Oskarżony o plagiat rektor Uniwersytetu Gdańskiego złożył rezygnację. Jednak choć jest to przestępstwo ścigane z urzędu, nikt nie pali się do zainicjowania postępowania karnego.
Chodzi o dr. hab. Jerzego Gwizdałę, który tuż przed inauguracją roku akademickiego złożył rezygnację. Oficjalnie z powodów zdrowotnych, jednak prawdziwą przyczyną był skandal plagiatowy. Już pod koniec ubiegłego roku Kancelaria Prezydenta, w ramach postępowania o nadanie Gwizdale tytułu profesorskiego, została zaalarmowana o nierzetelności naukowca. Prezydent zwrócił się więc do Polskiej Akademii Nauk o zbadanie, czy rzeczywiście w pracy naukowej rektora UG doszło do naruszenia prawa autorskiego. W efekcie unieważniono postępowanie profesorskie, bo komisja ds. etyki w nauce PAN stwierdziła, że w artykule pt. „Metoda szacowania VaR w zarządzaniu ryzykiem banku” znajdują się liczne zapożyczenia całych fragmentów z pracy Katarzyny Kuziak pt. „Koncepcja wartości zagrożonej VaR (Value at Risk)”.
Z urzędu znaczy nieprędko
Pomimo tego w kwietniu społeczność Uniwersytetu Gdańskiego ponownie wybrała Jerzego Gwizdałę na stanowisko rektora. Jednak po wstrzymaniu profesury dorobkowi naukowemu rektora postanowił przyjrzeć się prof. Marek Wroński, który na łamach czasopisma „Forum Akademickie” zajmuje się tropieniem plagiatów. Wykazał on, że rektor dokonywał takich „zapożyczeń” także od innych autorów. Jeden z poszkodowanych autorów, dr Błażej Kochański z Politechniki Gdańskiej, zamieścił nawet w internecie 11-stronicowe zestawienie swojej pracy doktorskiej z artykułem Gwizdały, w którym jak na dłoni widać, że skopiowano całe akapity. Sprawę opisały też lokalne media, w efekcie czego rektor ustąpił.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.