Nowelizacja kodeksu postępowania cywilnego, której zasadnicza część weszła w życie 7 listopada ub.r. (Dz.U. z 2019 r. poz. 1469), zmieniła zasady rozpoznawania środków odwoławczych. Ograniczono liczbę tych badanych przez sąd wyższej instancji, wprowadzając rozbudowany katalog tzw. zażaleń rozpoznawanych poziomo, czyli przez inny skład sądu tej samej instancji. Wszystko po to, by przyspieszyć postępowanie, a także ograniczyć koszty wymiaru sprawiedliwości.

Rozszerzając zakres stosowania zażaleń poziomych, ustawodawca wychodził z założenia, że jest to instytucja „stosowana, okrzepła i niesprawiająca kłopotów orzeczniczych”. Jednak wraz ze zmianą tak dużej części przepisów kodeksu, dotychczasowe orzecznictwo częściowo siłą rzeczy straciło na aktualności.

Jeden czy trzech?

Tak jest np. z kwestią rozpoznawania zażalenia w postępowaniu uproszczonym. Sąd Okręgowy w Krakowie, rozpoznając zażalenie na umorzenie postępowania, stanął przed dylematem, w jakim składzie powinien je rozpoznać. Jednego sędziego czy trójkowym.

Przed zmianą przepisów też istniała taka wątpliwość, lecz została rozstrzygnięta w uchwale Sądu Najwyższego o sygn. akt III CZP 61/01. SN stwierdził wówczas, że sąd rozpoznaje zażalenie w składzie jednego sędziego.

Jednak w obecnym stanie prawnym w art. 397 par. 1 k.p.c. znalazła się regulacja dotycząca składu sądu drugiej instancji w postępowaniu zażaleniowym. Przepis stanowi obecnie, że sąd rozpoznaje zażalenie na posiedzeniu niejawnym w składzie trzech sędziów.

– Nadto bezpośredniej podstawy do przyjęcia jednoosobowego składu sądu rozpoznającego zażalenie wniesione w postępowaniu uproszczonym nie można znaleźć w przepisach regulujących to postępowanie odrębne – zauważa krakowski SO, który skierował do SN pytania prawne dotyczące właściwej liczebności składu.

Jak argumentuje sąd pytający, stosując zasady wykładni określone przez SN w uchwale z 2001 r., należy dojść do wniosku, że do rozpoznania zażalenia na orzeczenie w sprawie rozpoznawanej w postępowaniu uproszczonym właściwy jest skład trzyosobowy przewidziany w art. 397 par. 1 k.p.c. Jak wskazywał SN w tej uchwale, wobec braku przepisów normujących postępowanie wywołane wniesieniem zażalenia w ramach postępowania uproszczonego, należy odwołać się najpierw do przepisów o zażaleniu w postępowaniu procesowym „zwykłym”.

To jednak prowadzi do nieracjonalnych wniosków. – Zgodnie z art. 50510 par. 1 k.p.c. środek odwoławczy od wyroku, czyli merytorycznego rozstrzygnięcia powództwa rozpoznawanego przez sąd pierwszej instancji w postępowaniu uproszczonym, będzie rozpoznawać sąd drugiej instancji w składzie jednego sędziego, podczas gdy środek odwoławczy od orzeczeń w kwestiach formalnych, proceduralnych w tym postępowaniu będzie rozpoznawał sąd drugiej instancji w składzie trzyosobowym. Powyższy wniosek wydaje się pozostawać w sprzeczności z wykładnią systemową i celowością, gdyż co do zasady to orzeczenia merytoryczne mają zdecydowanie większe znaczenie dla stron procesu niż orzeczenia w kwestiach proceduralnych i formalnych, a nadto to one z reguły dotyczą bardziej skomplikowanej problematyki i wymagają szerszego stosowania prawa materialnego i procesowego – czytamy w pytaniu sądu w Krakowie.

W której instancji?

Podobne wątpliwości dotyczą postępowania zabezpieczającego i zażalenia na zarządzenie o zwrocie wniosku o udzielenie zabezpieczenia. Zgodnie z art. 13 par. 2 k.p.c. przepisy o procesie stosuje się do innych rodzajów postępowań, takich jak np. postępowanie zabezpieczające. Tak jak pozew inicjuje postępowanie rozpoznawcze, tak wniosek o udzielenie zabezpieczenia rozpoczyna postępowanie zabezpieczające. W konsekwencji przed zmianą przepisów zażalenie na zarządzenie o zwrocie wniosku o udzielenie zabezpieczenia, tak jak na zarządzenie o zwrocie pozwu – rozpoznawał sąd II instancji. Jednak nowelizacja wprowadziła zasadę (art. 741 k.p.c.), zgodnie z którą zażalenie w przedmiocie zabezpieczenia rozpoznaje sąd, który wydał zaskarżone postanowienie. Tylko że nowy art. 3941a, w którym określono zamknięty katalog zażaleń poziomych, w ogóle tego nie uwzględnia. Dlatego stołeczny sąd okręgowy przedstawił SN zagadnienie prawne, by ten rozstrzygnął, czy zażalenie na odmowę udzielenia zabezpieczenia powinien rozpatrywać sąd wyższej czy tej samej instancji.

Zdaniem prof. Joanny Studzińskiej z Akademii Leona Koźmińskiego ustawodawca wprowadził nowelizację bez należytego przygotowania.

– Mimo że celem nowelizacji było wprowadzenie kompleksowej reformy postępowania w sprawach cywilnych dążącej do usprawnienia, uproszczenia i przyspieszenia rozpoznawania spraw przed sądami powszechnymi, wiele z tych regulacji budzi trudności w stosowaniu i wątpliwości w zakresie wykładni. Tym bardziej że liczne nowelizacje kodeksu postępowania cywilnego powodują, że część regulacji jest niespójnych – zauważa prof. Studzińska. – Nowe regulacje zwykle wymagają dokonania wykładni i pozostaje sfera wątpliwości odnośnie właściwego stosowania, jednak chociażby w zakresie zażalenia istnieje wiele niespójności i trudności interpretacyjnych związanych m.in. z formą zażalenia wnoszonego w postępowaniu nieprocesowym, które ustawodawca pominął, sposobem rozpoznania zażalenia czy właściwym sądem i jego składem, co znalazło wyraz m.in. w zagadnieniach prawnych wniesionych do SN – dodaje prawniczka.

Efekt: chaos

Jak podkreśla prof. Studzińska, wszelkie wątpliwości dotyczące wykładni nowo wprowadzanych regulacji powodują chaos.

– Niektóre nowe uprawnienia i obowiązki rodzą wątpliwości i wprowadzają dezorientację u stron oraz uczestników postępowań sądowych, ale też wśród profesjonalnych pełnomocników. Nie będzie to sprzyjało usprawnieniu i przyspieszeniu postępowań. I nie chodzi o to, że np. zażalenie poziome nie jest dobrym rozwiązaniem, ale o to, że wiele kwestii, począwszy od właściwości sądu i składu rozpoznającego, a skończywszy na dopuszczalności zażalenia, nie zostało doprecyzowanych. Skoro już przed wejściem w życie nowelizacji wielokrotnie w orzecznictwie przesądzano dopuszczalność wniesienia zażalenia na określone postanowienie, to teraz tym bardziej będzie istniała wątpliwość, jakie to powinno być zażalenie – pointuje ekspertka. ©℗

opinia

Coraz więcej niejasności, z którymi zmaga się praktyka

dr. hab. Tadeusz Zembrzuski Uniwersytet Warszawski

Nowelizacja k.p.c. z 4 lipca 2019 r., która wprowadziła najszersze zmiany w przeszło półwiecznej historii obowiązywania polskiej ustawy procesowej, wywołuje coraz więcej niejasności i wątpliwości, z którymi zmaga się praktyka. Poszczególne zmiany wpływają wzajemnie na siebie, a nowelizacja niestety nie zawsze jest wewnętrznie spójna. Prawnicy wielokrotnie przekonują się, że tradycyjna, literalna wykładnia nowych regulacji zawodzi, co wymaga sięgania do wykładni celowościowej i systemowej oraz bacznej obserwacji tworzącej się linii orzeczniczej. Stosowanie nowych uregulowań, które radykalnie zmieniły kształt procesu cywilnego m.in. w zakresie sposobu organizacji postępowania, reguł koncentracji materiału procesowego, postępowania dowodowego, zaskarżania orzeczeń czy problematyki kosztów procesu nieuchronnie prowadzi do powstawania rozbieżności, czego efektem są zagadnienia prawne kierowane przez sądy powszechne do Sądu Najwyższego. Zwłaszcza na tle zażalenia, w tym tzw. zażalenia poziomego rozpoznawanego w innym składzie sądu pierwszej instancji (art. 3941a k.p.c.), powstało w ostatnim czasie wiele wątpliwości dotyczących tak fundamentalnych kwestii, jak chociażby skład sądu, w którym należy dokonywać poszczególnych czynności procesowych, czy przebieg postępowania międzyinstancyjnego. Wypracowanie i utrwalenie właściwych rozwiązań wymaga czasu, a pojawiające się uchybienia wielokrotnie przekładają się na wystąpienie przyczyn nieważności postępowania – takich jak sprzeczność składu sądu z przepisami prawa czy pozbawienie strony możności obrony swych praw – czego nieuchronnym efektem jest konieczność uchylania orzeczeń i przekazywania spraw do ponownego rozpoznania. Dla stron poszczególnych sporów oznacza to wydłużenie czasu trwania postępowań. Wiele zdawkowych regulacji ustawowych wymaga doprecyzowania i wyjaśnienia na sali sądowej, jednak części komplikacji można było, jak się wydaje, uniknąć przez poświęcenie im więcej uwagi na etapie prac legislacyjnych.