Aby dobrze zrozumieć, co się wydarzyło ostatniej nocy w Sejmie, warto cofnąć się do wydarzeń z czwartku. Wówczas Prawo i Sprawiedliwość forsowało przegłosowanie zmiany w Regulaminie Sejmu, która by umożliwiła zdalne głosowanie. Z politycznego punktu widzenia było to istotne dla PiS, gdyż obecnie rządząca partia nie miała w izbie samodzielnej większości (część posłów jest chora, niektórzy są w kwarantannie). Dla jasności: PiS oczywiście byłby w stanie przeforsować zmiany dotyczącego zdalnego uczestnictwa w obradach, ale byłoby to dla niego trudniejsze i najprawdopodobniej nieosiągalne w czwartek. Przeciwko zmianie regulaminu protestowały Koalicja Obywatelska i Konfederacja. Popierały ją zaś Lewica i Polskie Stronnictwo Ludowe-Kukiz'15. Koalicja Obywatelska apelowała o przyjęcie bezpiecznika w postaci wskazania, że w czasie posiedzenia Sejmu prowadzonego z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość nie mogą być zmienione Konstytucja RP, Kodeks wyborczy oraz ustawy o stanach nadzwyczajnych. Ta propozycja jednak przepadła.

Trzeba jasno powiedzieć: bez poparcia Lewicy i PSL-Kukiz'15 rządzący nie byliby w stanie samodzielnie rozdawać kart.

Czwartkowe posiedzenie Patryk Wachowiec, analityk prawny Forum Obywatelskiego Rozwoju, skonkludował na Twitterze w taki sposób: "Skoro PiS odrzuca poprawkę o zakazie zmiany konstytucji, kodeksu wyborczego i ustaw o stanach nadzwyczajnych na posiedzeniach online, to miejmy świadomość, że tak właśnie postąpi. Zaatakuje podstawy ustroju państwa o 2 w nocy. Aż dziw, że inne kluby przyłożyły do tego rękę".

W piątek Sejm, w którego obradach większość posłów uczestniczyła zdalnie, zajmował się tzw. tarczą antykryzysową. Posiedzenie przeciągnęło się do nocy. Równo o drugiej w nocy, już w sobotę, klub PiS złożył poprawkę przewidującą zmianę Kodeksu wyborczego. W uproszczeniu przewiduje ona, że w wyborach korespondencyjnie będą mogły głosować osoby objęte kwarantanną oraz osoby powyżej 60. roku życia. W skrócie: taka zmiana ma umożliwić przeprowadzenie wyborów prezydenckich w maju 2020 r. A wielu wyborców PiS, który przoduje w sondażach wśród osób starszych, nie będzie nawet musiało wychodzić z domu (dostaną pakiet „pocztowy” do wypełnienia), by poprzeć Andrzeja Dudę.

Sejm, głosami posłów PiS (także tych niemogących być w Sejmie), najpierw po godzinie 4 nad ranem przyjął poprawkę, a następnie kilkanaście minut po godzinie 6 rano całą ustawę.

W efekcie ustawa mająca służyć przedsiębiorcom stała się przede wszystkim ustawą zmieniającą zasady przeprowadzania wyborów. I tu rodzi się co najmniej kilka wątpliwości.

Po pierwsze, zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego nie należy wprowadzać zmian w przepisach wyborczych na mniej niż pół roku przed planowanymi wyborami. Tę zasadę złamano. Trybunał w szeregu wyroków podkreślał bowiem, że zmiany w okresie krótszym niż pół roku przed wyborami są dopuszczalne jedynie wówczas, gdy nie mogłyby mieć wpływu na wynik wyborów. W tym konkretnym przypadku uchwalona nowelizacja jest zaś kluczowa - bo w ogóle umożliwia przeprowadzenie wyborów. Ponadto bez dogłębnej analizy widać, że ułatwiony sposób głosowania będzie przewidziany dla osób, które statystycznie częściej wspierają obecnie rządzących.

Po drugie, zmianę przyjęto w budzącym zgrozę trybie. Zgodnie z art. 89 ust. 2 Regulaminu Sejmu pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu lub projektu zmian przepisów wprowadzających kodeks może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu. Tu zaś mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której o drugiej w nocy, tuż przed trzecim czytaniem projektu ustawy, zgłoszono poprawkę zmieniającą Kodeks wyborczy. A zmianę dodano do ustawy nijak niezwiązanej ze sprawami wyborczymi, gdyż do przepisów mających służyć polskim przedsiębiorcom zmagającymi się ze skutkami pandemii koronawirusa. W ten sposób uniknięto też jakiejkolwiek debaty w Sejmie, gdyż na temat poprawek złożonych w drugim czytaniu, tuż przed trzecim, nie trzeba przeprowadzać dyskusji.

Po trzecie, tak ważna zmiana nie została w żaden sposób uzasadniona. Złożenie poprawki w drugim czytaniu nie wymaga bowiem uzasadnienia.

Po czwarte, przyjęta zmiana w Kodeksie wyborczym pozbawi praw wyborczych tysiące osób. Przewidziano bowiem, że głosować korespondencyjnie będą mogły osoby poddane procedurze kwarantanny, o ile zgłoszą chęć głosowania na pięć dni przed datą wyborów. Co jednak z tymi, którzy zostaną objęci przymusową kwarantanną na mniej niż pięć dni przed terminem głosowania? Oni nie będą mogli zagłosować. Dalej: co z osobami mieszkającymi poza Polską, którym państwa ich pobytu mogą nie chcieć umożliwić głosowania w polskich wyborach, bo np. będą tam obowiązywały zasady analogiczne do tych aktualnie występujących w Polsce w postaci zakazu przemieszczania się i gromadzenia?

Po piąte, umieszczenie w ustawie antykryzysowej przepisów zmieniających Kodeks wyborczy powoduje, że Senat, w którym przeważa opozycja, został w zasadzie pozbawiony realnej możliwości przyjęcia ustawy bez poprawek. Trudno bowiem przypuszczać, że zaakceptuje on wrzutkę umożliwiającą przeprowadzenie w maju wyborów prezydenckich. Oznacza to, że wejście w życie przepisów chroniących choć niektórych przedstawicieli biznesu się odwlecze.

Po szóste wreszcie, w ostatnich tygodniach padło wiele słów o tarczy antykryzysowej. Okazało się, że miała ona rzeczywiście osłonić - ale nie przedsiębiorców, lecz prawdziwe intencje rządzących.

Nie ulega wątpliwości, iż Jarosław Kaczyński - ten Kaczyński, o którym wiele osób mówiło, że się zestarzał, a polityczny instynkt mu się stępił - znów przechytrzył rywali. Politycy Koalicji Obywatelskiej obwiniają Lewicę i PSL-Kukiz'15 o pomoc PiS-owi w przegłosowaniu nowelizacji Kodeksu wyborczego. Patrząc bezstronnie - mają rację. Kaczyński wykiwał Czarzastego, Zandberga, Kosiniaka-Kamysza i Zgorzelskiego. Politycy Lewicy i PSL-Kukiz'15 denerwują się z kolei na ludzi z KO, że ci szukają wroga w opozycji, miast go widzieć w PiS. I zapewne też mają rację, bo wewnątrzopozycyjna walka jedynie umacnia rządzących. Z kolei działacze Konfederacji utyskują na to, że wszystkie partie zajęły się robieniem polityki, a nie pomaganiem ludziom dotkniętym przez kryzys gospodarczy. I też mają rację.

Jedyny, który może nie mieć do nikogo pretensji, to Jarosław Kaczyński. Ten, który wbrew wszystkiemu, w tym przede wszystkim wbrew zdrowemu rozsądkowi, prze do wyborów prezydenckich w czasie gigantycznego kryzysu zdrowotnego i gospodarczego.