Dziś Rada Ministrów ma zmienić kuriozalne wymogi dotyczące noszenia maseczek, które zaczną obowiązywać od czwartku. Nie trzeba będzie zakrywać twarzy, jadąc własnym samochodem czy też siedząc w biurze.
Zgodnie z przekazanym wczoraj do konsultacji projektem obowiązek zakrywania ust i nosa (za pomocą maseczki, części odzieży, przyłbicy) będzie obowiązywał podczas przebywania tylko w określonych miejscach. Zupełnie odwrotnie niż to wynika z obecnego brzmienia, zgodnie z którym maskę trzeba nosić wszędzie poza miejscem zamieszkania.
Analogicznie jak w rozporządzeniu Rady Ministrów z 10 kwietnia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U z 2020 r. poz. 658) – do zakrywania twarzy nadal nie będzie konieczne stosowanie specjalistycznych maseczek.
Reklama
Nie ma więc znaczenia, czy użyjemy masek typu FFP2/FFP3, masek chirurgicznych, budowlanych, samodzielnie uszytych metodą chałupniczą czy… karnawałowych. Byleby tylko zakrywały usta i nos.
– Ten przepis jest niesłychanie elastyczny i dopuszcza używanie wszelkich przedmiotów, które zapobiegają ewentualnemu rozsiewaniu wirusa. Równie dobrze w tym celu można użyć też elementów odzieży, można więc owinąć twarz szalikiem, apaszką czy golfem – mówi mec. Andrzej Nogal, adwokat.

Reklama
Zakrywać twarz będzie trzeba podczas jazdy środkami publicznego transportu zbiorowego (czyli np. pociągiem, autobusem czy tramwajem), ale także w „pojazdach samochodowych, w których poruszają się osoby niezamieszkujące lub niegospodarujące wspólnie”.
– Nakaz noszenia maseczek czy innych form zakrywania twarzy będzie więc dotyczył także osób poruszających się busami, taksówkami, np. Uberem, ale i rządową limuzyną. Nie ma obowiązku zakrywania twarzy w samochodzie tylko wtedy, gdy wszystkie osoby zgromadzone w pojeździe wspólnie mieszkają – zastrzega mec. Dariusz Goliński.
– Dobrze, że zdecydowano się na zmianę przepisów, bo poprzednie brzmienie par. 18 było absurdalne. Nakładanie obowiązku noszenia maski na kierowców samotnie jadących swoim autem czy nawet wspólnie z rodziną nie miało najmniejszego sensu. Jeśli takie osoby mieszkają wspólnie i stale ze sobą przebywają, to przecież nie zaczną nagle stwarzać zagrożenia dla siebie po wejściu do samochodu – mówi prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego.
Zasłaniać twarz trzeba będzie też w miejscach ogólnodostępnych, w tym na drogach, placach, w kościołach, sklepach i na targowiskach.
Maski wymagane będą również podczas przebywania na terenach zieleni (w szczególności w parkach, zieleńcach, promenadach, bulwarach, ogrodach botanicznych, zoologicznych, jordanowskich i zabytkowych, na plażach oraz terenach leśnych). W szczególności na terenie parkingów leśnych, miejsc postoju pojazdów, miejsc edukacji leśnej, miejsc małej infrastruktury leśnej i biwakowania.
Co ciekawe, jak zauważa mec. Goliński, nakaz zakrywania ust i nosa na terenach zielonych ma zacząć obowiązywać od 16 kwietnia, podczas gdy do 19 kwietnia obowiązuje ogólny zakaz przebywania na takich terenach. Wynikałoby z tego, że w pierwszych dniach obowiązywania nowych przepisów wymóg zakrywania twarzy będzie dotyczył tylko osób tam pracujących.
Projekt przewiduje też, że z obowiązku noszenia masek będą zwolnione osoby mające trudności z oddychaniem, te niezdolne do samodzielnego zakrycia lub odkrycia ust albo nosa oraz dzieci poniżej drugiego roku życia.
Przy okazji rozporządzenie ma rozwiązać problem, jaki obowiązek noszenia masek stworzył np. dla sklepikarzy. Zakrywanie twarzy chustką czy maską, zwłaszcza w połączeniu z okularami, sprawia, że ekspedienci mają trudności z weryfikacją tożsamości danej osoby (która musi się wylegitymować, kupując alkohol czy papierosy). Dlatego zarówno policja, jak i pracownicy sklepu mogą żądać (pomimo obowiązywania nakazu zakrywania twarzy) odkrycia nosa i ust w celu potwierdzenia tożsamości.
– Mimo wszystko mam wrażenie, że działania rządu prowadzone są zbyt szeroko i trochę na oślep – zauważa mec. Andrzej Nogal. – Przypadki zakażenia wśród pracowników sklepów są marginalne. Natomiast bardzo wiele zakażeń powodują ludzie związani ze służbą zdrowia. Może zamiast obejmować restrykcjami całe społeczeństwo, należałoby lepiej zdiagnozować krąg osób potencjalnie stanowiących największe zagrożenia dla otoczenia i wzmocnić środki ostrożności dla tej grupy – pointuje adwokat.