Większość zaakceptowanych wczoraj przez Radę Ministrów rozwiązań miała obowiązywać od 1 lipca br., ale lepiej późno niż wcale. Zwłaszcza że celem najważniejszej nowości w nowelizacji prawa o ruchu drogowym jest wzmocnienie ochrony pieszych na pasach.
Reklama
Dziś pierwszeństwo ma osoba znajdująca się na pasach, podczas gdy po wejściu w życie zmian kierujący będzie musiał ustąpić pierwszeństwa także wchodzącemu na przejście. Oprócz tego kierowca, zbliżając się do zebry, będzie zobligowany do zmniejszenia prędkości.
Podobne przepisy próbowano wprowadzić już pięć lat temu, pod koniec Sejmu VII kadencji. Znamienne, że przeciwko ich wprowadzeniu opowiadał się wówczas w komisji infrastruktury zarówno Andrzej Adamczyk, obecny minister Infrastruktury, jak i Jerzy Szmit, późniejszy wiceminister, który pożegnał się już z resortem. Później wzmocnienie pozycji pieszego obiecywał nawet premier Mateusz Morawiecki w swoim exposé, projekt trafił nawet do Sejmu, ale po przeprowadzeniu pierwszego czytania ugrzązł w tamtejszej zamrażarce.
Zarówno wtedy, jak i obecnie większe przywileje pieszych dotyczyć będą tylko przejść przez jezdnię, ale już nie przez torowisko – z uwagi na to, że pojazdy szynowe mają zbyt długą drogę hamowania.
Ale coś za coś. Przyznaniu nowych praw pieszym będzie towarzyszyło też wprowadzenie nowych obostrzeń. Przede wszystkim w trakcie wchodzenia lub przechodzenia przez jezdnię albo torowisko pieszych obowiązywał będzie zakaz korzystania z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń elektronicznych – w sposób, który prowadzi do ograniczenia możliwości obserwacji sytuacji wokół. Zgodnie z rządową propozycją zakaz ten obowiązywał będzie także na jezdni poza przejściami.
Oprócz tego Rada Ministrów opowiedziała się za wprowadzeniem, również długo oczekiwanego, obowiązku zachowania bezpiecznego odstępu pomiędzy pojazdami. Co prawda już dziś art. 19 ust. 2 kodeksu drogowego stanowi, że kierujący musi utrzymać odległość niezbędną do uniknięcia zderzenia w razie hamowania pojazdu znajdującego się przed nim, ale nie jest dokładnie zdefiniowane, ile ma ona wynosić. Wielu kierowców uważa, że skoro jakimś cudem nie wbili się w tył innego auta, to znaczy, że odstęp był prawidłowy. Pomyłki skutkują kolizjami, przez które, szczególnie na trasach szybkiego ruchu, tworzą się kilometrowe korki.
Teraz bezpieczna odległość wynosić będzie połowę prędkości wyrażoną w metrach. Oznacza to, że kierowca jadący 100 km/h będzie musiał poruszać się 50 m za poprzedzającym samochodem, a 120 km/h – 60 m. Przepisy będą obowiązywać na razie na autostradach i drogach ekspresowych. Obowiązek zachowywania bezpiecznej odległości nie będzie dotyczyć przypadków, w których kierowca wykonuje manewr wyprzedzania na drogach ekspresowych jednojezdniowych.
To nie wszystko. Ministerstwo zdecydowało się na ujednolicenie limitu prędkości na obszarze zabudowanym w dzień i w nocy – będzie to 50 km/h. Obecnie w godz. 23.00–5.00 można jechać 60 km/h i nawet część policjantów z wydziałów ruchu drogowego nie widzi niczego złego w wyższych limitach w nocy, kiedy ruch i liczba pojazdów na drodze są znikome. Jednak po pierwsze jesteśmy jedynym państwem w Europie, które ma tego typu regulacje, a po drugie, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, i tak 75 proc. kierowców nie potrafi wskazać, w jakich godzinach obowiązują jakie wartości.
Wycofano się za to z pomysłu zatrzymywania prawa jazdy na trzy miesiące za przekroczenie dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h poza obszarem zabudowanym. Od pięciu lat takie obostrzenie obowiązuje w obszarze zabudowanym. Resort infrastruktury wziął pod uwagę argumenty samorządów, które wskazywały, że po prowadzeniu takich przepisów urzędnicy nie nadążą z wydaniem decyzji.
Etap legislacyjny
Projekt ustawy przyjęty przez rząd