Prawniczka, która postanowiła dochodzić na drodze sądowej zapłaty od byłej już klientki, naruszyła zasady etyki – uznał Sąd Najwyższy, podtrzymując ustalenia Wyższego Sądu Dyscyplinarnego Adwokatury.
Obwiniona – adwokat z Białegostoku – reprezentowała klientkę (zresztą swoją koleżankę z lat szkolnych) w sprawie spadkowej. Po przegranej w pierwszej instancji klientka wypowiedziała pełnomocnictwo, a następnie sama wniosła apelację i wygrała. Adwokat wystawiła fakturę na kwotę 14 tys. zł, co stanowiło 5 proc. uzyskanej kwoty, zgodnie z podpisaną umową. Po bezskutecznym wezwaniu do zapłaty, skierowała sprawę na drogę sądową. Powództwo zostało jednak oddalone, gdyż sąd uznał, że kwota, którą otrzymała wcześniej pełnomocnik, była wystarczająca jako wynagrodzenie reprezentacji w pierwszej instancji (była to kwota zbliżona do stawek za reprezentację z urzędu).
Co więcej, sama adwokat stanęła przed izbowym sądem dyscyplinarnym. Uznał on ją za winną nieprawidłowego wystawienia faktury i nałożył karę w wysokości pięciokrotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. Wyrok ten podtrzymał Wyższy Sąd Dyscyplinarny Adwokatury, jednak obwiniona złożyła kasację do Izby Dyscyplinarnej SN. Zaskarżyła wyrok zarówno co do winy, jak i kary. Jej obrońca podnosiła na rozprawie, że uznanie, iż doszło do deliktu dyscyplinarnego, narusza art. 80 prawa o adwokaturze (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1513).
Reklama
Kobieta działała bowiem w przeświadczeniu, że zapłata jej się należy, a odrzucenie powództwa w tej sprawie nie oznacza, że podjęte przez nią kroki stały się niezgodne z zasadami etyki. Nie można też mówić o podważeniu zaufania ani o narażeniu klientki na straty, gdyż nie wskazano, o jakie dokładnie straty chodzi. Sama zaś klientka próbowała przedstawiać obwinioną jako nieprofesjonalną, choć – zdaniem obrony – specjalnie wypowiedziała powództwo, aby nie wywiązać się z umowy, tymczasem złożona przez nią apelacja była w rzeczywistości efektem pracy pełnomocniczki. Obrońca podniosła też, że waga czynu jest niewielka, a jego szkodliwość społeczna i dla wizerunku palestry znikoma. Dlatego też wymierzona kara jest niewspółmierna do czynu.
Sama adwokatka oświadczyła, że przez 30 lat wykonywania zawodu po raz pierwszy wytoczono jej sprawę dyscyplinarną. Dodała, że sama czuje się oszukana przez klientkę, gdyż zgodziła się nie brać zapłaty z góry, wierząc w zapewnienia klientki, że nie ma ona pieniędzy, choć później okazało się, że jest inaczej. W efekcie adwokat, jak twierdzi, dwa lata prowadziła tę sprawę bez wynagrodzenia. Wskazała też, że dochodziła swoich należności legalnie (nie uciekając się np. do zastraszania czy szantażu), a po oddaleniu jej powództwa zaakceptowała wyrok i zapłaciła koszty postępowania.
Sąd Najwyższy nie przychylił się jednak do tej argumentacji. Uznał bowiem, że skoro adwokat nie reprezentowała klientki w II instancji, to nie miała podstaw do domagania się wynagrodzenia za odzyskaną w niej kwotę i wystawienia faktury. Dochodzenie zaś tego roszczenia w sądzie budzi wątpliwości co do standardów wykonywania zawodu. Mimo to Izba Dyscyplinarna SN stwierdziła, że wymierzona przez organy korporacyjne kara jest zbyt wysoka jak na względnie mały ośrodek, jakim jest Białystok. Przekazała więc sprawę do ponownego rozpoznania WSDA celem wymierzenia adekwatnej kary.

orzecznictwo

Wyrok SN z 14 stycznia, sygn. akt II DSI 61/19.