Z informacji, do których dotarł DGP, wynika, że sędziowie i prokuratorzy w przyszłym roku nie otrzymają jednolitych, automatycznych podwyżek wynagrodzenia. Taką zapowiedź przedstawił Piotr Patkowski, wiceminister finansów oraz główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych. Uczestniczył on we wspólnym posiedzeniu zespołów ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych oraz ds. ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego.
W jego trakcie rząd negocjował ze związkami zawodowymi oraz organizacjami pracodawców m.in. wzrost wynagrodzeń w sferze budżetowej. Ten pierwszy podtrzymał swoją pierwotną propozycję w tym zakresie, czyli brak podwyżek w przyszłym roku o jednolity wskaźnik dla wszystkich zatrudnionych. Nie wyklucza to oczywiście punktowych wzrostów wynagrodzenia, np. w danych jednostkach sfery budżetowej lub na konkretnych stanowiskach (nie wiadomo jednak, ile środków będzie na to przeznaczonych). Według ustaleń DGP wiceminister Patkowski podkreślił w trakcie rozmów, że ta sama zasada (brak podwyżek dla wszystkich o konkretny wskaźnik) w przyszłym roku ma także dotyczyć sędziów i prokuratorów.
Wysokość sędziowskiej pensji jest powiązana z wynagrodzeniami w gospodarce, a konkretnie z przeciętnym wynagrodzeniem w drugim kwartale roku poprzedniego, które jest ogłaszane przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Taki mechanizm gwarantował, że od 2008 r., czyli od momentu wprowadzenia go w życie, niemal co roku sędziowie otrzymywali automatyczną podwyżkę pensji. Z kolei płace prokuratorów są ustalane w drodze rozporządzenia Rady Ministrów, przy czym rada musi brać pod uwagę ustawowe wytyczne. A te stanowią m.in., że wynagrodzenie zasadnicze prokuratorów jest równe wynagrodzeniu zasadniczemu sędziów w takich samych jednostkach organizacyjnych sądów. De facto więc wysokość pensji śledczych również uzależniona jest od wynagrodzeń w gospodarce.
Reklama
Wszystko wskazuje jednak na to, że mechanizmy te w nadchodzącym roku nie znajdą zastosowania, co przyjmowane jest bez entuzjazmu przez samych zainteresowanych.
‒ Skoro sytuacja w kraju jest rzeczywiście tak zła, a przecież w okresie przedwyborczym słyszeliśmy od rządzących, że jest zupełnie inaczej, to mamy tylko nadzieję, że przedstawiciele pozostałych dwóch władz, a więc ministrowie oraz parlamentarzyści, dadzą dobry przykład i nie będą sobie przydzielać choćby wysokich nagród, jak to mieli dotychczas w zwyczaju – komentuje Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Dodaje, że jego zdaniem zamrożenie pensji to kolejny sposób rządzących na uprzykrzanie życia sędziom i prokuratorom.
Przypomnijmy, że nie będzie to pierwszy raz, kiedy dojdzie do zawieszenia opisanego mechanizmu wpływającego na wynagrodzenia tych grup zawodowych. Takie rozwiązanie zastosował również w 2011 r. rząd PO-PSL. Decyzja ta także wówczas spotkała się z niezadowoleniem samych zainteresowanych. Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie ówczesnej ustawy okołobudżetowej, która zamrażała sędziom pensje na rok 2012, skierował nieżyjący już Stanisław Dąbrowski, I prezes Sądu Najwyższego. Argumentował m.in., że zamrożenie płac jest sprzeczne m.in. z obowiązkiem zapewnienia sędziom wynagrodzenia odpowiadającego godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków. Ponadto jego zdaniem regulacje uchybiały konstytucyjnym regułom prawidłowej legislacji, a także w sposób arbitralny i nieuzasadniony naruszały zasadę ochrony praw nabytych. Z częścią tych zarzutów zgodził się ówczesny prokurator generalny Andrzej Seremet. Ostatecznie jednak TK nie dopatrzył się niekonstytucyjności w zamrożeniu płac sędziom (sygn. akt K 1/12). Stwierdził m.in., że pensje orzekających trwale są związane z budżetem państwa, więc ich kształtowanie nie może być oderwane od stanu finansów publicznych. Trybunał uzasadniał, że choć powinny być one możliwie wysokie i możliwie stabilne, to jednak nie oznacza to, że niezależnie od sytuacji budżetowej muszą sukcesywnie wzrastać.
Zanim doszło do wydania orzeczenia przez TK niektórzy sędziowie składali do sądów powszechnych pozwy, w których żądali zapłaty uposażenia w wysokości takiej, jak gdyby ustawa zamrażająca nie obowiązywała. Chodziło o wyrównanie w wysokości ok. 300 zł za każdy miesiąc od stycznia 2012 r.