"Starzy" sędziowie Sądu Najwyższego dokonują obstrukcji obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN; to też obraz swoistego przedszkola, bo sędziowie, którzy mienią się elitą, lekceważą obowiązujące przepisy – ocenił w poniedziałek w TVP Info wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.
ikona lupy />
ShutterStock

Kaleta komentował obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego. Celem zgromadzenia jest wyłonienie kandydatów, spośród których prezydent Andrzej Duda powoła nowego I prezesa SN na sześcioletnią kadencję.

W sobotę przewodniczący zgromadzenia sędzia Kamil Zaradkiewicz ogłosił przerwę w trwających od piątku obradach do wtoku, do godz. 10. Zgromadzeniu mimo trzech prób nie udało się wyłonić komisji skrutacyjnej. Powstały m.in. zastrzeżenia co do wyniku głosowania nad wyborem członków komisji.

Według wiceministra obrady przybierają "dosyć kuriozalny" obraz. Jak zaznaczył, ustawa o SN bardzo precyzyjnie reguluje kwestie tego zgromadzenia.

"Mamy do czynienia z niebezpiecznym precedensem, gdzie grupa +starych+ sędziów udając, że rzekomo nie ma takich przepisów, próbuje proponować jakiś swój własny, nieznany, o nieznanej treści regulamin - jak niektórzy mówią - po to, żeby wbrew ustawie wykluczyć z tych obrad bądź z możliwości kandydowania +nowych+ sędziów SN" – ocenił.

Wiceszef MS podkreślił, że to byłby "kolejny przejaw alarmu w naszym państwie". Wyraził nadzieję, że sędzia Zaradkiewicz, jako przewodniczący Zgromadzenia i wykonujący obowiązki I prezesa SN, do tego nie dopuści i że zostanie zrealizowana ustawa.

Zdaniem Kalety ta sytuacja to "zwykła obstrukcja", bo tego typu zgromadzenie, jak mówił, powinno trwać 2-3 godziny, "z dyskusją maksymalnie pięć". Według niego jednak sędziowie SN, "niektórzy, ci +starsi+", ignorują przepisy o SN.

"+Starzy+ sędziowie dokonują obstrukcji tych obrad, formułując absurdalne wnioski formalne" – powiedział wiceszef MS. "Jednocześnie mamy obraz swoistego, bym powiedział wręcz, przedszkola, bo jeśli sędziowie, którzy mienią się +elitą+, w ten sposób lekceważą prawo, w ten sposób lekceważą bardzo jasne procedury i pokazują, że wszystkie działania, które podejmują, służą temu, by nie wykonać obowiązkowych przepisów ustawy, to mamy bardzo niebezpieczny precedens" – dodał.

W jego przekonaniu sprawa ta jednak bardzo szybko się "wyprostuje", a kandydatury trafią na biurko prezydenta.

Według przepisów ustawy, każdy sędzia SN ma prawo zgłosić jednego kandydata na stanowisko I prezesa. Każdy sędzia uczestniczący w głosowaniu może oddać tylko jeden głos, a głosowanie jest tajne. Wybranymi kandydatami są osoby, które uzyskały największą liczbę głosów.

Niezwłocznie po wybraniu kandydatów, przewodniczący zgromadzenia ogólnego sędziów albo inna osoba wskazana przez zgromadzenie przekazuje prezydentowi listę wybranych kandydatów wraz z protokołem głosowania.

Z końcem kwietnia br. zakończyła się kadencja poprzedniej I prezes SN Małgorzaty Gersdorf. Zgodnie z uprawnieniem wynikającym z ustawy o SN, prezydent Andrzej Duda powierzył wykonywanie obowiązków I prezesa SN sędziemu z Izby Cywilnej, czyli sędziemu Zaradkiewiczowi, którego ustawowym zobowiązaniem było zwołanie zgromadzenia sędziów w ciągu tygodnia.