statystyki

Antywolnościowy trend w prawie. Śpieszmy się dbać o wolność słowa, bo coraz jej mniej

autor: Sebastian Stodolak03.01.2020, 07:21; Aktualizacja: 03.01.2020, 07:23
Batalia o wolność słowa to w istocie walka o to, byśmy jako społeczeństwo mogli się bez przeszkód rozwijać. Warto dmuchać na zimne i reagować na każdą próbę jej ograniczania, nawet jeśli będzie to się wiązało z zaakceptowaniem nieprzyjemnych skutków ubocznych (nikt przecież nie lubi być obrażany).

Batalia o wolność słowa to w istocie walka o to, byśmy jako społeczeństwo mogli się bez przeszkód rozwijać. Warto dmuchać na zimne i reagować na każdą próbę jej ograniczania, nawet jeśli będzie to się wiązało z zaakceptowaniem nieprzyjemnych skutków ubocznych (nikt przecież nie lubi być obrażany).źródło: ShutterStock

To terroryści – przekonuje Chen, przegryzając szaszłyk i popijając go piwem. Jest po północy, siedzimy w przydrożnej knajpie nadmorskiego Qingdao (Chiny) – na zewnątrz, bo w sierpniu noce są tu bardzo ciepłe. Atmosfera sprzyja rozmowom, których Chińczycy na trzeźwo unikają. Rozmowom o polityce.

Chen, wykształcony i sympatyczny 30-latek, terrorystami nazywa mieszkańców Hongkongu protestujących przeciw zakusom Pekinu na względną autonomię ich miasta. – Te protesty podsycane są przez wrogie mocarstwa. Ale nasi przywódcy się tym zajmą – uzupełnia. A gdyby przywódcy, a właściwie przywódca, Xi Jinping, postanowił zająć się hongkończykami tak, jak Deng Xiaoping w 1989 r. studentami na placu Tiananmen? Cóż, to terroryści…

Chen wierzy w to, co mówi. Narracja o młodocianych terrorystach z Hongkongu i obcych podżegaczach sączona jest do głów Chińczyków od początku protestów, a więc od marca 2019 r. Telewizja, gazety, strony internetowe, radio – wszędzie ten sam komunikat. A Chińczycy go kupują, bo to jedyna dostępna „prawda”: media kontrolowane są przez rząd, do innych nie ma dostępu. System cenzury internetu blokuje zachodnie portale społecznościowe, a serwisy informacyjne odsącza z niepożądanych treści. Wolność słowa jest w Państwie Środka mniejsza nawet niż w Polsce za czasów PRL, gdy przy ul. Mysiej 5 w Warszawie funkcjonował Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.

Magazyn 3 stycznia 2020

Magazyn 3 stycznia 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Biedni Chińczycy. Nie to co my. Jako dumni z demokracji i doświadczeni totalitaryzmami mieszkańcy Zachodu nigdy nie zrzeklibyśmy się prawa do swobody poglądów i dostępu do informacji. Mamy je zagwarantowane konstytucyjnie, prawda? Jaka to wspaniała… iluzja.

Tak, iluzja. Bo chociaż chętnie deklarujemy, że wolność słowa „kochamy i rozumiemy”, to pozwalamy na jej coraz dalej idące ograniczenia.

Nie obrażaj prezydenta

Czy naprawdę myślicie, że możecie powiedzieć wszystko, co chcecie powiedzieć, i usłyszeć wszystko, co inni chcą powiedzieć wam? Pomyślcie. Owszem, art. 54 Konstytucji RP stanowi, że „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów i rozpowszechniania informacji”, ale istnieją takie poglądy i informacje, których głoszenia prawo zakazuje. Jeśli przyjdzie nam do głowy minąć się z prawdą w zeznaniach składanych przed sądem, możemy trafić za kratki na osiem lat. Nawet dwa lata spędzimy w więzieniu, jeśli nie zgadzamy się z Churchillem w ocenie demokracji i uważamy, że lepszym ustrojem dla Polski byłby np. włoski faszyzm. Podobnego wyroku możemy się spodziewać, jeśli nie podobają się nam Ukraińcy albo Azjaci i swoim resentymentem zarażamy innych współobywateli. Dwa lata odsiadki również grożą nam, jeśli obrazimy czyjeś uczucia religijne, a rok, jeśli zniesławimy kogoś, pomawiając go bezpodstawnie, np. o oszustwo. No, chyba że to będzie prezydent kraju – wówczas kara wzrasta do lat trzech. Nie karę więzienia, a grzywny możemy otrzymać, publikując reklamy apteki (do 50 tys. zł), alkoholu (do 500 tys. zł, chyba że robimy to w hurtowni lub punkcie sprzedaży) albo swojego ulubionego polityka w trakcie ciszy wyborczej (do 5 tys. zł). Znacznie niższe kary, bo od 100 zł do 500 zł, przewidziane są za używanie wulgaryzmów w zasięgu słuchu policyjnego patrolu. Gorzej, jeśli jesteś nadawcą telewizyjnym albo radiowym i gorszy innych na skalę ogólnokrajową. Za emisję wulgarnych i nieobyczajnych treści przed godz. 23 można dostać grzywnę w wysokości nawet kilkuset tysięcy złotych. Swoją drogą, za nadawanie na falach radiowych bez koncesji grozi kara do trzech lat więzienia.


Pozostało 73% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (7)

  • Bardzo dobry artykuł. (2020-01-03 07:57) Zgłoś naruszenie 153

    Poprawność polityczna to rak demokracji. Zamiast cenzury -policja myśli. Sądy, które martwią się o konstytucję wtedy gdy dotyczy to ich przywilejów, a jednocześnie nie zwracające uwagi na o wiele istotniejsze dla społeczeństwa zapisy. Czy któryś z tych obrońców demokracji zająknął się w sprawie ograniczania wolnośći słowa poprzez wprowadzanie tylnymi drzwiami cenzury ukrytej pod hasłem "porawnośc polityczna albo "mowa nienawiści"?

    Odpowiedz
  • t(2020-01-03 13:29) Zgłoś naruszenie 91

    Dobre samopoczucie innych nie jest wartością ważniejsza niż wolność słowa. Bez wolności słowa pozostaniemy ubezwłasnowolnioną przez swoją bierność masą. Wyobraźmy sobie, że powstał ruch kanibali. Jakaś egzotyczna mniejszość, której nikt nie ma prawa zwrócić uwagę ani skrytykować - bo od razu sądy skazują go za mowę nienawiści. Twarda wymiana zdań i bezkompromisowe opinie są absolutnie konieczne jeżeli chcemy mieć u siebie demokrację. NIe może być tematów tabu czy niańczenia każdego problemu, żeby nam się tylko nie obraził. Demokracja to żądy większości - i trzeba to zaakceptować, bo każda inna opcja jest dużo gorsza.

    Odpowiedz
  • polka(2020-01-03 08:35) Zgłoś naruszenie 63

    No tak, sędziom wolno nazywać rządzących wszelkimi inwektywami. O sędziach faktycznych złodziejach nie wolno powiedzieć bo ukarają srogą karą . Czy t jest sprawiedliwe ? Do kogo iść po sprawiedliwość ?

    Odpowiedz
  • Teri(2020-01-03 14:25) Zgłoś naruszenie 31

    Teraz także nie można się wypowiadać zgodnie z prawdą i racjonalnością , ponieważ tzw. poprawność polityczna narzuca siłą zakłamany obraz rzeczywistości . Niekiedy nawet nie ma dialogu, ponieważ strona silniejsza bezkarnie używa różnych form przymusu "media" i nawet gdy mamy coś do powiedzenia --zrażeni epitetami przeciwników nic nie mówimy.

    Odpowiedz
  • Obserwator(2020-01-03 12:04) Zgłoś naruszenie 27

    Musza być ograniczenia i one powinny wynikać z moralności i zasad współżycia w społeczeństwie. Nie można paplać co ślina na język przyniesie bo mi się tak podoba, bo mam wolność słowa. trzeba się wzajemnie szanować, a skoro to samo z siebie nie wychodzi to musi być wprowadzone prawo które poprzez rygor kary ogranicza opluwanie się wzajemne i wymuszanie coraz to szerszych wolności. Wolność kończy się tam gdzie moje zachowanie może krzywdzić drugiego. Jeżeli będziemy pamiętać powiedzonko "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe" i będziemy się do niego stosować możemy naprawdę żyć radośnie i cieszyć się ogólną wolnością .

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Bert(2020-01-06 14:44) Zgłoś naruszenie 00

    Myśl jest słuszna, gazeta POprawna zbanowała mnie już ze 300 razy. PS. priviet dla cenzora z DGP

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane