statystyki

Dajcie sędziom dostęp do Facebooka! [KOMENTARZ]

autor: Patryk Słowik03.03.2020, 11:47; Aktualizacja: 03.03.2020, 13:05
Patryk Słowik, fot. Wojciech Górski

Patryk Słowik, fot. Wojciech Górskiźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Dostęp do internetu, w tym do mediów społecznościowych, jawi się obecnie niczym podstawowe prawo człowieka. Rozsądni eksperci całkiem na poważnie zastanawiają się, czy należy odbierać prawo surfowania po sieci osobom osadzonym w zakładach karnych.

Sprawa nie jest oczywista, bo z jednej strony – naturalnie – ma to być kara, a nie kolonie, a z drugiej – człowiek kiedyś wyjdzie z więzienia i dobrze by było, żeby odnajdował się we współczesnej rzeczywistości.

Umiejętność korzystania z internetu i mediów społecznościowych jest ważna także na sali sądowej. I tu poczyńmy istotne założenie: większość sędziów wie, jak korzystać z komputera. Potrafią się np. zapisać się do grupy na Facebooku itp. Bynajmniej nie chcę robić z tych ludzi idiotów, bo na to nie zasługują. Ten krótki tekst poświęcony jest tym, którzy nie wiedzą. A jest ich nadal sporo.

Z racji wykonywanego zawodu często bywam na salach sądowych, zapewne częściej od niejednego adwokata lub radcy prawnego. Do moich ulubionych spraw należą te dotyczące naruszenia dóbr osobistych. Wiadomo, dzieje się. Raptem kilkanaście dni temu byłem na sprawie dotyczącej wpisu na Facebooku, który umieścił pewien pan, co nie spodobało się innemu panu. Kilku świadków, sędzia wnikliwie przepytuje, pełnomocnicy stron dobrze przygotowani. Coś się jednak nie zgadza, bo sąd uchyla pytanie za pytaniem jako niezwiązane z zarzutami. A jak byk związane! Po kilkunastu takich decyzjach wreszcie w głowach adwokatów coś zaświtało. Mieli rację. Co się okazało? Że sędzia patrzył na zrzut ekranu, a na nim trzy zdania wpisu, po których widoczny był link „zobacz więcej”. Sędzia przez znaczną część procesu myślał, że sprawa dotyczy tylko tych trzech zdań. Tak naprawdę dotyczyła wpisu mającego zdań niemal 40.

To i tak nic w porównaniu ze sprawą toczącą się przed warszawskim sądem okręgowym w zeszłym roku. Poszło o obraźliwy mem umieszczony również na Facebooku. Kłopot w tym, że pani sędzia nie miała bladego pojęcia, co to jest „ta mema”. Pełnomocnik powoda dwoił się i troił, by przekonać sędzię, że poprzez umieszczenie grafiki w internecie można obrazić drugiego człowieka i podważyć jego kompetencje do sprawowania ważnej funkcji.


Pozostało 63% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane