Wprowadzone zostaną zakaz hodowli zwierząt futerkowych oraz możliwość uboju rytualnego jedynie na potrzeby krajowych związków wyznaniowych.
Reklama
DGP
To kluczowe rozwiązania z tzw. piątki dla zwierząt, które wczoraj zaprezentowało Prawo i Sprawiedliwość. Pozostałe szykowane zmiany to przyznanie większych kompetencji dla organizacji społecznych zajmujących się prawami zwierząt, jednoznaczne określenie, że policja będzie mogła asystować przy odbieraniu źle traktowanych stworzeń, przyznanie inspekcji weterynaryjnej prawa do nakładania mandatów, wprowadzenie zakazu trzymania zwierząt na krótkiej uwięzi oraz ograniczenie stosowania kolczatek, a także odebranie możliwości prowadzenia schronisk dla zwierząt podmiotom prywatnym, spoza organizacji pożytku publicznego.

Prawda o hodowli

Reklama
Najwięcej emocji budzi planowany zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Polska jest bowiem jednym z potentatów europejskiego rynku futrzarskiego. Nad Wisłą działa ponad tysiąc ferm zwierząt futerkowych, a roczna produkcja skór przekracza 10 mln sztuk. Szacuje się, że Polska jest trzecim największym na świecie producentem skór futerkowych.
Wiele wątpliwości budzi to, jak istotna jest branża futrzarska dla obywateli. Z szacunków Instytutu Przedsiębiorczości i Rozwoju (prywatny think tank) z 2017 r., które były wielokrotnie przywoływane przez przedstawicieli biznesu futrzarskiego, zatrudnienie bezpośrednio przy hodowli zwierząt ma ok. 13 tys. osób, zaś pośrednio utrzymuje się dzięki niej od 40 do 50 tys. Polaków. Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych (pod tą nazwą działa fundacja przeprowadzająca badania na zlecenie; nie jest to placówka publiczna) uważa jednak, że dane te są znacznie przeszacowane. I bezpośrednio w przemyśle hodowli zwierząt futerkowych w 2017 r. pracowały co najwyżej 4 tys. osób.
„Polska branża hodowli zwierząt futerkowych znajduje się obecnie w apogeum swojego rozwoju. Kolejne lata będą dla hodowców w najlepszym razie okresem ruchu bocznego i stabilizacji lub coraz bardziej dramatycznej walki o utrzymanie poziomu produkcji i rentowności przy rosnących kosztach. Regularnie powracająca dyskusja o wprowadzeniu daleko idących restrykcji ustawowych wpisuje się w ten nieunikniony proces ekonomiczny, raczej wzmacniając go niż «bezdusznie» czy bezsensownie – jak sugerują właściciele ferm – przerywając dobrą koniunkturę” – wskazano w opracowaniu ZOBSiE z 2018 r.
Próby wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych były podejmowane już kilkukrotnie. Jarosław Kaczyński, który wczoraj zachęcał inne partie polityczne do poparcia projektu, zapowiadał wprowadzenie zakazu już w 2017 r., 2018 r. oraz w 2019 r. Za każdym razem jednak z przygotowanych rozwiązań rezygnowano. Zdaniem wielu obserwatorów życia publicznego – z przyczyn politycznych. Zwolennikiem hodowli norek jest bowiem środowisko skupione wokół Tadeusza Rydzyka, które ma wpływy w Prawie i Sprawiedliwości.
Z naszych informacji wynika jednak, że obecne podejście ma być ostatnim. Jarosławowi Kaczyńskiemu ponoć osobiście zależy na tym, by uniemożliwić hodowlę zwierząt na skóry i jest on gotów ponieść pewne koszty polityczne w imię ochrony zwierząt.

Prozwierzęcy front

Z uzyskaniem szerokiego poparcia w Sejmie nie powinno być kłopotu.
– Liczę na to, że tym razem w Sejmie uda się zbudować ponadpartyjną większość przyjaciół zwierząt. Że zakaz hodowli na futra, większe kompetencje prozwierzęcych NGO (organizacji pozarządowych – przyp. red.) oraz uporządkowanie kwestii schronisk staną się faktem. Mam nadzieję, że zrobimy to do końca 2020 r. – powiedziała wczoraj Małgorzata Tracz, przewodnicząca Zielonych oraz wiceprzewodnicząca klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej.
Pozytywnie do inicjatywy podchodzi także Lewica. Jej rzeczniczka Anna-Maria Żukowska twierdzi, że fermy zwierząt futerkowych należy zamknąć. I to niezależnie od głosów przedsiębiorców z tej branży, którzy przekonują, że los stworzeń wcale się nie poprawi, bo po prostu będą hodowane poza Polską.
Mniej mówi się o zakazie prowadzenia schronisk przez przedsiębiorców. Projekt PiS zakłada, że tylko jednostki gminne oraz organizacje pożytku publicznego chroniące zwierzęta będą miały prawo to robić. Pojawi się także wymóg niekaralności i nieposzlakowanej opinii wobec osób prowadzących oraz pracujących w tych placówkach.
Dziś rekordziści – całkiem prywatne podmioty – władają schroniskami na podstawie umów zawartych z nawet 80 gminami. Warunki w wielu miejscach uznawane są za tragiczne.