Hasła powtarzane w Sejmie są wzniosłe, zamysły chwalebne, ale miejscami nieprzystające do codzienności sprawowania opieki nad bezdomnymi czworonogami – tak „piątkę dla zwierząt” oceniają samorządowcy
Zakaz hodowania zwierząt na futra zdominował dyskusję na temat przyjętej w ubiegłym tygodniu przez Sejm nowelizacji ustawy o prawach zwierząt. Jednak rewolucyjnych zmian, które ma ona wprowadzić, jest znacznie więcej i wiele z nich realizować będą samorządy. Tymczasem jeszcze przed rozpoczęciem prac w Sejmie zarówno ich przedstawiciele, jak i organizacje pozarządowe wskazywały, że system opieki nad bezdomnymi zwierzętami jest dysfunkcyjny. Czy po wejściu w życie nowych przepisów sytuacja ta ulegnie zmianie na lepsze? Zdaniem ekspertów można mieć co do tego wątpliwości, bo choć postulaty zaproponowane w ustawie są słuszne, to w praktyce mogą sparaliżować sprawowanie opieki nad bezdomnymi zwierzętami.

Infrastruktura – zamysł szczytny, ale czy realny?

Reklama
Samorządy zwracają uwagę, że podstawowym problemem dla nich jest sposób finansowania systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami, do którego nowelizacja w ogóle się nie odnosi. Zgodnie bowiem z ustawą z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 713 ze zm.) jest to zadanie własne gminy. Tomasz Telesiński ze Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Wielkopolski zapewnia, że lokalne władze są w stanie rzetelnie się z niego wywiązywać. – Stoimy jednak na stanowisku, że delegowanie obowiązków na gminy musi wiązać się z przekazaniem wystarczającej puli pieniędzy na ten cel – wskazuje.
Równie istotny jest brak infrastruktury, który – zdaniem samorządowców – wskutek nowelizacji może się pogłębić. W Polsce niewielki odsetek schronisk stanowią te samorządowe. Są one głównie prowadzone przez duże jednostki i często wyłącznie dla własnych potrzeb. Mniejsze gminy korzystały dotychczas z usług prywatnych przedsiębiorców. – Partnerstwo publiczno-prywatne było rozsądnym i przede wszystkim tańszym sposobem walki z bezdomnością zwierząt niż budowanie własnego schroniska – przekonuje Tomasz Telesiński.

Reklama
Tymczasem zgodnie z zaproponowanymi rozwiązaniami opiekę nad bezdomnymi zwierzętami będą mogły sprawować wyłącznie samorządy, ich związki oraz organizacje pozarządowe statutowo zajmujące się ochroną zwierząt. – Moim zdaniem ten schemat ma w zamyśle niejako skłonić do zawierania porozumień w celu budowy schroniska przez kilka gmin – wskazuje Cezary Wyszyński z Fundacji Viva! Akcja Dla Zwierząt. Organizacja ta prowadzi od 2012 r. schronisko w Korabiewicach, przejęte po serii informacji o nieprawidłowościach, cofnięciu przez wójta pozwolenia na prowadzenie go wcześniejszym zarządcom (którzy usłyszeli też zarzuty znęcania się nad zwierzętami).
Samorządowcy są jednak sceptyczni. Tomasz Telesiński zwraca uwagę, że o ile już wcześniej istniał problem z wygospodarowaniem funduszy na tego typu inwestycje, to w dobie pandemii ich szybka realizacja po prostu nie będzie możliwa. – Może zatem należałoby rozważyć przeniesienie tego zadania, oczywiście wraz z odpowiednimi środkami na jego realizację, na szczebel powiatowy? Byłoby to o tyle uzasadnione, że władzom powiatowym podlegają inne służby niezbędne do sprawowania opieki nad zwierzętami, m.in. Inspekcja Weterynaryjna – proponuje.

Za mało czasu na przystosowanie się

Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt w pełni popiera wykluczenie sektora prywatnego z możliwości prowadzenia schronisk. – Stanowi to oczywistą zmianę in plus i czyni zadość licznym wnioskom pokontrolnym NIK – wskazuje. Wyraża jednak jednocześnie obawę, że w konsekwencji w najbliższym czasie cały ciężar opieki nad bezdomnymi zwierzętami spocznie na barkach trzeciego sektora. – Należy zwrócić uwagę na krótkie, bo sześciomiesięczne vacatio legis tej ustawy. Mamy wątpliwości, czy w tym czasie gminy będą w stanie wybudować własne schroniska lub dostosować już istniejące do nowych wymogów – podkreśla.
Nowelizacja zwiększa bowiem również minimalną powierzchnię kojców, w których trzymane są zwierzęta, co dotyczyć będzie również schronisk. – Powinno to wyeliminować problem masowych schronisk, zwanych przez nas czasami obozami koncentracyjnymi dla zwierząt – mówi Konrad Kuźmiński. Przyznaje jednak, że uzasadniona ze względów poprawy jakości życia zwierząt zmiana realnie zwiększy zapotrzebowanie na miejsca. – Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w niektórych schroniskach zmniejszy się liczba miejsc – dodaje.

Czipowanie wciąż nieobowiązkowe

W trakcie prac nad projektem pojawił się pomysł wprowadzenia obowiązku czipowania zwierząt. Ostatecznie jednak nie znalazł się w ustawie. A jest on wręcz wyczekiwany – zarówno przez samorządowców, jak i działaczy prozwierzęcych. – Nie można mówić o walce z bezdomnością zwierząt, nie walcząc z problemem już od podstaw – przekonuje Konrad Kuźmiński.
Gminy wskazują, że zdarza się, że uiszczają one kwotę odłowu i utrzymania zwierzęcia, po czym – już na terenie schroniska – pojawiają się właściciele i odbierają pupila. Tymczasem rachunek zostaje wcześniej opłacony i nie podlega zwrotowi, bowiem właściciele dokonują „adopcji” swojego psa, wobec czego nie ponoszą – w przeciwieństwie do samorządu – większych kosztów. Tych sytuacji, dzięki obowiązkowemu czipowaniu, można byłoby uniknąć. – Wprowadzenie nakazu miałoby również efekt psychologiczny – wskazuje Tomasz Telesińki. – Wzrosłaby odpowiedzialność za czworonoga, bowiem stosunkowo łatwo można byłoby dowiedzieć się, kto jest jego właścicielem – podkreśla.
Emerytury dla psów mundurowych
Specjalne miesięczne dodatki dla opiekunów zwierząt, które zostały wycofane ze służby – to jedno z wielu nowych rozwiązań wprowadzanych przez znowelizowaną ustawę o ochronie zwierząt. Wysokość takiego świadczenia w rozporządzeniu określiłby rząd i byłoby ono wypłacane opiekunowi zwierzęcia, aż do śmierci podopiecznego.
Od lat domagano się takich regulacji, do tej pory bowiem zwierzęta wycofywane ze służby nie miały żadnych przywilejów. Po dekadzie pracy psu przysługuje najwyżej odprawa: posłanie, smycz i kaganiec. Natomiast całkowite koszty utrzymania ponosili właściciele. Problem w tym, że niejednokrotnie są one bardzo wysokie, zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie zwierzęcia. A jeden funkcjonariusz często w ciągu swojej służby współpracuje w kilkoma psami i nie wszystkie jest w stanie adoptować.
Natomiast pomoc czworonogów w działaniach służb jest nieoceniona. Zwierzęta zajmują się m.in. tropieniem i identyfikacją zapachu człowieka, wspierają poszukiwania zaginionych, uczestniczą w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych i narkotyków, wspierają działania patrolowe podczas imprez masowych.
W nowych przepisach uregulowano, że organ, który wydał decyzję o wycofaniu zwierzęcia ze służby, będzie miał też prawo do kontroli sposobu wykorzystania przysługującego na nie świadczenia oraz jego cofnięcia, a także do odebrania zwierzęcia w przypadku stwierdzenia niehumanitarnego traktowania lub braku należytej opieki.