Otwarcie typowo męskich funkcji i profesji na kobiety wymaga jedynie rozbudowy określenia o słowo „pani”. Dużo piękniejsze niż ministra, dziekana czy gościni
Reklama
Kanikuła w pełni, a ja chcę rozpocząć od poważnej poezji, od fragmentu z „Beniowskiego” J. Słowackiego:
„Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa...
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem”.
Czemu przywołuję ten fragment, zaraz wyjaśnię. Kiedyś pisałem tekst o stajni (DGP nr 36 z 2018 r.), gdzie wymieniłem wędzidło, o którym pisał Juliusz Słowacki. Wędzidło to rodzaj kiełzna, element ogłowia (kantaru), wkładany koniowi do pyska w celu… No bardzo różnym, okiełznania go, kierowania nim, przekazywania sygnałów.
Słowacki nie chciał, aby strofa była wędzidłem, ale powinna być rodzajem rytmu, taktu. Wyjaśniam to w kontekście – chyba nieuniknionego – zjawiska tworzenia feminatywów, czyli rzeczowników osobowych rodzaju żeńskiego. Problem stał się na tyle poważny, że 25 listopada 2019 r. Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN przyjęła stanowisko w sprawie żeńskich form nazw zawodów i tytułów. Stanowisko to przeszło trochę niezauważone, gdyż całą dyskusję ostatniego pół roku zdominowały sprawy wyborów i koronawirusa. Rada wyraźnie opowiedziała się za tworzeniem nazw żeńskich i wsparła taką tendencję. Sama Rada, ale również przykłady życia codziennego pokazują jednak, że sprawa nie jest prosta i łatwa.

Marynarka już jest

Zanim przejdę do interesujących mnie zawodów prawniczych oraz stopni i tytułów, należy podkreślić, że prosta zamiana formy męskiej na odpowiednik żeński prowadzi często do oznaczenia innego, niżby się chciało. W literaturze przedmiotu wskazywano już na przykłady maszynisty (rodzaj męski) i maszynistki, czyli kobiety piszącej na maszynie, a nie prowadzącej lokomotywę. Kominiarz i odpowiadająca mu kominiarka (rodzaj czapki), dyplomata i dyplomatka (rodzaj teczki), dziekan i dziekanka (urlop dziekański), marynarz i marynarka (część garderoby) czy pilot i pilotka (znów czapka).
Problemów nie unikniemy przy stopniach i tytułach. Tak jak np. magister i magisterka (praca magisterska), a doktorka (doktora), profesorka (profesora) nie brzmią najlepiej.
A co z zawodami prawniczymi? Klasycznych jest kilka: sędzia, radca prawny, adwokat, prokurator, notariusz, komornik, syndyk. Jak się okazuje, nie w każdym przypadku będzie łatwo utworzyć feminatywy.
Zacznijmy od sędziego. W praktyce utarło się na określenie żeńskiej formy tego zawodu użycie słowa sędzina. Jednakże sędzina w języku polskim to żona sędziego, a kobieta wykonująca zawód sędziego to pani sędzia. Radca prawny to mężczyzna, ale czy radca prawna to określenie kobiety wykonującej ten zawód? Mimo że nazwa radczyni jest formą poprawną, to w moich uszach nie brzmi najlepiej i wskazywałaby na żonę radcy. A dlaczego nie radcówka? Czy adwokatka brzmi lepiej niż pani adwokat, też mam pewne wątpliwości. Jeszcze większe, gdy występuje w sądzie prokuratorka, czynności notarialnie podejmuje notariuszka czy rejentka, a urzędowe komorniczka lub syndyczka. Czy gdy chcemy dać ogłoszenie i zatrudnić magistrę lub doktorkę prawa, jesteśmy pewni, że znajdziemy odpowiednią osobę?
Tworzenie na siłę feminatywów powoduje, że nie słyszymy taktu, a słowa stają się wędzidłem. Na tyle uciążliwym, że nie wiem, czy warto prowadzić feministyczne boje o odejście od historycznej patriarchalności polskiego społeczeństwa i w konsekwencji języka. No ale po to chyba powstały „Wysokie obcasy”.
Otwarcie typowo męskich funkcji i profesji na kobiety wymaga jedynie rozbudowy określenia o słowo „pani”. Dużo piękniejsze niż ministra, dziekana czy gościni. Feminatywa męskich nazw mają też swoje granice, a wytaczają je choćby stróż czy kierowca. Spełniły się więc słowa wieszcza, gdy język staje się smutny jako pieśń stepowa.

Z kropką czy bez kropki

Skoro już jestem przy języku, to podzielę się jeszcze jednym problemem, już nie mówionym, lecz pisanym. Właściwie nie chodzi o język, ale o kropki, czyli znaki interpunkcyjne. Stosowane również m.in. przy stopniach i tytułach. Wyobraźcie sobie, że organizujecie konferencję naukową i wysyłacie zaproszenia, np. „Zapraszamy prof. dr. Jana Nowaka”. Powszechnie znana jest reguła ortograficzna, że kropki nie stawia się po skrótach kończących się ostatnią literą formy skracanej, np. dr (doktor), mgr (magister). Stawia się ją natomiast po skrócie wyrazu, w którym została odrzucona końcowa część, np. prof. (profesor), hab. (habilitowany, habilitowana). Wszystko gra, gdy skrótu używa się w mianowniku. Natomiast bardziej komplikuje się problem, gdy mamy formy zależne występujące przy odmianach. W takich przypadkach tam, gdzie nie stawiamy kropek w mianowniku, należy postawić kropkę. Jeżeli więc zapraszam doktora X, używając skrótu, należy to zrobić z kropką (dr.). Tak samo magistra Y – mgr. Dlatego nie należy się irytować, gdy zobaczymy kropki po dr, mgr, ale używanych nie w mianowniku.
To jednak nie koniec, bo problem jest z kobietami, a właściwie formami żeńskimi. Gdy mówimy o pani doktor czy magister, słów tych nie odmieniamy, a więc wszystkie formy żeńskie kończą się na „r”, czyli nie ma kropek. Tak więc odmieniając formy zależne męskie, kropki stawiamy, a przy żeńskich nie. A co zrobić, jeżeli nazwiska męskie i żeńskie brzmią tak samo? Uważa się, że nazwiska należy odmieniać. A co zrobić, jeżeli zdarzy się, że się nie odmieniają? Po kropce płeć poznacie (dr. to mężczyzna a dr to kobieta).

Ważne i ważniejsze

Temat felietonu, jak Państwo widzą, jest ważny, ale wakacyjny. Niestety nie mogłem zająć się zmianami w kodeksie spółek handlowych opracowanymi przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, bo wbrew temu, co mówiono, przekazanie do konsultacji społecznych odbyło się tak, że nie sposób tych propozycji znaleźć. A czas płynie. Wybory, wakacje i tak zapowiadany długi termin konsultacji stanie się krótki jak zwykle.
ShutterStock