małżeństw przed sądami może oznaczać lawinę roszczeń odszkodowawczych wobec organów administracji winnych zaniedbań. Resort chce więc jednym przepisem przeciąć wątpliwości prawne.

Według Elżbiety Michałowskiej-Dec, sędzi z Sądu Okręgowego w Lublinie, pod względem moralnym i ekonomicznym abolicja jest uzasadniona, zwłaszcza że w grę wchodzi ważność wielu małżeństw.

- Natomiast pod względem prawnym abolicja musi budzić poważne wątpliwości - wskazuje sędzia. Według niej dotychczasowe przepisy nie przewidują uzdrowienia tak szczególnej czynności jak jak małżeństwo.

- Przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego ściśle określają, że oświadczenia przyszłych małżonków muszą być złożone przed kierownikiem USC. Jest to przesłanka zawarcia małżeństwa. Złożenie oświadczeń przed innym pracownikiem USC, bo tak należy traktować wadliwie powołanych kierowników, oznacza, że małżeństwo nie istnieje w świetle prawa. Zatem każda osoba może wystąpić z powództwem o ustalenie nieistnienia małżeństwa - wskazuje sędzia Elżbieta Michałowska-Dec.

Nadzwyczajne okoliczności

Abolicję usprawiedliwia jednak wielu prawników. Ich zdaniem, wynika ona z ostrożności i chęci jednorazowego przecięcia wątpliwości dotyczących ważności małżeństw.

- W sytuacji, gdy tego rodzaju zabieg wzmacnia ochronę praw obywateli, uważam, że jest to dopuszczalne - mówi prof. Zbigniew Kmieciak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

Dodaje, że według niego przepis można rozumieć dwojako.

- Może to być sanacja tych czynności (uzdrowienie), a więc przywrócenie skutków prawnych temu, co było nieważne od początku albo też może to być potwierdzenie ważności tych czynności. Wydaje się, że chodzi raczej o potwierdzenie ważności tych czynności - wskazuje prof. Zbigniew Kmieciak.

Podobnie uważa prof. Michał Kulesza z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

- Takie rozwiązanie jest absolutnie potrzebne, zwłaszcza że wadliwe powołanie kierowników urzędów stanu cywilnego było powszechną praktyką. To jest wyjątkowa sytuacja i państwo nie może przerzucać na obywateli wątpliwości prawnych dotyczących niejasnego prawa - mówi prof. Michał Kulesza.

Ochrona małżeństw

Po stronie władz i petentów była świadomość, że kierownik USC jest prawnie umocowany do wykonywania swych funkcji.

- To nie był indywidualny błąd, jeśli nawet sam Sąd Najwyższy miał wątpliwości w tej sprawie i jego orzecznictwo było rozbieżne - podkreśla prof. Michał Kulesza.

- Uważam, że w takich przypadkach należy opierać się na zasadzie ochrony praw nabytych. W sytuacji, w której doszło do dokonania czynności rodzącej skutki prawne i nawet była wada formalna (np. brak konkursu), to przyjmuje się, że trzeba chronić interes i prawa nabyte adresata tych czynności - mówi prof. Zbigniew Kmieciak.

Ustawowa sanacja czynności może paradoksalnie wprowadzić jeszcze większe zamieszanie. Ministerstwo wprost przyznaje bowiem, że czynności można unieważnić z powodu błędów w procedurze naboru urzędnika.

- Mamy przecież sprawę Anny Streżyńskiej, prezesa UKE, która także została powołana poza konkursem. Sądy administracyjne nie uwzględniły tego typu zarzutów, opierając się na domniemaniu ważności aktu. Natomiast teraz ministerstwo daje niechcący taki sygnał, że można podważać akt ze względu na wady proceduralne związane z powołaniem danej osoby do pełnienia danej funkcji - uważa dr Krzysztof Wąsowski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Wielu prawników w przyszłości chętnie skorzysta z tego przykładu dowodząc, że akt jest nieważny, bo wydający go urzędnik był nieprawidłowo powołany.