Stwierdził tak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w dopiero co opublikowanym wyroku.

Sprawa dotyczyła niewielkiej wspólnoty mieszkaniowej i budynku przeznaczonego na cele mieszkaniowo-usługowe. Pewna osoba postanowiła wykonać wewnętrzną instalację gazową z montażem kotła gazowego dwufunkcyjnego i kuchenki gazowej w lokalu mieszkalnym. Wystąpiła o pozwolenie na budowę, dołączając oświadczenie o posiadanym prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane (bez tego nie byłoby szans na uzyskanie zgody). Przedłożony dokument to efekt uzyskania zgody od zarządcy wspólnoty mieszkaniowej. Szkopuł w tym, że jeden ze współwłaścicieli nieruchomości stwierdził, że na roboty budowlane się nie zgadza.

Standard życia

Rozpoznający sprawę wojewoda (do niego od decyzji prezydenta miasta o wyrażeniu zgody odwołał się mieszkaniec) uznał, że kluczowe w sprawie jest to, czy zgoda na wykonanie instalacji gazowej wchodzi w zakres czynności zwykłego zarządu, czy je przekracza. Od tego bowiem zależało, czy sprzeciw jednej osoby był kluczowy, czy też w praktyce nic nie zmieniał.

Wojewoda stwierdził, że wprawdzie rurociąg musi biec po zewnętrznej ścianie elewacji, a skrzynka z gazomierzem musi być zlokalizowana na części wspólnej, jednakże nie narusza to interesów pozostałych współwłaścicieli tego budynku.

„Wykonanie takiej instalacji w lokalu nr X, służącej do jego ogrzewania, z całą pewnością zmierza do zabezpieczenia tej części budynku przed dewastacją, chociażby w postaci zawilgocenia, zagrzybienia. Bez wątpienia działania takie prowadzić będą do poprawy standardów życia codziennego użytkowników lokalu nr X, w którym projektowane są analizowane roboty budowlane, ale także innych mieszkańców budynku i okolicy. Nie można zapomnieć, że wykonanie tej instalacji zapewni polepszenie jakości powietrza, co będzie miało pozytywny wpływ na środowisko” – wskazał wojewoda. Uznał, że prowadzenie prac jest dopuszczalne.

Z tą decyzją nie zgodził się skarżący. Sprawa trafiła więc do sądu. Ten zaś postanowił uchylić decyzję wojewody.

Wspólna odpowiedzialność

Zdaniem sądu roboty budowlane obejmujące przeprowadzenie rurociągu po zewnętrznej stronie elewacji budynku wykraczają poza czynności zwykłego zarządu. A to choćby dlatego, że rzutować to będzie na estetykę obiektu oraz może utrudnić wykonanie ocieplenia, malowania, remontu czy też innych tego typu prac. Sąd wskazał również, że zrealizowanie instalacji gazowej w budynku objętym współwłasnością spowoduje, że instalacja stanie się częścią składową tej nieruchomości. Tym samym stanie się ona również własnością pozostałych współwłaścicieli. A z tym mogą się wiązać dodatkowe dla nich obciążenia faktyczne i prawne.

„Montowanie wewnętrznej instalacji gazowej w budynku będącym współwłasnością jest czynnością faktyczną, która znacznie utrudnia współwłaścicielom korzystanie z tego budynku (choćby na czas realizacji inwestycji), wymaga współdziałania i dlatego uznać ją należy za czynność przekraczającą zwykły zarząd. W tej sytuacji budowa przedmiotowej inwestycji wymagała zgody wszystkich współwłaścicieli” – wskazał sąd w uzasadnieniu. I dodał, że brak takiej zgody w dacie wydawania decyzji jest równoznaczny z brakiem prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane i przesądza o odmowie wydania pozwolenia na budowę.

– Moim zdaniem to trafne orzeczenie. Bez wątpienia wykonanie instalacji gazowej może być uciążliwe dla wszystkich współwłaścicieli, a zatem nie można pomijać zdania żadnego z nich. Jest to zarazem czynność przekraczająca zwykły zarząd – wskazuje adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga. Jego zdaniem wystarczającym buforem bezpieczeństwa jest regulacja pozwalająca współwłaścicielom żądania rozstrzygnięcia sprawy przez sąd, gdy jeden z nich nie zgadza się na podjęcie prac.

– Pamiętać przy tym musimy, że mówimy o przypadku instalacji, która miała polepszyć czyjąś sytuację, a nie była niezbędna do wykonania. Gdyby montaż był związany z usunięciem zagrożenia dla zdrowia lub życia ludzkiego, w grę wchodziłyby zupełnie inne przepisy – spostrzega prawnik.

Zdaniem mec. Płonki największy kłopot w takich sprawach jak ta jest związany z niewydolnym systemem sądowym.

– Gdyby ludzie wiedzieli, iż sąd rozstrzygnie sprawę w kilka tygodni, mniej by kombinowali. Tymczasem efekt jest taki, że najpierw konieczne jest przeprowadzenie wielomiesięcznego postępowania przed organami administracji publicznej, a potem sprawą i tak zajmuje się sąd – spostrzega ekspert.

orzecznictwo

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 4 lutego 2020 r., sygn. akt II SA/Kr 1276/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia